wtorek, 21 grudzień 2010 10:51

Co to naprawdę znaczy?

Napisane przez

Ze strony różnych osób - nieznajomych, znajomych, a nawet "bliżej-niż-znajomych" - wiele razy słyszałem zdanie takie jak w tytule powyżej, albo bardzo podobne.

Kontekst (wypowiadany, albo tylko pozostawiany do domyślenia się) jest zwykle taki sam - ONI walczą o "stołki", a poza tym kłócą się o to, co "mało kogo" obchodzi: o "martyrologię", o lustrację, o dekomunizację, o reprywatyzację, o... itd., gdy tymczasem przybywa ludzi biednych, którzy wiedzą, że (mówiąc delikatnie) "rząd się wyżywi" - jak to 20 lat temu powiedział pewien minister, do dzisiaj bardzo znany, choć nie warty tego, aby jego nazwisko pamiętać.

Ci, którzy domagają się, aby rządzący "zajmowali się gospodarką", chyba jednak: nie pamiętają, nie chcą przyjmować do wiadomości, albo zwyczajnie nie wiedzą, że te sprawy nie są AŻ TAK proste, na jakie wyglądają.
Wyobraźmy sobie sytuację nie jakąś zmyśloną, lecz wziętą z życia: rząd nakłada cło na import używanej odzieży. Jest to "jak najbardziej" przykładem "zajmowania się gospodarką" postulowanym przez ludzi, których zawód ma dużo wspólnego z produkcją odzieży, bo im mniej towaru w "lumpeksach", tym większa szansa na to, że ci ludzie będą mogli utrzymywać się z pracy w swoim zawodzie. Istnieje jednak także odwrotna strona tego medalu - niezadowolenie innych obywateli Rzeczypospolitej, którzy handlują używaną odzieżą z importu. Dla wielu z nich taka decyzja rządu, wymuszająca na nich podwyżkę cen detalicznych w swoich sklepach, oznaczałaby utratę części klientów, zaś niejeden "lumpeks" w takiej sytuacji musiałby splajtować.
Wyobraźmy sobie sytuację równie realną, ale odwrotną: rząd NIE nakłada ceł na import używanej odzieży (albo znosi je, o ile przedtem ten sam lub wcześniejszy rząd ustanowił takie cła). Skutki takiego zachowania się rządu byłyby dokładnie odwrotne: satysfakcja w "lumpeksach" i rozgoryczenie w miejscowościach, gdzie jest (albo: był) skupiony polski przemysł włókienniczy.
Każde z zachowań rządu, jakie tu powyżej opisałem, JEST "zajmowaniem się gospodarką". I każde budzi zrozumiałe rozżalenie (tylko - nie u tych samych obywateli!). Ale co w takim razie ma zrobić rząd? Nie ma na to dobrej odpowiedzi, bowiem nawet odpowiedź "nic" może być zła - rząd, który zastał cła (na import używanych ciuchów) i ich nie znosi, będzie miał przeciwko sobie wlaścicieli "lumpeksów"; rząd, który na początku swojego istnienia zastał brak takich ceł i ich nie nakłada, naraża się włókniarkom. Niby w tym nic nowego: "jeszcze się ten nie urodził, co by każdemu dogodził", jak powiada stare polskie przysłowie. Ale z owej mądrości ludowej sam lud nie zawsze chce wyciągać poprawne wnioski.
Prawda jest bowiem taka, że mówienie: "niech ONI się zajmą gospodarką" w rzeczywistości oznacza: "niech ONI się zajmą gospodarką, ale w taki sposób, aby mojej grupie zawodowej (a więc - mnie!) było lepiej - zaś innym ewentualnie może być gorzej". To już brzmi paskudniej, egoistycznie; nie lubimy nawet sami wobec siebie przyznawać się do takiego nastawienia. Ale od tego dylematu, niestety, nie ma ucieczki. Jak w starożytnej greckiej tragedii: nie ma dobrego wyjścia, co pokazuje nawet tak prosty przykład, dotyczący lumpeksów i włókniarek.
Pracownik "Ursusa" (a szczególnie działacz związkowy w tym przedsiębiorstwie) może uważać, że w imię patriotyzmu polscy nabywcy powinni kupować polskie ciągniki produkowane przez tę firmę, ale niejeden polski rolnik używa czeskiego "Zetora". Z kolei polski rolnik może zżymać się na to, że firmy handlujące płodami rolnymi wolą kupować towary z importu, zamiast skupować te, które on wyprodukował i chciałby sprzedać. Ale bynajmniej nie brzydzi się (patriotycznie, rzecz jasna!) samochodem pochodzenia zagranicznego, chociaż kupując (nawet używanego) "Forda" pośrednio daje zarobić robotnikom w fabryce samochodów gdzieś daleko poza Polską. Nawet nie wzdraga się przed pojechaniem kilkadziesiąt kilometrów do "hipermarketu" i kupieniem tam produktów żywnościowych, do których wytworzenia posłużyły płody rolne najprawdopodobniej pochodzące spoza granic Polski. Dlaczego? Bo w hipermarkecie jest taniej. Dopiero, gdy podczas żniw okazuje się, że tam, gdzie chciał sprzedać swoje zboże, magazyny są pełne pszenicy, np. z Węgier, dochodzi do wniosku, że ten, kto kupuje zboże, nie powinien kierować się tym, iż pszenica węgierska jest (być może) tańsza od polskiej. Jeśli nie da się inaczej, to rząd powinien tak zrobić, aby to polska pszenica okazała się tańsza. Nie, to też herezja! Skoro tania, to nie opłaci się jej produkcja! Należy zatem zrobić tak, aby pszenica z importu była droższa! Działacz związkowy z "Ursusa" powie na to, że skoro mocno zubożałych polskich rolników nie stać na patriotyzm w wyborze ciągnika, to rząd powinien zrobić tak, aby ciągnik z Czech, a nawet z Białorusi okazał się tym bardziej za drogi dla polskich nabywców. Mieliśmy nie tak dawno premiera, który apelował, by urzędy kupowały polskie polonezy, a nie importowane lancie - jednak również ten apel okazał się nieskuteczny... W początkach tak zwanej "transformacji" telewizja natrętnie reklamowała importowane bodajże z Holandii mleko "Kenny", podczas gdy w "Wiadomościach" nieraz pokazywała rozgoryczonych rolników, wylewających mleko swoich krów do przydrożnych rowów, bo nie mogli liczyć na to, że w przyzwoitym terminie uzyskają za nie pieniądze od mleczarń. Jeśli polska włókniarka kupowała ten holenderski produkt, zachowywała się tak samo wobec polskiego rolnika, jak on postępował wobec niej, gdy szedł kupować odzież w "lumpeksie" (albo na przykład nie miał nic przeciwko temu, że członkowie jego bliskiej rodziny sami taki lumpeks prowadzili).
Z wczesnych lat szkolnych pamiętam wierszyk (nie pamiętam jednak jego autora), powstały jeszcze chyba w okresie "radosnej twórczości" z lat stalinowskich, pod tytułem Wszyscy dla wszystkich. W czterech prostych zwrotkach opisano tam solidarność przedstawicieli różnych zawodów, wzajemnie sobie potrzebnych: Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania, ale gdzieżby co uszył, gdyby nie miał mieszkania?
Dzisiaj ze smutkiem można obserwować coś, co ktoś uzdolniony może opisałby w parodii tego utworu, zatytułowanej (na przykład) Wszyscy przeciwko wszystkim (jakaś inna, smutno-śmieszna, parodia tego wierszyka ukazała się w prasie za późnych lat Gomułkowskich - tam jednak intencją autora była krytyka powszechnego partactwa w wykonywaniu pracy zawodowej).
Nie ma sposobu na to, aby zmusić ludzi do tego, by NIE wyznawali zasady: "niech rodacy kupują wytwory mojej pracy, bo tak jest patriotycznie, ale ja będę kupować to, co tańsze, bo tak jest opłacalnie".
Przepraszam - jest JEDEN sposób: całkowita izolacja gospodarcza kraju! Blisko tego "ideału" była Albania rządzona po stalinowsku, kiedy przez długie dziesięciolecia - znacznie straszniejsze od dekady tow. Bolesława Bieruta w Polsce - jej dyktatorem był tow. Enver Hoxha (czytaj: "Hodża"). Prawie zero eksportu, prawie zero importu, zaś zaciąganie kredytów zagranicznych przez rząd było zakazane na mocy konstytucji (która wsławiła się także np. zapisem: Obskurantyzm religijny w Albańskiej Republice Socjalistycznej został zlikwidowany - za tym lakonicznym zdaniem kryły się NIEZWYKLE krwawe prześladowania katolików, prawosławnych i muzułmanów). Jednak nawet to państwo czuło się zmuszone do uprawiania niewielkiego handlu zagranicznego - na przykład od tzw. Polski Ludowej kupowało... perz, a sprzedawało jej papierosy marki "Arberia" (sądząc po ich smaku, palaczom mogło się wydawać, że to właśnie ów perz zamiast tytoniu pełnił rolę surowca w ich wytwarzaniu...).
Ale MOŻNA zrobić tak, aby "patriotycznie" oznaczało zarazem "opłacalnie" - jeśli nie zawsze, to przynajmniej bardzo często. Jak? O tym napiszę w dalszym ciągu.
Antoni Kosiba

 
Wyświetlony 12546 razy
Więcej w tej kategorii: « Monopol Microsoftu Idzie prawica »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.