niedziela, 19 grudzień 2010 11:49

Bogactwo bierze się z ducha

Napisał

Za kryzysem gospodarczym, który dotyka Polskę, ukrywa się kryzys cywilizacyjny, znacznie głębszy od gospodarczego, długotrwały i przemilczany, bo przez jednych niedostrzegany, a przez innych ignorowany. Ten kryzys obejmuje całe duchowe życie narodu. Jest jedną z przyczyn zapaści gospodarki, ale sam w sobie jest stanem, który budzić powinien poważne zaniepokojenie.

Kryzys cywilizacyjny dotyczy nie sfery materialnej, a duchowej. Jego objawy zauważają niektórzy publicyści, mówiąc a to o kryzysie moralnym, a to o upadku patriotyzmu. Czynnik du­cha jest ignorowany przez ekonomistów i polityków, którym dziedzictwo marksizmu nie pozwala oderwać się od aforyzmu, że byt okreś­la świadomość. Tymczasem jest odwrotnie.

 
Praca, wolność, uczciwość
 
Tylko dwie cywilizacje potrafiły wytworzyć bogactwo: zachodnia i dalekowschodnia. Powyższe okreś­lenie cywilizacyj jest nieprecyzyjne, ale wystarczające. Zachodnia to ta, która zrodziła się ze starożytnej Grecji, Rzymu i chrześcijaństwa, i dziś duchowo podbija świat. Dalekowschodnia to zrodzona w Chinach, a dziś obejmująca też j Japonię i Azję południowo-wschodnią.
Przy wielu różnicach, jedno mają obydwie cywilizacje wspólne: i zachodnia, i dalekowschodnia wysoką wartość przypisują pracy. W pozostałych cywilizacjach ? Bliskiego Wschodu, Indii, Afryki, Azji zachodniej i centralnej, Ameryki Łacińskiej ? praca nie ma żadnej wartości etycznej albo uznawana jest za zło. Za zło uważana była również w chrześcijaństwie ? za karę przecież człowiek w pocie czoła miał zdobywać chleb ? dopiero protestantyzm podniósł ją i nadał wartość. Katolicyzm długo i z oporami i przejmował od protestantyzmu wysoką wartość pracy. W re­zultacie kraje katolickie ? poza Francją ? nie osiągnęły takiego poziomu bogactwa, jak protestanckie.
Uznanie pracy za wartość duchową jest podstawowym warunkiem gospodarczej pomyślności. Nie jedynym oczywiście, ale tak ważnym, że jego niespełnienie uniemożliwia tworzenie bogactwa.
Bogactwo wprawdzie zdobyły i niektóre kraje arabskie ? w których pracę ma się za nic ? ale wzięło się z ono z ropy naftowej i jest nieproduktywne, to znaczy nie tworzy nowego bogactwa, ale zostaje prze­jadane. Nieuchronny w dłuż­szej perspektywie koniec ery ropy naftowej ? z powodu, na przykład, odkrycia innych źródeł energii rów­nie jak ropa wydajnych al­bo nowych bardzo obfitych złóż poza Arabią ? zakończy epokę bogactwa tych krajów. Nic Arabom wtedy nie zostanie, poza wspom­nieniami i budowlami popadającymi w ruinę.
Zachodnie bogactwo wzięło się też z wolności. Wolność jest wartością przede wszystkim duchową. Zanim Europejczycy zaczęli o nią walczyć w sferze politycznej ? mieli jej wyobrażenie i poczucie, że im się należy.
Jedyne lata gospodarczej potęgi Polski trwały wówczas, kiedy panował u nas nieznany gdzie indziej w Europie poziom obywatelskich swobód. Dotyczył wprawdzie tylko szlachty i niektórych miast, ale też tylko wolnym pozwolił na wzbogacenie się. Czarna procesja to było żądanie swobód dla stanu trzeciego, którego elity zażądały wolności, bo czuły ich brak, a to znaczy, że najpierw duchowo uznały je za wartość god­ną publicznego wystąpienia.
W dziewiętnastowiecznej Europie gospodarka najszybciej rozwijała się w Anglii, bo był to kraj, w którym obywatele cieszyli się największymi swobodami. Bogactwo USA też wzię­ło się przede wszystkim ze swobód.
Kiedy w Rosji władza za­częła poszerzać wolności obywatelskie ? nie w wyniku, oczywiście, tak zwanej rewolucji lutowej ? ale wcześ­niej, w rezultacie reform caratu na przełomie XIX i XX wieku ? natychmiast zaczął się tam szybki wzrost gospodarczy. Rosjanie jednak zafundowali sobie reżim, który nadawane z góry wolności drastycznie im ogra­niczył, bo duchowo nie byli do nich przygotowani, nie mia­ły dla nich żadnej wartości.
W cywilizacjach Dalekiego Wschodu sztywne feudalne prawo, które każdemu wyznaczało miejsce na świecie, wasalom nakazywało wiernie i ze wszystkich sił służyć suwerenowi, a suwerenowi chronić wasali przed przemocą, spełniło rolę protezy wolności. Swobody, które na Zachodzie oddały ludziom inicjatywę gospodar­czą, tam zastąpione zostały nakazem inicjatywy. Władza ? najpierw Japonii, a potem innych państw tego krę­gu ? powiedziała: macie zakładać przedsiębiorstwa, co sprawiło, że aparat państwa nie ośmielał się ograniczać inicjatyw ludzi. To sa­mo obserwujemy obecnie w kontynentalnych Chinach, w których swobody zastąpione zostały nakazem gospodarczej aktywności, a wła­dza doraźnie karze swoich funkcjonariuszy za jej ograniczanie.
Oprócz pracy i swobód duchowy fundament zachodniej cywilizacji współtworzy trzeci czynnik, nierozłącznie z drugim związany, bo razem warunkujący zachodnie pojmowanie własności: równe dla wszystkich prawo wsparte na fundamencie powszechnego poczucia, że bogatemu nie wolno łupić biednego, a moż­ny tak samo odpowiada za przestępstwa, jak człowiek nic nie znaczący, oraz na przekonaniu, że państwu tego też nie wolno. Innymi słowy na cywilizowanych po europejsku zasadach moralnych.
Polski szlachcic, co miał tylko chałupę i zagon pola, miał się za równego najmożniejszym, nie uważając wcale ? nie był socjalistą ? że trzeba tym możnym poodbierać majątki, bo wiedział, że jeśli pozwoliłby na to, je­mu też w końcu odebrano by chałupę i zagrodę. Co uczynili komuniści rosyjskim chłopom w latach dwudzies­tych, parę lat wcześniej wdzięcz­nym nowej władzy, że pozwoliła im rabować dwory.
Moralność, która zabrania ogółowi godzić się na zło ? nawet wtedy, szczególnie wtedy, kiedy zło czynią możni albo państwo ? jest też warunkiem równości.
To oczywiste, że w społeczeństwach, w których możni mogą bezkarnie krzywdzić biednych, nie obowiązują zasady moralne, bo każdy znajdzie biedniejszego do skrzywdzenia. Tak sa­mo dzieje się w krajach, w których państwo może krzywdzić obywateli.
Ale to działa też odwrotnie: w społeczeństwach, w których nie obowiązują zasady moralne, nie ma równości, bo bogaci mogą krzywdzić biednych, nie narażając się na potępienie i kupując sobie ochronę przed wymiarem sprawiedliwości i ewentualnym odwetem skrzywdzonych. Nikt też nie protestuje, jeśli państwo krzywdzi ludzi. Nie ma również własności, bo ta zawsze może być odebrana przez państwo albo silniejszego.
Zasada uczciwości kupieckiej nie wzięła się z kaprysu kupców, ale z doświadczenia, które mówi, że jest ona w ostatecznym rozrachunku opłacalna. ÂŹród­łem bogactwa w skali społecznej są tylko uczciwe interesy. Interesy nieuczciwie prowadzone nie rozwijają gospodarki, prowadzą do drożyzny, ponieważ w cenę produktu wliczone są koszty ochrony przed wymiarem sprawiedliwości, czyli ła­pów­ki dla sądów, prokuratury i policji.
Wszystkie te trzy duchowe fundamenty zachodniej cywilizacji ? wysoka wartość pracy, wolność i powszechnie akceptowany system norm moralnym ? są w Polsce w stanie upadku. Większość Polaków ani ich nie rozumie, ani nie akceptuje. Spróbujemy pokazać to nieco bardziej szczegółowo.
 
 
Wielki brat albo martwy duch wolności
 
Idea Wielkiego Brata, który zabiera wolność w zamian za opiekę, pojawiła się w Polsce, zanim powstały dwudziestowieczne totalitaryzmy. Przyszła do nas ze wschodu, wraz z rosyjskim zaborcą.
W I Rzeczypospolitej wolność ? jako stanowy przywilej szlachty oraz postulat mieszczaństwa ? tworzyła jedną z fundamentalnych wartości, na których oparte było państwo i która organizowała świadomość Polaków. Polski szlach­cic wolność cenił nade wszyst­ko, a polski mieszczanin żądał jej dla siebie. Nawet wśród chłopstwa wolność była wzorcem, bo chłopi zna­li ją jako coś, co ma szlachcic, a czego im brakuje.
W Rosji nikt tak wolności nie pojmował. Rosyjski szlachcic miał status podobny do pańszczyźnianego chłopa: był przypisany nie do ziemi, jak tamten, ale do służby carowi, która była jego pańszczyzną.
Majątki ? dodajmy tu ? rosyjskiej szlachty nie do niej należały, ale do cara, który miał prawo pozbawić ich każdego, kto mu się w czymś sprzeniewierzył. Nie włas­ność zatem, ale łaska carska warunkowała bogactwo, nie swobodna inicjatywa gospodarcza, ale wierna służba dawała pomyślność.
Polska szlachta w początkach zaborów najsilniej odczuła ograniczenia wolności i najsilniej się przeciw nim buntowała. Carat nie był w stanie od razu ograniczyć polskich wolności i z nich właśnie ? czy raczej z ich resztek ? brały się fale gos­podarczego rozwoju polskich ziem w rosyjskim cesarstwie. A z ich ograniczania ? powstania.
Pierwszą falę rozwoju przerwało Powstanie Koś­ciuszkowskie i represje po nim, szczególnie konfiskaty majątków, które uświadomiły Polakom, że władza odbiera dobra nieposłusznym. Wciąż jednak poziom wolności był na ziemiach polskich wyższy, niż gdzie indziej w Rosji. Głównie dzięki temu, że Polacy tak ją cenili.
Stąd wzięła się druga fala szybkiego wzrostu gospodarczego na początku XIX wieku. Przerwana jednak została przez Powstanie Listopadowe. Zadyma wywołana przez garstkę dwudziestokilkuletnich sfrustrowanych podchorążych nie tylko przerwała gospodarczy rozwój, ale wywołała represje ? w tym znów konfiskaty majątków ? oraz wygnała na emigrację ludzi, którzy wolność uznali za wartość najwyższą.
Wciąż jednak poziom swobód był wyższy niż w Rosji i stąd wzięła się trzecia fala wzrostu, wspomagana mądrą polityką Wielopolskiego. Tę falę przerwało Powstanie Styczniowe, a je­go efektem była ? podobnie jak poprzednio ? emigra­cja ludzi najsilniej do wolnoś­ci przywiązanych, zsyłki, ale przede wszystkim ostateczne ograniczenie swobód do poziomu rosyjskiej opresji.
W rezultacie powstań ? które są świadectwem i umi­łowania wolności, i politycznej głupoty ? na przeważającej części ziem polskich zapomniana została idea wolności. Polacy żyjący w zaborze rosyjskim duchowo stali się poddanymi.
Inaczej było w Wielkopolsce. Tam nie było powstań i wynikających z nich represji. Polski duch wolnoś­ci połączony z niemieckim prawem dał w efekcie gospodarczy wzrost, któremu nie przeszkodziła nawet ? albo raczej w niewielkim stopniu przeszkodziła ? polityka dyskryminacji Polaków. Wielkopolanie nie stali się poddanymi i to jest główną przyczyną gospodarczej dominacji tej części Polski.
Po odzyskaniu niepodleg­łości krótki okres swobód przerwany został zamachem majowym. Zwyciężył duch poddaństwa, tyle że nie carowi już, ale państwu polskiemu. Swobody ograniczane były krok po kroku.
O tym, co potem było, nie trzeba wiele mówić. Rządy najpierw nazistów, potem komunistów nie tylko skrajnie ograniczały wolność, ale pozbawiając Polaków jej perspektywy, sys­tematycznie dobijały ją w sfe­rze ducha.
W rezultacie dzisiejsi Polacy ? nawet Wielkopolanie, bo oni też przecież mają za sobą półwiecze z górą nazizmu i komunizmu ? wolności ani nie rozumie­ją, ani nie czują jej potrzeby. Jesteśmy narodem poddanych, poddanych z du­cha.
Dostrzec to można było w ostatnim dziesięcioleciu. W wyniku reformy Balcerowicza ? jej ocenę zostawmy na inną okazję ? odzyskane zostały swobody gospodarcze. Wszystkie kolejne rządy swobody te ograniczały i to nie za biernym przyzwoleniem Polaków, ale na ich żądanie.              
Społeczne naciski na ko­lejne ograniczenia wolności wciąż trwają, przybierając postać postulatów zatrzymania prywatyzacji ? realnie niemal zatrzymanej ? a nawet renacjonalizacji i coraz większej ingerencji państwa oraz samorządów w gospodarkę.
(?)
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 6411 razy
Więcej w tej kategorii: « Pęknięty naród Ucieczka po Polskę »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.