wtorek, 21 grudzień 2010 11:12

W 80 lat później

Napisane przez

Chociaż Rosja nie jest w Unii Europejskiej, a Niemcy są jednym z jej głównych filarów - stosunki niemiecko-rosyjskie szybko się ocieplają. Przypomina się podobny proces: już w cztery lata po zakończeniu I wojny światowej, w której Niemcy i Rosja stały po przeciwnych stronach, Niemcy jako pierwsze wydobyły porewolucyjną, komunistyczną Rosję z międzynarodowej izolacji, podpisując z nią układ w Rapallo.

I właśnie podczas swej ostatniej wizyty w Niemczech prezydent Rosji nawiązał wprost, jak to mówią - "otwartym tekstem" - do układu z Rapallo z 1922 roku. Wprawdzie kanclerz Niemiec Gerhard Schröder "dyplomatycznie" nie podjął wątku rozwiniętego przez Putina, jednak słowo "Rapallo" padło. Powinno to skłonić nasze elity polityczne do głębszej analizy pewnych procesów politycznych, zachodzących dziś w Europie, nazbyt przesłoniętych dyskursem o europejskiej integracji.

Układem z Rapallo w 1922 roku Niemcy nie tylko wydobyły komunistyczne Sowiety z międzynarodowej izolacji, w jaką popadły po rewolucji bolszewickiej. Niemcy przyznały wówczas Rosji sowieckiej także tzw. klauzulę najwyższego uprzywilejowania w handlu, a Rapallo stało się symbolem ścisłej współpracy gospodarczej Niemiec i Rosji; tę współpracę potwierdzały kolejne układy z lat 1928, 1931 i 1934, a "polityka Rapallo" miała swój moment kulminacyjny w słynnym pakcie Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, którego tajna klauzula przewidywała podział stref wpływów w Europie oraz niemiecko-rosyjski rozbiór Polski, do którego doszło faktycznie 17 września 1939 roku.
 
Oczywiście, historia nigdy nie powtarza się w identycznym przebiegu, jednak są pewne linie i trendy polityczne, zwłaszcza w polityce europejskiej, które powracają i powtarzają się. Wielu przenikliwych komentatorów zauważa dziś, że wraz ze zjednoczeniem Niemiec i upadkiem komunizmu w Rosji polityka europejska powraca zwolna w przedwojenne koleiny. Może to oznaczać (są nawet już pierwsze potwierdzenia takich przypuszczeń), że po zjednoczeniu Niemcy szukać będą sposobów na przezwyciężanie pozostałych (obok podziału Niemiec) skutków przegranej II wojny światowej. Tymi skutkami były ponadto: utrata terytorium na wschodzie (polskie ziemie zachodnie) i ubezwłasnowolnienie niemieckiej armii.
 
Polityczne zbliżenie z Rosją otwiera Niemcom możliwość "drugiej polityki", uzyskiwanie tych celów politycznych, jakich nie mogłyby uzyskać jako li tylko członek Unii Europejskiej. Powiedzieć można, że Niemcy mają dziś "dwa polityczne fortepiany": jeden - to Unia Europejska, drugi - to polityka dwustronnej współpracy z Rosją.
Wprawdzie kanclerz Niemiec głośno nie podjął putinowskiego wątku "Rapallo" (jeszcze za wcześnie?), ale podczas tej wizyty Niemcy umorzyły Rosji blisko 8-miliardowy dług; w polityce takich "darowizn" nie dokonuje się za nic... Ta niemiecka decyzja jest też o tyle symptomatyczna, że jednocześnie na forum Unii Europejskiej Niemcy zażarcie targują się o każdy grosz, o każdego feniga - a zwłaszcza o każdego feniga, jaki miałby zostać wydany na rzecz ewentualnych nowych członków - w tym Polski. Co więcej - to właśnie Niemcy upierają się najbardziej, aby Polska już od początku przystąpienia do UE płaciła składkę członkowską w pełnej wysokości (ok. 3 miliardów euro rocznie), co czyniłoby Polskę tzw. płatnikiem netto (więcej dopłacającym do UE, niż otrzymującym finansowej pomocy).
 
Czy ta hojność wobec Rosji - i to "skąpstwo" wobec kandydatów do UE nie potwierdza domysłów o "dwóch politykach niemieckich"?...
Tymczasem przystąpienie Polski do Unii Europejskiej (z czym wiąże się zgoda na częściową utratę suwerenności) podda Polskę silnym wpływom polityki niemieckiej, jako że Niemcy są najsilniejszym filarem Unii Europejskiej. Z drugiej strony coraz bardziej wyraźna, odrębna, własna polityka niemiecko-rosyjska może uczynić Polskę przedmiotem gry interesów niemiecko-rosyjskich - i to mimo, a nawet wskutek naszej obecności w Unii Europejskiej...
Dlatego przywołanie w Berlinie przez Putina układu z Rapallo powinno zabrzmieć dla polskich elit politycznych jako swego rodzaju dzwonek ostrzegawczy. Niestety, wielkonakładowa prasa w Polsce jakoś dziwnym trafem "nie zwróciła uwagi" na to, co stanowiło clou putinowskiego wystąpienia w Berlinie... Tymczasem niedawno w polskim Senacie odbyła się debata nad polityką państwa wobec Polonii. Dobrze się stało, że zaproszono do tej debaty prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, wielce zasłużonego dla sprawy polskiej (wsparcie dla naszego członkostwa w NATO) Edwarda Moskala - ale, znów "dziwnym trafem", jego wystąpienie w Senacie zostało totalnie przemilczane przez wielkonakładową prasę, publiczne radio i publiczną telewizję. A przecież prezes Moskal powiedział m.in. w swym wystąpieniu, że warto, aby władze polskie rozważyły, czy nie byłoby bardziej opłacalne dla Polski nawiązanie szczególnych więzi politycznych, gospodarczych i prawnych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej - zamiast integracji z Unią Europejską.
Przenikliwy obserwator stosunków politycznych, Stanisław Cat-Mackiewicz często przypominał pewną zasadę, rządzącą od wieków polityką europejską: "im lepsze są stosunki między Berlinem a Moskwą, tym gorsza i słabsza jest pozycja Warszawy".
 
Zbliżenie niemiecko-rosyjskie na naszych oczach nabiera tempa i intensywności; powiedzieć nawet już można, że wyodrębnia się w "drugą politykę niemiecką", niezależną od tej, jaką prowadzą wewnątrz i na użytek Unii Europejskiej. Dla Niemiec stawką w tej politycznej grze na dwóch fortepianach może być przezwyciężenie dwóch, jeszcze trwających skutków przegranej II wojny światowej: gdy przezwyciężyły już powojenny podział swego państwa, pozostawałaby jeszcze rekolonizacja utraconych ziem wschodnich (polskich ziem zachodnich) i pełna emancypacja polityczna, z emancypacją niemieckich sił zbrojnych włącznie. Parcie Niemiec, by - mimo członkostwa w NATO! - stworzyć odrębne "europejskie siły zbrojne", potwierdza ten domysł.
Dla Rosji postkomunistycznej stawką w tej grze mogą być wielkie kredyty niemieckie i jakże kusząca perspektywa powolnego zastępowania niemiecko-francuskiego kierowania Europą kierownictwem niemiecko-rosyjskim. Przy tak ambitnych celach dwóch tak silnych państw, z tak wielkimi tradycjami w "urządzaniu Europy" wedle swych interesów - jakże łatwo i współczesna Polska może stać się "obiektem przetargowym", i to pomimo, a nawet wskutek przystąpienia do UE. Stąd i polityczny projekt poszukiwania szczególnych, specjalnych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi wart jest jak najpoważniejszego zainteresowania.
...Widocznie jednak jakaś "niewidzialna ręka" wyjmuje pióra z rąk politycznych komentatorów mass-mediów, gdy Putin mówi o Rapallo, gdy Niemcy darowują Rosji wielki dług (chociaż same narzekają na słaby rozwój gospodarczy!) i gdy prezes Moskal podsuwa myśl o bliższych związkach Polski z Ameryką...
Marian Miszalski
Wyświetlony 13970 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.