niedziela, 19 grudzień 2010 11:48

Ucieczka po Polskę

Napisane przez

Może tylko nieświadomie wypieramy się ojczyzny. Jest nam niepotrzebna, jak nie-potrzebny jest patriotyzm teraz, kiedy mamy się zlać z innymi w Unii Europejskiej. Wyróżnik narodowy trąci sarmatyzmem. Już nas nie razi minister prezydencki, chcący gestem całowania polskiej ziemi, wyśmiać, zdawać by się mogło, naturalny, wieczysty, święty związek narodu z jego ziemią. Zdarza się, że to, co mówią starsi Polacy, ci po czterdziestce, jest już niezrozumiałe dla generacji młodych. Omija się więc tematy. Ucieka od słowa ojczyzna.

Bywa więc, że ludzie z kom­pleksem narodowym chętnie skupiają się w tzw. stowarzyszeniach kresowych. Ciągnie ich w tamte strony, gdzie pozostali ich krewni, bądź nawet niekrewni. Ci, którzy, gdy przychodził czas repatriacji, mówili ? ?Ziemi ojczystej się nie opuszcza. Tu Bóg dał życie, tu Bóg da śmierć?. I dawał. A jednak część ich przetrwała lub pozostawiła po sobie nowe pokolenie. I są tymi Polakami, którzy często nie znają dobrze, bo skąd mają znać, swego języka i dziejów narodowych. Do nich i do innych, nawet nie-Polaków, dla których Polska i dziś jest znakiem kultury i wolności, do nich się jedzie, aby odetchnąć atmosferą ojczyzny.

Tę ucieczkę na kresy, ucieczkę po Polskę, ułatwiają stowarzyszenia kresowe, mające w swoich szeregach kilka czy kilkanaście osób, które się tam urodziły. Mówią śpiewnie i znają kody rozpoznania Polaków ze Wschodu. Jednym z nich jest Stowarzyszenie Nieświeżan i Przyjaciół 27. Pułku Ułanów im. Króla Stefana Batorego. W minionym roku pod przywództwem pana Jerzego Butkiewicza, wspieranego energią pań Danuty Nowakowskiej i Haliny Osmólskiej, dwóch autorek, 83 ?nieświeżan? udało się do siedziby książąt Radziwiłłów.
Jedzie się przez Brześć, Kobryń, Baranowicze, po bokach laski, zagajniki albo pola, sięgające po horyzont żytem i owsem. Pszenicy, buraków, kartofli niemal nie ma. Okopowych nie ma, bo kto zbierze? Wszystko obsiane na bezgranicznych równinach. Potem kombajnami zbierane, ale gdzie magazynowane, tego z autokaru nie widać. Lasy, a raczej zagajniki z samosiejek powstałe, wymagają karczowania i planowej gospodarki. W miastach przy wjeździe uderza widok zgrupowanych bloków mieszkalnych, jak w nowoczesnych miastach wznoszonych na hiszpańskiej Riwierze. I nagle osiedla te przechodzą w rzędy domów drewnianych, krytych eternitem. Bądź co bądź jest tu nadal świat surowca drzewnego. Skupiska bloków mają wnęki, czasem obite drewnem lub oszklone, względnie pus­te, z suszącą się bielizną. Wnęki te zastępują trudne do wykonania i drogie balkony. Przez ten kraj, który jakby uczynił krok ku nowoczesności i zatrzymał podniesioną już stopę, prowadzą dobrze utrzymane drogi. W osiedlach czystość prawie aseptyczna, jakby wymuszona przyjazdem jakiegoś wielkiego kontrolera. Sklepy ze starym sowieckim towarem aparatury elektrycznej i pokarmów, nie wypełnione klientami, bo któż by się pchał, przy zarobkach miesięcznych 50, 100 dolarów. Ale mieszkania w domkach prywatnych, szczególnie nowszych, wyposażone w meble, sprzęt elektryczny, za domem ogródek, skąd uprawy, nawet pod szkłem prowadzone, uzupełniają indeks żywnościowy domowników.
Ludzie mówią głębokim głosem, jakby przyzwyczajeni do nawoływania na pus­tej przestrzeni. Kobiety ład­ne, ze słowiańskim wdziękiem, im bliżej granicy z Polską, tym modniej ubrane. To fotografia, taka z au­tokaru zrobiona.
Nieśwież to perła. Jest stare miasto z kościołem, zamkiem, Bramą Słucką i za jeziorami nowe miasto. Z tamtej perspektywy, od strony nowego osiedla, gdy się patrzy na Nieśwież, to się widzi jego niepowtarzalne piękno harmonijnego zlania się linii miasta z otaczającymi go wodami. Po prawej stronie nad jeziorami zieleni się wybujały kompleks drzew, bo tam jest niespotykany swą przestrzenią ogromny park.
A w nim na płycie kamiennej pod grubą topolą wypisane słowa: ?Na całej przestrzeni parku w chwili jego założenia znajdował się jeden ten topol, ku upamiętnieniu czego kamień ten stawia Marja z Castellanów Antoniowa księżna Radziwiłł?.
I tak oto nagle wyrastający przy ścieżce parkowej niezatarty polski ślad. W Nieświeżu jest muzeum, do którego naturalnie wycieczka nasza zmierza. Wśród sal zupełnie zbędnych, etnograficzno-przyrodniczych, jest tylko jedna poświęcona Radziwiłłom. Objaśnienia przewodniczki są niedostępne, gdyż mówi tylko po rosyjsku. W muzeum tym polski turysta nie nabywa należnych mu praw korzystania z tłumacza. Widocznie dyrekcja zakłada, że w Polsce jeszcze nadal obowiązuje język wszechmocnego zaborcy.
(?)
Stanisław Jan Rostworowski
Wyświetlony 7476 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.