niedziela, 19 grudzień 2010 21:00

Lenin na Galapagos

Napisane przez

Ekwador ma dwa powody do sławy: archipelag Galapagos oraz pierwsze miejsce na liście najbardziej skorumpowanych krajów świata. Nawet tak odległe, zdawałoby się zjawiska, są ze sobą mocno powiązane...

Lud przede wszystkim

To nie przypadek, że Leninowi Soto, menadżerowi pensjonatu ?Orca?, właśnie na San Cristobal, nadano akurat takie imię. Nostalgia za rewolucją społeczną jest w Ekwadorze bardzo silna. Lenin wyznał, iż ojciec chciał być nawet bardziej radykalny i nadać mu na chrzcie (?) imię ?Stalin?, ale dowiedziawszy się od odwiedzających Guayaquill rosyjskich marynarzy, jakim ?Soso? był strasznym łobuzem, zrezygnował. Lenin Soto był bardzo zmartwiony, gdy mu opowiedziałem, jakim ?łobuzem? był Włodzimierz Uljanow.
Odwiedziłem Ekwador dwukrotnie, trafiając za każdym razem akurat na kampanię wyborczą. Po raz pierwszy, w 1998 roku były to wybory prezydenckie, tym razem, wiosną 2001 roku, wybory do parlamentu. Kampania wchodziła w kulminacyjny etap. Kandydaci prześcigali się w wykrzykiwaniu, jak to bardzo oni kochają swój lud, naród i kraj. O ludzie mówi się w Ekwadorze wyłącznie w kontekście wyborów. Bo ludu jest tam najwięcej, a że mimo wszystko przy głosowaniu obowiązują formalnie demokratyczne zasady, wybór parlamentarzysty czy innego dostojnika zależy od liczby głosów.
Stąd w czasie kampanii wyborczej robi się temu ludowi ?wodę z mózgu?. ?Lud przede wszystkim?, ?Pierwszeństwo dla biednych?, ?Ludzie pracy, moim elektoratem? ? oto hasła z przedwyborczych plakatów.
Nie mają się one nijak do ekwadorskiej rzeczywistości, która lud ma w głębokiej pogardzie...
Tuż przed moim przyjazdem głośno było w Ekwadorze z powodu listu pasterskiego, jaki Episkopat tego kraju wystosował w imieniu wiernych do możnych i polityków. Dostojnicy miejscowego Kościoła nie po raz pierwszy wzywali do opamiętania, pokory, wręcz zlitowania się: (...) W naszym pięknym i bogatym kraju (Ekwador jest potęgą, jeśli chodzi o wydobycie ropy naftowej ? prawie 50 mln t, i gazu ziemnego, połowy morskie, jest też największym na świecie producentem bananów ? przyp. aut.), gdzie prawie 10 mln ludzi żyje w ogromnej nędzy, zaś byt pozostałych 1,5 mln jest ciągle zagrożony, istnieje garstka wybrańców (szacuje się ją na ok. 100 tys. osób ? przyp. aut.), którzy pławią się w bezprzykładnym dobrobycie, a swoich rodaków ignoruje i nimi pomiata (...)
Ekwadorem ? wie to każde dziecko w Quito, Riobamba czy Guayaquil ? rządzi, góra, 100 rodzin... I ta setka robi, co zechce. Chcieli, by prezydentem Ekwadoru został chory psychicznie, to i został. W wyborach 1996 roku prezydentem zrobiono Abdala Bucarama, pseudo: ?Szaleniec? (?El Loco?). W kilka miesięcy później, kiedy już mieli dość zabawy, ?Loco? został odsunięty od władzy i odesłany na leczenie do szpitala psychiatrycznego. Zaznaczmy jednak, że ?Loco? też był członkiem jednej ze Stu Rodzin, które dzielą się Ekwadorem w sposób jawny i bezczelny, które żywcem okradają ten piękny i zamożny kraj. Ich interesom podporządkowane są decyzje społeczne i gospodarcze. Oni stworzyli w Ekwadorze system, który jeszcze długo utrwalać będzie panujące status quo.
Nawet strajki czy protesty społeczne wywoływane są tam z inicjatywy członków rządzącej oligarchii. Nie zmienił tego przewrót ze stycznia 2000 roku, kiedy wypędzono z fotela prezydenckiego demokratycznie (czyli tak jak dotąd) wybranego Jamila Mahuada, ustawiają swojego człowieka, czyli Gustavo Noboa. Manewru dokonała junta wojskowa występująca, jak wszyscy w Ekwadorze, w imię ludu zagrożonego głodem z powodu spustoszeń dokonanych (rzekomo) przez El Nińo i dramatyczną sytuacją gospodarczą wywołaną zbyt niskimi cenami ropy naftowej.
 
Drugie Chile?
 
Wydawało się, że w roku 1999, kiedy Ekwador stanął faktycznie na krawędzi totalnego rozpadu, coś się wreszcie zmieni. Cała Ameryka Łacińska ma problemy, ale takich jak Ekwador nie było nawet w państwach najbiedniejszych, w Boliwii i Paragwaju. Sytuację można było porównać do tego, co działo się w Chile w przeddzień puczu Pinocheta?
Kasa państwa była pusta, bezrobocie sięgało 40 proc. populacji, nie działał system bankowy, komunikacja publiczna, inflacja sięgała kilkuset procent, upadła narodowa waluta, którą w końcu trzeba było zastąpić dolarem amerykańskim, brakowało energii, żywności, ba, nie było nawet benzyny! Panował chaos podobny do tego, jaki towarzyszył przed laty ?reformom? Salvatore Allende. Ekwadorczycy nie mieli jednak tyle szczęścia, co Chilijczycy i dzisiaj nie jest tam wiele lepiej niż przed ?golpe?.
Ekwador to kraj socjalistyczny. Większość firm, organizacji i przedsiębiorstw, rzucających się w oczy zagranicznemu turyście, to przedsiębiorstwa państwowe. Państwowy jest najpopularniejszy kanał TV ?Amazonas?, ale inne główne stacje także, państwowe jest Metropolitan Touring ? narodowe biuro podróży, do państwa należy Emelec ? monopolista w dziedzinie energii elektrycznej, państwowe są rafinerie, dystrybucja benzyny, SAETA, TAME ? miejscowe linie lotnicze i wiele setek innych, ważnych dla gospodarki przedsiębiorstw. Formalnie stanowią własność narodu, w rzeczywistości jednak rządzi nimi te sto czy może nieco więcej rodzin. Bo Ekwador, jak większość krajów socjalistycznych, jest ?prywatną? własnością państwową, która członkom elity zapewnia monopol, utrwalając ich wyłączną władzę...
Taki system jest dla nich wygodniejszy: nie ryzykują własnego kapitału, w razie trudności ma kto pokryć straty, nikt im nie wyrzuca, że są chciwymi kapitalistami. Oni tylko kierują wspólną własnością narodu. Chronieni przez państwo, czyli siebie, nie obawiają się ani konkurencji, ani odpowiedzialności. Jeśli nawet istnieją w Ekwadorze firmy zagraniczne, to i tak siedzą one w kieszeni panującej ?junty?.
Wprawdzie uchwalona w 1998 roku konstytucja przebąkuje coś na temat prywatyzacji, dużo jednak wody upłynie, zanim ta Setka zgodzi się zrezygnować z monopolu władzy, tym bardziej, że kapitalizm, a tym bardziej wolny rynek, wywołują w Quito niedobre skojarzenia?
Jan M. Fijor
Wyświetlony 4640 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.