wtorek, 07 grudzień 2010 16:27

Celebrowanie demokracji? (Numer z 1 stycznia 2003 r., fragment)

Napisała

Początek roku 2003 jest dla wielu okazją do podsumowań roku ubiegłego.

Można je zrobić na wiele sposobów ? na przykład porównując z dowolnym okresem naszej historii czy opisując świat, wziąwszy pod uwagę wybrane kryterium. Tego typu podsumowań, zbiegających się zresztą pod pojęciem "demokracja", dokonał na łamach "Conservative Chronicle" Stephen Chapman. W pierwszym artykule "One Superpower Isn't As Good As Two" proponuje on porównać obecny stan konfliktów światowych z sytuacją sprzed roku 1990. Według Chapmana, upadek muru berlińskiego, rozpad Związku Radzieckiego i rozpowszechnianie się demokracji na świecie, dało ludziom nadzieję na lepszy świat. W tym jednak czasie znalazła się pewna osoba, która nie widziała przyszłości w tak różowych kolorach. Był nim, cytowany przez Chapmana, John Mearsheimer ? profesor polityki miedzynarodowej na Uniwersytecie Chicago. W artykule "Why We Will Soon Miss The Cold War" Mearsheimer wyjaśniał na łamach "Atlantic Monthly", że chociaż idea pokoju jest miła, era zimnej wojny miała tę zaletę, że narzucała konkretny porządek pełnemu anarchii światu. Według Mearsheimera, także podzielenie świata między wpływy dwóch supermocarstw ? USA i Związku Radzieckiego, spowodowało, że większość krajów musiało opowiedzieć się po jednej ze stron, i tym samym zrzec się całkowitej niezależności w działaniu.
Jak pisze Chapman, w tym czasie, Stany Zjednoczone nie musiały się martwić o Irak, gdyż był on wtedy sojusznikiem Związku Radzieckiego, który przecież nie pozwoliłby Irakowi na wciąganie go w niepotrzebny konflikt z USA. Co więcej, zauważa Chapman, terroryści za czasów zimnej wojny nie mieli takiej swobody działania w świecie praktycznie zamkniętym na cztery spusty przez reżimy totalitarne czy dyktatury militarne. Jako inny przykład Chapman podaje zagrożenie, jakie dla Korei Południowej stanowiła Korea Północna (zależna od Związku Radzieckiego i Chin). W tym wypadku ? wyjaśnia Chapman ? było ono łatwe do opanowania, gdyż Waszyngton i Moskwa byli w stanie  łatwo się dogadać i w ten sposób utrzymać swoich sojuszników w ryzach. Chapman podsumowuje więc, że jedno supermocarstwo nie jest tak dobre jak dwa, jeśli chodzi o trzymanie spraw świata pod ścisłą kontrolą. Potem dodaje, że "dziś USA pozostają samotne w kontrolowaniu swoich wrogów, w momencie kiedy nie są nawet w stanie kontrolować swoich sojuszników". To samo przewidział właśnie Mearsheimer, pisząc w roku 1990, że jeśli zimna wojna jest naprawdę za nami, stabilność świata nie utrzyma się w ciągu dziesięciolecia.
Według Chapmana, ostatnio kraje, które były i są sojusznikami USA, kroczą najpewniejszą drogą do politycznego sukcesu właśnie poprzez krytykowanie Stanów Zjednoczonych. Było tak, pisze Chapman, w przypadku kanclerza G. Schroedera, który temu zawdzięcza swoją reelekcję; podobnie zresztą jak Roh Moo Hyun (Ro Mu Hiun), prezydent Korei Południowej (obiecał kontynuować przyjazną politykę wobec Korei Północnej, pomimo sprzeciwów USA). Trzeba sobie zdać sprawę ? sugeruje dalej Chapman ? że kraje te (Korea Południowa i Niemcy Zachodnie) były najbardziej zależne od USA w czasie zimnej wojny, a teraz najbardziej buntują się wobec amerykańskiej polityki międzynarodowej. W 1994 r. ? pisze Chapman ? USA, Japonia i Korea Południowa zobowiązały się pomóc rządowi Phenianu, który w zamian miał zaprzestać rozwoju broni nuklearnej. Obecnie jednak rząd ten przyznał, że taką broń posiada, i został nawet złapany na dostarczaniu broni Jemenowi. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że ani polityka dialogu, ani ostracyzm, nie przynoszą efektów wobec Korei Północnej ? pozostaje więc "opcja iracka", czyli zaatakowanie jej. Niestety, w tym wypadku wiadomo, że Korea Północna, w przeciwieństwie do Iraku, ma już broń nuklearną, której użycie w ewentualnej wojnie zamieniłoby Seul w morze ognia w mniej niż pół godziny ? kontynuuje Chapman. Na domiar złego, w Korei Południowej wciąż wzbiera złość na politykę amerykańską, a strach przed Koreą Północną ? wcale nie. Dlaczego więc ? pyta Chapman ? Stany Zjednoczone mają tam interweniować, skoro sami zainteresowani widzą w Amerykanach raczej przyczynę konfliktu niż jego rozwiązanie?

(?)
Natalia Dueholm

?Conservative Chronicle? ? konserwatywny tygodnik, wydawany od 1985 r., dla którego pisze 35 autorów (Pat Buchanan, Phyllis Schlafly, Ann Coulter, George Will i inni) i rysuje 27 rysowników. W każdym numerze CC publikuje około 40 felietonów. Można tam znaleźć przeciwstawne opinie na ten sam temat. CC nie akceptuje reklam ani poglądów skrajnie prawicowych ? o czym informuje na swoich stronach internetowych. Nie publikuje również żadnej krytyki Izraela (czego nie przeczytamy na stronach internetowych, ale możemy dosyć łatwo zauważyć, czytając ten tygodnik).

Wyświetlony 6269 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.