wtorek, 07 grudzień 2010 16:13

Herbie Hancock/Michael Brecker/Roy Hargrove

Napisane przez

"Directions in Music"
Live at Massey Hall
Celebrating Miles Davis & John Coltrane

Miles Davis i John Coltrane są uznawani przez dużą część znawców jazzu, za dwie największe postaci a przede wszystkim największych kreatorów tego gatunku. Rozpoczynali wspólnie karierę w latach 50., erze be-bopu (pierwszego nurtu współczesnego jazzu). Już wówczas zaznaczyły się diametralne różnice w sposobie improwizowania obu muzyków. Krytyk jazzowy Jeff Rosen przyrównał niegdyś Milesa Davisa do Hemingwaya, snującego krótkie, perfekcyjnie skonstruowane zdania. John Coltrane natomiast był niczym Faulkner, który z małego detalu rozwijał zagmatwane a zarazem kunsztowne formy zdaniowe. Porównanie to jest niezwykle trafne, chociażby z racji tego, że Coltrane wydobywał ze swego saksofonu prawdziwe potoki nut (stąd popularne określenie sheets of notes). Improwizacje Davisa były natomiast niezwykle oszczędne, wręcz ascetyczne. Nie dziwi więc fakt, że obaj panowie po kilku latach się rozstali i odtąd przemierzali odrębne ścieżki jazzu współczesnego. Obaj stali się prawdziwymi mentorami nurtów, które tworzyli bądź rozwijali. Wielki Saksofonista pozostawił głębokie piętno na stylistyce hard-bopowej, ale przede wszystkim stał się wizjonerem kręgu awangardowego, ocierając się o koncepcje free-jazzowe i przepełniając swój muzyczny świat mistyką i transcendentalizmem hinduizmu. Wielki Trębacz zapoczątkował erę cool jazzu by następnie stać się niekoronowanym królem stylu fusion (jazz-rocka).
Muzyka obu mistrzów do dzisiaj inspiruje rzesze muzyków jazzowych. Kompozycje Davisa i Coltrane'a zostały wpisane do kanonu standardów a liczbę ich wykonań można zapewne liczyć w tysiącach. Z tego multum interpretacji gorszych lub lepszych wyróżnia się niewiele prawdziwie nowatorskich, a jednocześnie stojących na najwyższym poziomie. Dlatego też sięgając po kolejną płytę z muzyką Coltrane'a i Davisa, nie byłem wolny od obaw. Po przesłuchaniu krążka "Directions in Music" okazało się, że były one kompletnie bezpodstawne.
Stało się tak dzięki geniuszowi Herbiego Hancocka, jednego z największych pianistów jazzu współczesnego i jednego z niewielu żyjących obecnie muzyków, którzy mieli zaszczyt grać z Milesem Davisem. Wspominanie o samym Hancocku byłoby jednak głębokim nietaktem. Pozostali muzycy kwintetu to przecież muzycy największego formatu, którzy walnie przyczynili się do tego, że moim zdaniem płyta "Directions in Music" (wydana notabene z okazji 75-lecia urodzin Davisa i Coltrane'a) jest jedną z najlepszych produkcji jazzowych, zrealizowanych w zeszłym roku.
Najbardziej uderzające, w sensie pozytywnym, jest właśnie nowatorstwo podejścia do muzyki dwóch mistrzów. Herbie Hancock w swoim komentarzu do płyty napisał, że takiej interpretacji zapewne oczekiwaliby zarówno Coltrane jak i Davis, których muzyczne podróże zawsze cechowały się nietuzinkowością. Należy jednak zaznaczyć, iż mimo owej niesztampowości muzyka zawarta na płycie jest przesiąknięta duchem obu genialnych jazzmanów.
Szczególnie interesujący jest utwór "So What/Impressions", który jest połączeniem dwóch znanych standardów w nowej, bezkompromisowej aranżacji. Muzycznych konserwatystów owa zreharmonizowana hybryda może z pewnością przyprawić o ból głowy. Remedium na ową przypadłość mogą być jednak pełne ciepła kompozycje "The Poet" i "My Ship", przenoszące nas w erę cool-jazzu. Ten ostatni utwór przywodzi na myśl legendarne nagrania Milesa Davisa z Gilem Evansem. To jednak tylko krótka chwila wytchnienia. Ekspresją i spontanicznością bombardują nas popisy muzyków w coltrane'owskim standardzie "Transition" i kompozycji "D-Trane", gdzie kontrabasista pokazuje prawdziwie lwi pazur. Istną perełką jest doskonale znany fanom jazzu utwór "Naima", wykonany solo przez Michaela Breckera.
Dodatkowym atutem produkcji "Directions in Music" jest fakt, że jest to nagranie koncertowe, dzięki czemu muzycy w pełni rozwinęli swoje skrzydła a improwizacje zasługują na najwyższe uznanie. Roy Hargrove i Michael Brecker to w końcu klasa sama dla siebie i niejedna fraza w wykonaniu tych muzyków wprowadza w osłupienie. Mistrzowski warsztat, różnorodność środków i typowo coltrane'owski spirytualizm wpleciony w genialne aranżacje sprawiają, że krążek w wielu płytotekach powinien znaleźć poczesne miejsce.


Herbie Hancock ? fortepian
Michael Brecker ? saksofon tenorowy
Roy Hargrove ? trąbka, flugelhorn (skrzydłówka)
John Patitucci ? kontrabas
Brian Blade ? perkusja

Wyświetlony 8453 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.