wtorek, 21 grudzień 2010 09:20

Kakokracja

Napisał

Nie tak dawno temu na okładkowej stronie największego dziennika zwróciła moją uwagę kolorowa fotografia topu polskich - czerwonych i czarnych - elit. Panowie byli absolutnie szczęśliwi i zadowoleni z siebie. Obok nich umieszczono, podkreśloną wielkimi literami, publikację o nazwie; "Najgorsze nastroje społeczne od 10 lat". Dziwny to paradoks; prawda i jednocześnie zasadniczo coś się nie zgadza. Szczęśliwi władcy i daleki od szczęśliwości stan całej prawie wielkiej reszty. Głębokie rozejście się ludzi ze swymi władcami stało się faktem społecznym. Dlaczego?

 

Przyczyną główną takiego stanu jest to, co zwykle w Polsce współczesnej. W poprzednim okresie ustanowione zewnętrznymi decyzjami władze zastosowały ortodoksyjny ustrój gospodarczy, adekwatny do logiki "Gospłanu" i realizowały jego cele z dużą determinacją przez kilka dziesięcioleci. Alienacja władców była duża, choć propagandowo skrywana. Oportunistów po stronie ludzi też nie brakowało. Świadomych spośród nich spacyfikowano.
Demokracja ludowa odeszła. Przyszła z drugiej strony geograficznej demokracja rynkowa. Ogłoszono ją jako remedium na społeczną i gospodarczą nieefektywność poprzedniej. Przywieźli ją i wdrożyli w sposób nader autorytarny synowie i następcy tych, którzy byli pionierami i władcami poprzedniej.
Nie zaadaptowano wzorów bliskich nam, politycznie i historycznie sprawdzonych, np. niemieckiej gospodarki społeczno-rynkowej. Stworzono ją według wskazań krańcowych intelektualnie teorii monetarystyczno-liberalnych niektórych ośrodków politycznych i grup interesów międzynarodowych, ponadnarodowych koncernów i globalistycznych instytucji finansowych typu IMF, WB, EBRD.
*
Fundamentalistyczni wyznawcy nowej ortodoksji, po zrobieniu destrukcji zwanej transformacją, dokonali zwrotu taktycznego. Celem nie stało się wpisanie Polski w wolny rynek i jego wyłączną regulację oraz światowe trendy przezeń dyktowane. Celem tym raptem stało się wpisanie nas w kolumny i wiersze tabel współczesnego centralnego planisty paneuropejskiego, zwanego Komisją Ekonomiczną UE.
Logika działania nowego jest następująca - tam władcy właściwi, a tu lokalna ich delegatura i wykonawcy. To już było! Wtedy nie pytano nas, czy to służy naszym rodzinom i krajowi, a teraz tym bardziej nikt nie pyta. Wtedy zafundowano ciężką pracę za nieekwiwalentną płacę. Obecnie nawet pracy się nie proponuje. Kościół instytucjonalny, który kiedyś towarzyszył nędzy ludzkiej, dziś wbrew zasadzie katolickich nauk społecznych, tzw. pomocniczości, antyszambruje po pałacach UE.
W tym niezbożnym dziele udział brały, począwszy od 1986 r., wszystkie kolejne rządy, parlamenty, prawie wszystkie partie i partyjki, obce ambasady i delegatury. Obłudnie, prawie już dziś półpokoleniowy okres upadku i odpadania od Europy większości wskaźników społeczno-gospodarczych, przedstawia się jako sukces transformacji ustrojowej. Twórcy dramatu narodowego opiewani są w ich mediach jako herosi i zbawcy. Arogancja rządzących, zorientowana na realizację kryteriów i celów importowanych z zewnątrz, sięga szczytu. Ludzie, tak jak kiedyś, nazywają ich ONI! W prawdziwej diagnozie tkwi początek udanej terapii. Dokonajmy elementarnego przeglądu skutków i efektów tzw. transformacji, która doprowadziła do tak gigantycznej i coraz większej dysproporcji w samopoczuciu elit i całej prawie reszty ludzi.
*
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to gigantyczna rezerwa. Miliony chętnych do pracy - pracy tej nie znajdują. Miliony hektarów gruntów rolnych niczego nie produkują, jednocześnie parę milionów dzieci jest niedożywionych w sensie elementarnym: ilościowo-kalorycznym. Brakuje milionów mieszkań. Infrastruktura drogowa, wodno-komunikacyjna, jest w stanie nie lepszym niż po przejściu kilku frontów wojennych. Jednocześnie kilka tysięcy zakładów produkcyjnych zaprzestało produkcji lub produkuje małą częścią swych zdolności wytwórczych. Do zaspokojenia potrzeb elementarnych mamy czynniki wytwórcze, ludzi, surowce, energię i urządzenia. Czego zatem brakuje? Podobno kapitału i pieniędzy.
Czy po wojnie w Polsce był kapitał? Czy plan Marshalla nasypał nam dolarów, a "Gospłan" rubli? Gorzej lub lepiej kraj odbudowywano, wykorzystując wszystkich, którzy byli, i to, co ocalało z wojny. Płacono marnie, bo potrzeby militarne i Wielki Brat kosztowały krocie, w związku z tym dobrobyt Zachodu stał się dla nas legendą. Dziś chętnych do pracy można dobrze wynagrodzić. Czekają na nich kupcy w sklepach pełnych żywności i towarów, a banki i instytucje finansowo-ubezpieczeniowe kłaniają się o ich oszczędności.
Ta rezerwa czynników wytwórczych, efektywnie wykorzystana do zaspokojenia potrzeb, jest realnym źródłem - w rozsądnym okresie czasu - zwielokrotnienia dochodów rodzin, produktu społecznego, zrównoważenia finansów publicznych, przy jednoczesnym spadku poziomu opodatkowania. Skąd zatem te pieniądze i kapitały? - zapyta ponownie - i słusznie - czytelnik.
*
To jest kolejna dysproporcja. Nasz pieniądz funkcjonuje w służbie upadku gospodarczego! Tak jest, choć instynktownie wiemy, że powinien być na usługach wzrostu gospodarczego i dobrobytu. Wielki krwioobieg naszego kraju, jakim jest system bankowo-finansowy (bank centralny, banki komercyjne, instytucje ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne i w pewnym sensie międzynarodowe inwestycje finansowe), mało powiedzieć, że pracują nie tak w aspekcie wzrostu gospodarczego i potrzeb gospodarczych kraju. Pracują jawnie przeciwko tym celom. Mają inne swoje cele i cele swoich właścicieli.
Wielki strumień oszczędności ludności i producentów gospodarczych, wolnych środków z ubezpieczeń, lokat kapitału spekulacyjnego ze świata, nie jest kierowany przez banki w obszar zwiększenia i poprawy efektywności produkcji dóbr i usług, w obszar wielkiego budownictwa infrastrukturalnego i mieszkaniowego, zwielokrotniającego mnożnikowo pracę, dochody i poprawę życia. Strumień ten kierowany jest w większości w obszar jałowy społecznie i gospodarczo.
Z tego strumienia gracz giełdowy otrzymuje kredyt na rachunek maklerski, w kosztach bez opamiętania ze strony banków. Z tego strumienia banki, płacąc parę procent za depozyt, otrzymują kilkanaście procent za rządowe papiery dłużne. Demokracja rynkowa spłaca długi zagraniczne, z wielką chęcią zaciągnięte przez demokrację ludową. Zabezpieczywszy te spłaty, oddaje władanie nad większością rezerw dewizowych dla państwa. Łatwo też dostać z tego strumienia kredyt na kupno importowanego samochodu i ostentacyjną konsumpcję z importu.
Jak trudno jest dostać kredyt na kontrakt eksportowy, budowlany czy zwiększenie środków obrotowych, nawet będąc prosperująca firmą - wie każdy, kto prowadzi firmę. Jeżeli nałożyć na to cenę kredytu, czyli stopę procentową, plus pochodne - wyznaczoną przez zmowę kartelową banków, pieczołowicie bronioną przez bank centralny - sprawa staje się jaśniejsza. Gospodarka kładzie się, gdyż jest odcięta od kredytu, wyssana z pieniądza lub jest zasilana w ten ostatni absurdalnie drogo. Spirala prowadzi ku dołowi, aby nie powiedzieć: ku grobowi!
*
Transformacja świadomie zastosowała niewielką część pieniądza w realnej gospodarce. Stworzyła niezwykłą drożyznę pieniądza, zwaną wysoką stopą procentową. Jest ona wielokrotnie droższa, niż w innych krajach europejskich. I dodaje rzecz zasadniczą: pieniądza krajowego z rodzimej emisji jest zbyt mało, mało i jeszcze raz mało w stosunku do potrzeb obrotu gospodarczego. To ostatnie zjawisko, zwane monetaryzacją produktu krajowego, jest szczególnie szkodliwe.
Średnio w stosunku do krajów europejskich, ilość pieniądza w obiegu, jest prawie o połowę niższa. Obrazowo ujmując: gdyby w Polsce opady były o połowę niższe, niż u sąsiadów, szybko byśmy się stali obszarem prawie pustynnym. W sensie gospodarczym tak się właśnie dzieje. W tej sytuacji nazywanie banku centralnego bankiem narodowym, nie brzmi inaczej, jak szydercza ironia.
Właśnie ta blokada przez bank centralny dopływu pieniądza do gospodarki przez całe dziesięć lat, jest główną przyczyną recesji i upadku rodzimej produkcji. To wywołuje brak popytu inwestorów i konsumentów. To uniemożliwia także ekwiwalentną prywatyzację na rzecz własnych inwestorów i ludności oraz spowodowało prywatyzację rozdawniczą na rzecz posiadaczy walut zagranicznych. Recesja i kryzys gospodarczy stają się praprzyczyną upadku finansów publicznych i zaniku roli państwa oraz jego niezbywalnej roli w pełnieniu funkcji opieki i solidaryzmu społecznego.
Media obłudnie, a ekonomiści dworscy jednej opcji usłużnie, twierdzą, że przyczyną inflacji i recesji są wydatki budżetowe, świadczenia społeczne, zbyt wysokie płace, etc. Oczywiste, że jest inaczej. To brak efektywnego, rosnącego popytu zatrzymuje gospodarkę. Rolą państwa i banku centralnego jest ten popyt zwiększać znacząco w naszej sytuacji. Na co dzień nazywam to dysproporcją kłamstwa nad prawdą w informowaniu społeczeństwa o przyczynach i stanie gospodarki i w związku z tym widoków na przyszły dobrobyt.
*
W konsekwencji przyjęcia takich założeń w sterowaniu gospodarką polską, nie dokonano jej przebudowy i modernizacji, lecz czegoś odwrotnego, z konsekwencjami negatywnymi w innych ważnych obszarach bytu społecznego. Mamy do czynienia z kolejną wielką dysproporcją: entropią budżetu i skarbu państwa.
Nie będę analizować, że budżet utrzymuje podatki ludności z dolnych decyli dochodowych i średnio małych firm. Bogaci i duże firmy raczej w tym względzie nie mają czym się pochwalić. Inne zjawiska są bardziej charakterystyczne.
Mimo kursu liberalizmu wyznaczanego przez kolejne rządy, realne poziomy opodatkowania i redystrybucji produktu społecznego przez budżet, nie uległy obniżeniu między innymi dlatego, że nie wzrósł istotnie poziom produktu krajowego.
Z drugiej strony 1/3 finansów publicznych dostała się w arendę, poza kontrolą budżetową, rozlicznym agencjom i funduszom pozabudżetowym. Stały się one folwarkami koteryjnego dysponowania groszem publicznym przez totumfackich elit politycznych, z reguły pozorowanymi efektami publicznymi.
Dalsza 1/3 przeznaczona jest na spłaty i obsługę długu publicznego, w tym głównie zagranicznego. Jest to niekwestionowany priorytet kolejnych uchwalanych budżetów. Do zastanowienia Czytelnika pozostawiam, że rozliczne strumienie pomocowe z instytucji międzynarodowych, po stronie spłaty obciążają fundusze publiczne. Po stronie przychodowej nie widać ich z reguły w budżecie.
Ostatnia 1/3 to zbyt mało, aby obsłużyć potrzeby zdrowia, oświaty, kultury, bezpieczeństwa i obrony na poziomie elementarnym. W konsekwencji mamy zanik solidaryzmu w funkcjonowaniu państwa i społeczeństwa. Wydatki z tych tytułów kolejne reformy przesuwają w ciężar budżetów rodzinnych, natomiast dochody rodzin nie rosną, a spadają na skutek ostatecznego wyniku transformacji, to jest głębokiego kryzysu. Skromne pieniądze publiczne też uległy zmniejszeniu, te zaś, które zostały, są transferowane do zastosowań innych niż opłacanie potrzeb zbiorowych.
*
Państwo obok tego, że dysponuje podatkami, jest nadal ogromnym właścicielem dóbr i środków produkcji. Państwowe środki produkcji wytwarzają 1/3 produktu krajowego. Majątek ten jest przez właściciela zarządzany w jego interesie. Zarządzający nim dostali go w niepisaną i nieodpłatną dzierżawę, jako osobisty łup w rozgrywkach politycznych. Głównym ich staraniem jest wytransferować wolne płynne środki finansowe z tych skarbowych spółek. Dalej: tak obniżyć ich wartość, aby sobie lub innym za prowizje dokonać przekazania formalnego tytułu własności.
Majątek ten, który zapewnia dywidendowanie od zysków, powinien znacząco zasilać budżet państwowy, praktycznie nie wnosi nic do budżetu. Jeżeli z drugiej strony wskazać, że budżet opłaca restrukturyzację, modernizację niektórych branż - wynik jest głęboko ujemny. Dziwne, że to, co ma tworzyć przychody, kreuje wyłącznie wydatki. Gdyby tak postępowali królowie z tzw. królewszczyznami, błazen królewski pękłby ze śmiechu na widok swego władcy. Dodajmy, że gdyby król wyprzedawał się za 1/10 wartości z tych królewszczyzn, to chyba doszłoby nieuniknienie do ojcobójstwa przez synów królewskich.
*
Dysproporcji gospodarczych niezależnie od wymienionych, można mnożyć wiele, np. z obszaru sądownictwa gospodarczego czy ścigania afer. Chwilowo przerwiemy ten potok. Zapytam, gdzie jest istota tego, że spotkała nas taka "wspaniała" katastrofa. Myślę, że po 1989 r. realizowano sprzeczny z sobą zlepek celów egoistycznych grup do osiągania korzyści własnych.
Wymienię niektóre z nich. Korporacje zachodnie chciały zdobyć duży rynek i opanować konkurentów polskich. Unia Europejska chciała dużego eksportu. Lokalne ekipy - szybkich pieniędzy i własności według zasady: cel uświęca środki. Kręgi bankierskie walczyły i walczą o przywilej emisji pieniędzy itd. Nie było myśli ogólnej i narodowego programu państwowego na wzór Niemiec i Japonii po II wojnie światowej. Nie było narodowego programu z jego priorytetami i kolejności realizacji. Egoistyczne grupy interesów, tak krajowych, jak i zagranicznych, nie były tym z natury rzeczy zainteresowane. Realizowały swoje cele w sposób rozpasany i bez samoograniczeń. Naród po 1989 r. nie był w stanie wyłowić - spośród oddanych mu członków grupy - autorytetów dla tych celów, głównie ze względu na zmowę Magdalenki.
Trzeba właśnie zrobić to, czego wtedy nie zrobiono. Będzie to trudniejsze, gdyż 10 lat pogorszyło sytuację będącą podstawą takiego programu. Najpierw trzeba zrobić to, czyli program! Uzyskać jego akceptację społeczną. Dorobić się efektywnych rządów lokalnych, krajowych. Zbliżyć się w stosunkach bilateralnych z UE do średniego poziomu europejskiego i włączać się stopniowo w globalizację. Należy to robić z pozycji dobrze zorganizowanego i silnego. Usilne wciskanie się do UE przez dzisiejsze elity to nie ich błąd metodyczny. To ucieczka od odpowiedzialności za klęskę wywołaną ich egoizmem i chęć przerzucenia odpowiedzialności na innych.
 
Aleksander Jędraszczyk
Wyświetlony 10581 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.