poniedziałek, 20 grudzień 2010 22:46

Gdańskie cudo

Napisane przez

W połowie lat dziewięćdziesiątych w czasopiśmie ?NAJWYŻSZY CZAS? opublikowałam serię artykułów pod wspólnym tytułem: ?POLITYCZNA HISTORIA SZTUKI?. Próbowałam w nich wyjaśnić, jak to się stało, że sztuki plastyczne znalazły się w ciemnym zaułku, do którego zwykły odbiorca zapuszcza się niechętnie ? a jednocześnie jak do tego doszło, że większość co głośniejszych twórców chętniej odsłania swoje genitalia, niż chwyta za pędzel lub dłuto.

 

Minęło trochę czasu i ekspozycje ekskrementów czy trupów (sic!) przestały specjalnie poruszać widownię, a co gorsza dla ich twórców ? media przestały się nad nimi unosić w zdumieniu. Cóż by tu zatem zrobić dla mołojeckiej chwały? ? trapią się dzielni i nonkonformistyczni aspiranci do ministerialnych stypendiów. A gdyby tak dobrać się do skóry np. katolikom i unurzać krucyfiks w urynie albo umieścić na nim mmm...? Na pewno oburzą się i narobią hałasu, a o ten hałas właśnie chodzi! Wtedy postępowe elity staną w obronie artysty i zupełnie nieznane nazwisko znajdzie się w TV i w GW, i zrobią wywiad do WYSOKICH OBCASóW... Od wymarzonego stypendium i sal w ZACHÊCIE tylko krok... i o to właśnie chodziło! Jeszcze lepiej byłoby, gdyby jakiś do głębi dotknięty katolik wytoczył z tej okazji proces o obrazę uczuć religijnych. Wtedy spełnią się najskrytsze marzenia i jak pani Nieznalska można się stać TWóRCÂĄ PRZEŚLADOWANYM i symbolem bojownika o ? uwaga ? WOLNOŚĂ†!!!
Tzw. postępowa elita europejska już od końca XIX wieku zwalcza tzw. kulturę burżuazyjną. Sprowadza się to w sumie do negowania wartości, takich jak przywiązanie do tradycji, szacunek dla podstawowych wartości i religii. Owa chęć obrażania spokojnych ludzi i szydzenie z imponderabiliów jest impulsem, który odczuwa wielu nastolatków, ale dojrzałość polega na tym, że im to przechodzi. Naturalnie trzeba pamiętać, że niegdyś ci, którzy jej ulegali, ryzykowali rzeczywiste potępienie środowisk opiniotwórczych; które same w większości składały się z osób przyzwoitych i na tzw. poziomie. Dziś to właśnie z tzw. salonów płynie inspiracja do nieustającego festiwalu skandali, bluźnierstw, ?obalania tabu? i wszelkiego typu wygłupów. A największym wygłupem jest to, że za to wszystko płacą instytucje kulturalne ? czyli państwo. A przecież Piotr Skórzyński już 9 lat temu zaproponował, by tym, którzy uprawiają ?antysztukę? (tak bowiem sami nazwali swoje wytwory) płacić antypieniędzmi.
W drugiej połowie XX w. postępowa elita towarzyska (a jak wiadomo, elita jest WYŁÂĄCZNIE postępowa) ostatecznie odrzuciła zasady obyczajowości mieszczańskiej, poddając się bez reszty atrakcyjnym wzorom swobodnego życia cyganerii. O ile jednak członkowie prawdziwej cyganerii przymierali głodem i nierzadko kończyli życie wycieńczeni nędzą ? o tyle obecny dobrobyt Zachodu sprawił, że wybór ów stracił otoczkę heroizmu, a stał się czystym hedonizmem. W rezultacie sztuka zamieniła się w zabawę, a przeróżne happeningi i performanse bardzo trudno odróżnić od dawnych przyjęć artystów i ich przyjaciół, na których poza piciem, wygłupami i uprawianiem wolnej miłości ? grzmiano przeciw chciwym burżujom z wężem w kieszeni.
Ten element ludyczny jest oczywisty i niektórym artystom ? a raczej aspirantom do tego miana ? zaczęło to przeszkadzać. Cóż, prawdziwy buntownik i nonkonformista lubi być traktowany serio, a szok, który stara się wywołać, ma budzić grozę, a nie chichot politowania. W końcu, nie wiedząc już co wymyślić, dochodzą do zupełnej aberracji: mam na myśli choćby ostatnio wprowadzony obyczaj SAMOOKALECZEÑ ?instalatorów? na oczach wernisażowej publiki, a także wspomniane wcześniej plugawienie religijnych (głównie chrześcijańskich) symboli.
Nie twierdzę bynajmniej, że plastycy nie mają rzeczywistych problemów. Nadmiar absolwentów szkół artystycznych w stosunku do zapotrzebowań sprawia, że konkurencja jest ogromna. Tymczasem poziom przygotowania do zawodu plastyka czy architekta pozostawia wiele do życzenia. W wyniku tego rywalizacja odbywa się nie na umiejętności, ale ? na układy z krytykami, ?dojścia? do urzędników, ?przyjaźnie? z redaktorami czasopism i TV itd. Co jakiś czas bardziej okrzepli w zawodzie koledzy proponują ?ucechowienie? zawodu, żeby ochronić się przed młodymi kolegami. W Polsce stowarzyszenie architektów zablokowało nowych absolwentów architektury, tworząc ? w istocie bezprawny, lecz uznany przez władze ? nowy egzamin środowiskowy, którego rzecz jasna praktycznie nikt nie jest w stanie zdać. Podobne zapędy periodycznie pojawiają się wśród plastyków zrzeszonych w ZPAP. Warto wspomnieć choćby ?urodę? powojennych pomników realizowanych w wyniku konkursów odbywających się pod auspicjami kompetentnych (rzekomo) gremiów i komisji.
Joanna Waliszewska
Wyświetlony 8992 razy
Więcej w tej kategorii: « NSZ a Żydzi Prostowanie bajek (1) »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.