poniedziałek, 20 grudzień 2010 22:53

Jeszcze o roku 1939

Napisane przez

Rok 1939 był momentem, który zadecydował o losach Polski i Europy na następne pół wieku ? Jałta była tylko konsekwencją tego, co się wówczas zdarzyło. Nic więc dziwnego, że wielokrotnie zadawano sobie pytanie, co by było, gdyby Polska przyjęła żądania niemieckie i nie doszłoby do wybuchu wojny polsko-niemieckiej. Takie pytanie zadali też pp. Dariusz Ratajczak (?Opcja? nr 4) oraz Artur Adamski (?Opcja? nr 6). Pozwolę sobie i ja zabrać glos w tej sprawie, która, choć oddalona od nas o ponad pół wieku nadal budzi emocje.

 

Zacznijmy od tego, jakie były powody wybuchu wojny polsko-niemieckiej. Wojna ta wybuchła, gdyż, jak się słusznie zakłada, służyła ona realizacji mocarstwowych celów politycznych Niemiec, czyli odbudowaniu ich pozycji na kontynencie europejskim, utraconej po I wojnie światowej oraz, co za tym idzie, osiągnięciu dominacji politycznej w Europie. Niewiele natomiast wiemy o mocarstwowych celach politycznych Polski. Pozwolę sobie tutaj na sformułowanie pewnej hipotezy: wydaje się, że ówczesne kierownictwo polityczne w Warszawie dążyło do wojny z Niemcami, bo liczyło na szybkie pokonanie Niemiec w sojuszu z Francją i Anglią, co dałoby Polsce szansę aneksji Prus Wschodnich i innych terytoriów niemieckich (do których roszczenia zgłaszały różne środowiska polityczne po 1918 roku), a tym samym stworzyłoby warunki do osiągnięcia przez Polskę naprawdę mocarstwowej pozycji w Europie i samodzielne pełnienie roli ?Przedmurza? chroniącego Europę przed zagrożeniem sowieckim. W Warszawie zdawano sobie sprawę, że gwarancje brytyjskie mają na celu zaszachowanie Niemiec od wschodu i skłonią kierownictwo Rzeszy do podjęcia szybszej akcji przeciw Polsce, ale liczono na to, że Anglia i Francja będą zmuszone dotrzymać sojuszniczych zobowiązań. Chciano więc wykorzystać brytyjskie posunięcie w interesie Polski. Warszawa nie doceniła jednak ?perfidii Albionu? (i stojących za nim USA), który poświęcił Polskę, bo uważał, że tylko Związek Sowiecki może realnie zaszachować Niemcy od wschodu, i dlatego chciał jego geopolitycznego wzmocnienia. Anglia i USA chciały uniemożliwić Rzeszy Niemieckiej osiągnięcie dominacji na kontynencie, a to było możliwe tylko poprzez wciągnięcie do rozgrywki Sowietów. Kiedy wybuchła wojna, Anglia jako gwarant niepodległości Polski wypowiedziała wojnę Niemcom. Ale jak wiemy, żadnych działań wojennych przeciw Niemcom na zachodzie nie podjęto. Wolno zatem domniemywać, że wypowiedzenie wojny było wyłącznie aktem polityczno-propagandowym mającym na celu podtrzymanie polskiego oporu i zapobieżenie ewentualnej kapitulacji. Gwarancje brytyjskie przewidywały, że akcja wojskowa ma się rozpocząć po upływie dwóch tygodni, czyli (licząc od 3 września) 17 września. Ale nie rozpoczęła się, bo Londyn spokojnie czekał, aż do akcji wkroczą Sowieci ? akcji, o której wiedział, że nastąpi, bo tajny protokół do paktu Hitler-Stalin (zwany paktem Ribbentrop-Mołotow) był mu znany. Rzecz jasna, kiedy Sowieci wkroczyli, to wynikające z gwarancji udzielonych Polsce rozpoczęcie działań wojennych przeciw Niemcom w sposób naturalny przestało być aktualne. Kiedy 17 września Armia Czerwona anektowała pół terytorium Polski Londyn nie kiwnął nawet palcem, czemu nie należy się dziwić, bo było to częścią jego planu. Takie postępowanie Londynu oznaczało de facto zawarcie nieformalnego jeszcze sojuszu z Sowietami przeciw Niemcom. Potem ten sojusz został sformalizowany.
Stało się więc tak, że Polska, która w 1939 roku nie chciała układu z Rosją Sowiecką, gdyż zakładał on swobodny przemarsz Armii Czerwonej przez nasze terytorium, musiała taki układ zawrzeć po wrześniowej klęsce. Armia Czerwona i tak przeszła przez nasze terytorium aż do Bugu, powstała wspólna granica sowiecko-niemiecka, co było warunkiem, żeby wprowadzić Sowiety do gry przeciw Niemcom. Równocześnie Polska (tzn. jej rząd na emigracji i powstająca w kraju AK) jako sojusznik Anglii została ?sojusznikiem naszego sojusznika?, czyli sojusznikiem Sowietów ? ten ?braterski sojusz polsko-radziecki? trwał więc od 1939 do 1989 roku. Chcąc nie chcąc, Polska pracowała na rzecz Sowietów przez całą wojnę, czyli kręciła sznur, na którym została powieszona w 1945 roku. Stawiając w 1939 roku na kartę antyniemiecką, Polska siłą rzeczy musiała postawić w konsekwencji na kartę prosowiecką i znalazła się w jednej koalicji z Moskwą. Nie chciała ponieść żadnej ofiary (Gdańsk, ?korytarz?) na ołtarzu ?sojuszu? z Rzeszą Niemiecką, dlatego już w 1939 roku złożyła ?ofiarę? z połowy swojego terytorium na ołtarzu ?sojuszu? z Sowietami. Politycy polscy przecenili własne siły, nie docenili ?perfidnego Albionu?, który ich przechytrzył, choć to oni chcieli jego przechytrzyć, i źle rozpoznali globalną konstelację geopolityczną.
W rezultacie Polska w 1939 utraciła Kresy Wschodnie i jako PRL weszła w 1945 roku w skład imperium sowieckiego. A przecież już w maju 1939 roku Władysław Studnicki w memoriale skierowanym do ministrów i innych osobistości polskiego życia politycznego przepowiadał: Jeśli Niemcy pokonane zostaną przez koalicję z Rosją Sowiecką, to Rosja zostanie nagrodzona, i to tylko naszym kosztem. Jeśli ta przepowiednia Studnickiego sprawdziła się co do joty, to być może miał on rację proponując w 1939 roku, aby Polska porozumiała się z Rzeszą Niemiecką nawet za cenę ofiary z Gdańska i ?korytarza??
Spróbujmy przeto zastanowić się, co by się stało, gdyby Polska, zdawszy sobie sprawę ze swojego geopolitycznego położenia w momencie, kiedy mocarstwa przystępowały do rozgrywki o nowy podział świata, nie przyjęła gwarancji brytyjskich, porzuciła iluzje zbudowania Wielkiej Polski i próbowała dogadać się z Niemcami.
W tym miejscu tej ?gdybanej? historii pragnę zwrócić uwagę na błąd, jaki popełnia p. Dariusz Ratajczak. Pisze on mianowicie: Po pokojowym ?spacyfikowaniu? Polski Hitler uderza na sprzymierzoną z Anglią Francję. Wypada więc przypomnieć fakt, że to Francja 3 września wypowiedziała wojnę Niemcom, a nie Niemcy Francji. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego to Francja weszła z własnej woli w stan wojny z Niemcami, a nie na odwrót. Dlatego akcja wojskowa Niemiec przeciw Francji, podjęta w 1940 roku, była prostą konsekwencją postępowania Paryża z września 1939 roku.
Trzeba przeto zrobić inne założenie: wojna z Polską nie wybucha, Francja nie wypowiada wojny Niemcom, Niemcy nie przystępują do działań wojennych przeciw Francji, w Europie trwa pokój. Taka sekwencja wydarzeń jest bardziej prawdopodobna od tej, jaką proponuje p. Ratajczak: wojna z Polską nie wybucha, Francja nie wypowiada wojny Niemcom, Niemcy mimo to wypowiadają wojnę Francji i dokonują przeciw niej akcji wojskowej. Dlaczego bowiem Niemcy miałyby atakować pokojowo nastawioną Francję, zajmować jej terytorium etc.? Niemcy dokonały uderzenia na Francję w 1940 roku dlatego, że Francja wypowiedziała im wojnę, a także dlatego, że wojnę wypowiedziała im Anglia ? Niemcy były zmuszone opanować, choćby częściowo wybrzeże Atlantyku, żeby polepszyć swoją sytuację wobec Anglii, która wypowiedziała im wojnę, i zapobiec skutkom blokady kontynentu przez Anglię. Ale ten geostrategiczny powód nie zaistniałby, gdyby nie doszło do wojny z Polską: wówczas nie tylko Francja, ale i Anglia nie wypowiedziałaby przecież wojny Niemcom. Teza p. Ratajczaka, że Niemcy uderzyłyby na Francję także wówczas, gdyby Francja nie wypowiedziała wojny Niemcom, jest prawdopodobna na tej zasadzie, że każde działanie polityczne, nawet najbardziej nieprawdopodobne, w jakimś stopniu jest prawdopodobne, choćby prawdopodobieństwo to wynosiło pół procenta. Jednak przy takim ujęciu, uprawianie ?gdybanej? historii jest mało sensowne. Jakie byłoby prawdopodobieństwo, że Niemcy zdecydują się na wojnę z Francją, nawet wówczas, gdyby Francja nie wypowiedziała im wojny? Moim zdaniem prawdopodobieństwo to jest bliskie zera. Jedynym bowiem punktem spornym była kwestia Alzacji-Lotaryngii. Być może ta kwestia w dalszej przyszłości mogłaby stać się powodem napięcia pomiędzy Niemcami a Francją, ale nie wojny. Pozycja Niemiec byłaby zresztą na tyle silna, a rząd we Francji na tyle ?proniemiecki?, że kwestia ta byłaby uregulowana na drodze pokojowej.
Załóżmy więc, że Polska przyjmuje w 1939 roku propozycje niemieckie i wchodzi w orbitę polityki niemieckiej, a nie polityki sowieckiej. Nie wybucha wojna polsko-niemiecka, a co za tym idzie nie wybucha też wojna europejska. Jest sprawą oczywistą, że Niemcy odzyskałyby swoja pozycję sprzed I wojny światowej i ustanowiłyby swoją hegemonię polityczną w Europie, ale w innej formie niż ta, którą ustanowiły w wyniku użycia środków militarnych i w warunkach wojny z Angloameryką i Związkiem Sowieckim. Byłaby to dostosowana do ówczesnych warunków historycznych swego rodzaju Federacja (Unia) Europejska czy Europa Ojczyzn pod niemiecką egidą. Pamiętajmy, że nawet w warunkach wojny totalnej, wojny na śmierć i życie z Sowietami i Angloameryką państwa europejskie sprzymierzone z Niemcami, takie jak Norwegia, Francja, Włochy, Węgry, Słowacja, Dania, Rumunia, Bułgaria, Finlandia, miały stosunkowo dużo swobody, jeśli chodzi o politykę wewnętrzną i zachowały możliwość kształtowania swojego narodowego bytu wedle własnych tradycji, choć oczywiście nie mogły tolerować u siebie ruchów komunistycznych czy innych antyniemieckich organizacji. Gdyby proces hegemonizacji Europy poprzez Niemcy przebiegał bez użycia środków militarnych, w warunkach pokojowych, a nie w warunkach wojny światowej, to kształt ówczesnej Unii Europejskiej byłby odmienny i o wiele bardziej znośny dla narodów europejskich.
Eugeniusz Świtalski
Wyświetlony 5538 razy

Najnowsze od Eugeniusz Świtalski

Więcej w tej kategorii: « Warto czytać Biblię! NSZ a Żydzi »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.