Wydrukuj tę stronę
wtorek, 21 grudzień 2010 10:20

Prezydent jest jak ojciec - potoczne wyobrażenia o roli prezydenta

Napisane przez

Kim jest prezydent? Jakie są jego prawa i obowiązki? Jakie jest jego miejsce na scenie politycznej? Odpowiedzi na te pytania należy szukać w Konstytucji i uzupełniających ją aktach prawnych. Ja wraz z grupą studentów Uniwersytetu Warszawskiego poszukałam jej wśród mieszkańców Nowego Targu i okolic.

Jak to zostało powiedziane w poprzednich numerach "Opcji na Prawo", polityka zdaniem Górali jest sferą brudu moralnego i bezpardonowej walki o osobiste korzyści. Jednak prezydent do tej kategorii nie należy i w tym sensie nie jest politykiem. Prezydent umieszczany jest ponad politykami.

Gdyby ściśle opisać jego pozycję należałoby powiedzieć, że - według Górali - politycy oddzielają prezydenta od zwykłych obywateli. Stanowią rodzaj kordonu, przez który nie przedostaje się trudna prawda o ciężkim życiu prostych ludzi. Są kordonem blagierów utrzymujących prezydenta jak najdalej od tych, nad którymi mógłby się użalić. Dlaczego owa bolesna prawda nie jest dopuszczana do uszu prezydenta? Odpowiedź jest prosta: to oni - politycy - są winni, oni są odpowiedzialni za większość krzywd jakie spotykają szarego człowieka. W trosce o własną skórę izolują prezydenta od społeczeństwa.
 
Gazda na gazdówce
 
Wiemy już, że prezydent nie jest politykiem. Kim zatem jest? Zapytani o to wprost nasi rozmówcy często odpowiadali: to taki ojciec Polski, jest jak gazda na gazdówce. Pytanie o kompetencje polskiego prezydenta powodowało konfuzję. Większość osób przyznawała się, że nie wie jakie są jego prawa i obowiązki, ale uważali, że nie ma to specjalnego znaczenia, bo wiadomo, że jest głową państwa i reprezentuje kraj.
Sformułowanie "ojciec Polski" dobrze ukazuje bliskość i ciepłe uczucia związane z osobą prezydenta. Prezydent jest jak ojciec interesujący się losem swoich dzieci i pragnący dla nich jedynie dobra. Jest osobą bliską - kilku naszych rozmówców przyznało się do napisania listu do prezydenta w sytuacji, gdy zostali oszukani lub potraktowani niesprawiedliwie przez jakiś urząd czy instytucję. W tym sensie prezydent jest dla nich instancją odwoławczą. Co do uczciwości urzędników nikt nie miał złudzeń. To ludzie, którzy mają władzę - mniejszą niż politycy, ale wystarczającą, by człowieka zmienić, by przeszedł na drugą stronę i z lubością wykorzystywał swoje stanowisko dla poniżania prostego człowieka. Urzędnicy nie budzą zaufania. Co innego prezydent - większość naszych rozmówców uważała go za osobę godną zaufania, do której odwołaliby się w trudnej sytuacji.
Atrybutem władzy ojcowskiej jest też wzięcie na siebie odpowiedzialności za dzieci, które pozostają pod opieką. Powinnością ojca jest zapewnienie im utrzymania. Dlatego rolą prezydenta jest, żeby wszystko tak urządził, żeby ludziom było dobrze. W tym sensie odpowiedzialny jest za wszystko: za gospodarkę, służbę zdrowia, opiekę społeczną. Dlatego nazywa się go "głową państwa", że powinien myśleć o wszystkim, trzymać sznurki wszystkich spraw w swoim ręku. Zamożność rodziny jest oznaką zaradności ojca i sprawdzianem tego jak wywiązuje się ze swojej podstawowej powinności. Podobnie jest z prezydentem - dobrobyt obywateli jest miernikiem skuteczności starań prezydenta. Prezydent jest "jak gazda", który zarządza swoją "gazdówką". Jak dobry gospodarz, powinien znać się na wszystkim, zawiadywać całością. Jeśli gospodarz czegoś nie dopatrzy jest to dla niego ujmą. Gdy w kraju dzieją się rzeczy, o których prezydent nie wie lub na które nie ma wpływu to bardzo zła sytuacja. Tak jest w tej chwili w Polsce.
Nikt jednak nie winni za to prezydenta. Większość osób była zgodna co do tego, że przyczyną jest źle sformułowana Konstytucja dająca prezydentowi niewielką władzę i bardzo ograniczone kompetencje. Zdaniem większości naszych rozmówców polski prezydent powinien mieć szerszy zakres władzy tak jak hamerykański. Drugim powodem, dla którego nie obwinia się prezydenta jest ów kordon polityków i doradców, którzy odgradzają go od obywateli. Gdyby "ojciec narodu" wiedział co spotyka jego dzieci interweniowałby na pewno, cóż z tego, gdy nie łatwo do niego dotrzeć. Nawet te listy, które do niego wysyłali nasi rozmówcy nie docierają bezpośrednio.
 
Twarda ręka, lekki chód
 
Funkcją ojca jest także utrzymanie zgody w rodzinie. Wszyscy ludzie, z którymi rozmawialiśmy deklarowali potrzebę silnej jednoosobowej władzy Polakom przede wszystkim jest potrzebna twarda ręka, żeby w Polsce nie było tych kłótni. Polacy jak zwaśnione rodzeństwo tracą czas na jałowe spory zamiast wspólnie wziąć się do pracy. Obowiązkiem ojca jest pogodzić dzieci i dobrze zorganizować pracę. I taka jest właśnie rola prezydenta - zjednoczyć poróżnione strony, po to, aby wspólnie naprawić państwo, a w szczególności gospodarkę.
Z racji konstytucyjnych ograniczeń polski prezydent spełnia właściwie tylko jedną funkcję - reprezentacyjną. Jest to bardzo istotna działalność - prezydent kształtuje wizerunek Polski za granicą. Dlatego - co podkreślali wszyscy rozmówcy - ważne jest, żeby był osobą godnie reprezentującą nasz kraj. Powinien mieć obycie, umieć zachować się w każdej sytuacji, dobrze, gdy zna języki. Nie musi być przystojny, ale powinien wyglądać i ubierać się godnie. Dobrze, gdy jest dyplomatą - potrafi wyciszyć i załagodzić konflikty. Pod żadnym pozorem nie powinien angażować się w waśnie polityków. Takie zejście z Olimpu w sforę gryzących się psów nasi rozmówcy uważali za kardynalny błąd - prezydent staje się wówczas jednym z polityków ze wszystkimi ich przywarami.
Ta "olimpijska" pozycja, jaką wyznaczają prezydentowi nasi rozmówcy, przypomina opisywany w literaturze etnograficznej stosunek chłopów galicyjskich do cesarza austro-węgierskigo. Jest w niej też echo dawnych wyobrażeń dotyczących króla - osoby, która jest szczególna, wywyższona. Jej autorytet płynie z piastowanego urzędu, "z góry". Zawsze pragnie dobra poddanych, z którymi się utożsamia i których los leży mu na sercu. Król żyje życiem innym, niezwykłym. Dysponuje też szczególną wiedzą i mocą, dlatego może znać się na wszystkim i decydować o wszystkim. Gdy podsuwaliśmy naszym rozmówcom porównanie prezydenta i króla często podkreślali podobne funkcje, czasem mówili o ewolucji urzędu głowy państwa od króla do prezydenta, ale zawsze podkreślali podstawową różnicę: król ma władzę od Boga, a prezydent od ludzi. Prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych.
 
Od Boga i od ludzi
 
Wybory prezydenckie wszyscy uważali za ważniejsze od parlamentarnych. Prowadziliśmy badania terenowe bezpośrednio przed i zaraz po wyborach prezydenckich we wrześniu 2000 r. i wielokrotnie zadawaliśmy pytanie dotyczące kryteriów wyboru kandydata. Najważniejsze jest, żeby rozumiał prostych ludzi. Dobrze, żeby jakąś biedę przeżył, żeby ludzi rozumiał. Kierując się tym wskazaniem, głosowano dawniej na Lecha Wałęsę. W 2000 r. większość osób uważała, że prezydent Aleksander Kwaśniewski dobrze rozumie ludzi (bo np. lubi piłkę nożną i boks), a także ma żonę, która pomaga tym najbardziej nieszczęśliwym. Drugim ważnym wyznacznikiem jest, żeby godnie reprezentował kraj. W przypadku Wałęsy uważano, że był dobrym reprezentantem w czasach "Solidarności", gdy był modny na Zachodzie. W 2000 r. Kwaśniewski był bardziej godnym przedstawicielem, bo umie się zachować i do sensu gada.
Wielkim atutem prezydenta jest kontynuacja władzy, bo uważa się, że jest już sprawdzony. Ważnym argumentem na rzecz Kwaśniewskiego był fakt, że nie angażuje się w spory polityków - w żadne pyskówki. Zasadniczym problemem dla mieszkańców wsi w okolicach Ludźmierza1 były sugestie, że kandydatem prawicy, a nawet szerzej wszystkich antykomunistów, jest Marian Krzaklewski. Ten ostatni zdecydowanie nie był lubiany przez naszych rozmówców nazywających go przystojniaczkiem i bufonem. Ich zdaniem zupełnie nie spełniał wymogu rozumienia spraw najuboższych.
W czasie rozmów prowadzonych jesienią 2002, absolutnie bezkonkurencyjną, pozytywną postacią była Jolanta Kwaśniewska. Okazała się ucieleśnieniem "dobrej pani", wyczulonej na ludzkie nieszczęście i spieszącej z pomocą potrzebującym. Kilkakrotnie porównano ją do Lady Diany. Podkreślano, że w odróżnieniu od polityków nie gada, tylko robi, a co najważniejsze jej działalność jest skuteczna. Jest ciepła i przyjazna ludziom. Nie tworzy dystansu. Pomimo swojej pozycji jest taką normalną kobietą, jest życiowa, choć zawsze potrafi się zachować godnie.
Kobiety zapytane, czy głosowałyby na nią, gdyby kandydowała na prezydenta odpowiadały prawie jednogłośnie "tak", mężczyźni często byli sceptyczni wobec kobiety na tym stanowisku, choć także mieli o "Pani Jolancie" jak najlepsze zdanie. Wątpili natomiast w kobiece predyspozycje do sprawowania władzy. Jolanta Kwaśniewska właściwie dla wszystkich była ideałem żony prezydenta będącej jak troskliwa matka dla narodu.
Podsumowując, należy stwierdzić, że nasi nowotarscy rozmówcy uważali prezydenta za postać wyróżnioną ze sfery polityki. Prezydent jest dla nich "nowoczesnym królem", "gazdą", "głową", reprezentantem. Opisanie jego pozycji wymaga odwołania się do czegoś bardziej bliskiego i swojskiego dla rozmówcy niż skala państwa. Często pojawia się wówczas porównanie państwa do rodziny, w której prezydent pełni rolę ojca, społeczeństwo to jego dzieci, a żona prezydenta jest "matką narodu".
1 Ludźmierz - podhalańskie sanktuarium maryjne.

Anna Malewska-Szałygin
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

W latach 1999-2000 wraz ze studentami Instytutu Etnologii Uniwersytetu Warszawskiego prowadziliśmy badania wśród mieszkańców wsi powiatu nowotarskiego dotyczące etnopolitologii - potocznej wiedzy o polityce.

 

 
 
 

 

Wyświetlony 10412 razy
Anna Malewska-Szałygin

Najnowsze od Anna Malewska-Szałygin

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.