niedziela, 19 grudzień 2010 12:08

Pęknięty naród

Napisane przez

Kisiel w swoim Dzienniku w zapiskach już z lat 70. zauważył formowanie się dwóch narodów polskich. Jeden to ten wierny tradycji, pielęgnujący wartości etyczne, drugi to społeczność wykorzeniona z tradycji, relatywistycznie traktująca wartości, lecz też buntująca się przeciw władzy komunistycznej, która krępowała jej aktywność. Alians między obu częściami trwał, póki był wspól­ny nieprzyjaciel. Rozpadł się po jego upadku.

Zawsze w społeczeństwie istniał podział na stany, klasy, warstwy, które ? bywało ? występowały przeciw sobie. Lecz istniało też poczucie wspólnoty, niezależne od podziałów. Dowodzą tego dzieje I i II wojny światowej, gdy arystokracja i plebs, ziemiaństwo i chłopi, robotnicy i fabrykanci wspólnie walczyli o niepodległość Rzeczypospolitej. Ba, jak świadczą wspomnienia ocalonych z obozów w Kozielsku, Os­taszkowie i Starobielsku, bardziej podatni na sowiec­ką propagandę byli niektórzy przedstawiciele inteligencji, aniżeli żołnierze i pod­oficerowie wywodzący się z tzw. warstw niższych. Lecz po 1989 r. dotychczasowe, historyczne podziały stały się nieaktualne. Ujawnił się no­wy podział ? ów sygnalizowany przez Kisiela, a komplikujący się po 1989 r.

 
Naiwne zdumienie
 
 
Oczekiwania po 1989 r. były wielkie. Mniemano, że rychło Polska stanie się krajem dobrobytu dla każdego, mlekiem i miodem płynącym. Wprawdzie odzywały się głosy trzeźwych ekonomistów, że czekają nas, parafrazując Churchilla, krew, pot i łzy. Lecz kolejne ekipy rządzące, niezależnie od barwy ideowej, czarowały propagandą sukcesu. Istotnie, na początku lat 90. zdumiewająca była inicjatywa ludzi, by wziąć sprawy w swoje ręce. Powstawały nie­zliczone warsztaty i warsz­taciki, firmy i firemki, ulice zaroiły się łóżkami polowymi i budami. Niektórym szczęś­liwcom udało się zamienić warsztaciki w przedsiębiorstwa, łóżka polowe w solidne sklepy. Większość jednak została odwirowana i znów znalazła się na dole drabiny społecznej.
Największym zdumieniem zaczął napawać los byłych pracowników rozwiązanych Państwowych Gospodarstw Rolnych. Ci w swej masie znaleźli się wręcz na dnie. Nie byłoby szoku na widok tej niemal zwierzęcej egzystencji obficie podlewanej ?Arizoną?, gdyby decydenci kierowali się nie tylko swoimi chęciami (droga do piekła jest nimi wybrukowana), lecz i wiedzą. Jeszcze w 1983 r. ukazała się praca prof. Anny Zadrożyńskiej Homo faber i homo ludens, mająca podtytuł Etnologiczny szkic o pracy w kulturach tradycyjnej i współczesnej, w której autorka pokazała m.in. model obyczajowości pracowników PGR-ów. Można było przewidzieć, co się stanie, gdy ludzie ci, pozbawieni szacunku dla pracy i włas­ności, bierni życiowo, wykorzenieni kulturowo, znajdą się na aucie. Gdyby...
Naturalnie nie ma gwarancji, że decydenci inaczej by postępowali, gdyby przeczytali tę i podobne prace, jednak nie uczynili nawet wysiłku poznania ich, sygnalizujących drastyczne pęknięcie. Dotyczy to zresztą nie tylko byłych pracowników PGR-ów, lecz także mieszkańców miast, robotników, spauperyzowanej inteligencji, bezrobotnych, bezdomnych...
 
Obcy wśród swoich
 
 
Każda społeczność traktowała obcych nieufnie. Obcy to był ten z dalszej wsi, regionu, kraju. Zachodnich sąsiadów, dlatego nazywamy Niemcami, bo nasi przodkowie uznali, że ponieważ nie znają oni naszej mowy, nie umieją oni mówić. Są niemi, czyli Niemcy. Nieufność nie oznacza jednak automatycznej wrogości. Prof. Lech Mróz w pracy Dzieje Cyganów-Romów w Rzeczypospolitej XV-XVIII w. pokazuje, że początkowo przybysze ci byli przyjmowani spokojnie; później dopiero naros­ła wobec nich wrogość i niechętne im stereotypy. Wpraw­dzie rzecz dotyczy odrębnej grupy etnicznej i odległych stuleci, jednak doskonale przedstawia mechanizm ?stawania się obcym?. Kluczem zdaje się przytoczone przez autora zdanie: Bo Cygan nie sieje ani orze, tylko co ukradnie tym się żywi. Zapamiętajmy je!
Pęknięcie obecne poszło bowiem nie tyle wzdłuż dotychczasowych linii podziału, ile wzdłuż linii oddzielającej biednych od bogatych; tych, którym się powiodło, od tych którym nie powiodło się. Pośrodku usytuowała się masa ludzi broniąca się przed spadkiem, ale nie mająca siły lub możliwości wspięcia się wyżej. Środek utożsamia się z jed­ną bądź drugą stroną. Nie klepie biedy, ale boi się jej, ma pracę, ale obawia się jej utraty, stara się o zachowanie społecznego i materialnego status quo, ale drży, czy mu się to uda.
Zdrowe społeczeństwo powinno przypominać becz­kę. U podstaw klasa niższa obejmująca ok. 25 proc. zbiorowości, w środku kluczowa dla normalnego funk­cjonowania społeczeństwa klasa średnia, jakieś 60-70 proc. obywateli, zwieńczenie to klasa wyższa licząca 5-15 proc. społeczeństwa. Polski model to piramida. U podstawy klasa niższa, ok. 50 proc. ogółu, nieliczna klasa średnia i wąski czubek, czyli klasa wyższa. Zaledwie 0,2 proc. gospodarstw rodzinnych uzyskuje dochód miesięczny powyżej 5 tys. zł netto, 60 proc. zaś nie osiąga tzw. średniej krajowej.
Bieda jest jednak pojęciem względnym. Socjologowie używają określeń ?bie­da obiektywna? i ?bieda subiektywna?. W przypadku biedy obiektywnej odróżnia się minimum egzystencji i minimum socjalne. Pierwsze to dobra i usługi umożliwiające trwanie na poziomie biologicznym. Dru­gie uwzględnia potrzebę np. książki, gazety, kina... Ubóstwem egzystencjalnym (na poziomie biologicznym) zostało dotkniętych ok. sześć proc. Polaków. To bieda obiektywna. Lecz bezrobocie sięgające 20 proc., acz dalece nie wszyscy nim dotknięci wegetują na poziomie ubóstwa egzystencjalnego, powoduje poczucie zagrożenia dla licznych ze środka. Oni też odczuwają biedę, acz jest to bieda subiektywna. Jednakże mniej istotne jest, na jakim poziomie ci ludzie żyją ? ważne, że mają się za biednych, przeto też odrzuconych przez naród, społeczeństwo, państwo. Czują się obcymi wśród swoich. Niezależnie zatem od tradycji rodzinnych, wyznawanych wartości czy ambicji społecznych lub zawodowych, stają się członkami owego drugiego narodu.
(?)
Marek Arpad Kowalski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6136 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.