wtorek, 21 grudzień 2010 12:09

Plan Marshalla a Polska

Napisał

55 lat temu, 5 czerwca 1947 r. rząd amerykański ogłosił propozycję udzielenia pomocy gospodarczej wszystkim krajom europejskim, które ucierpiały w II wojnie światowej. Projekt ten, zwany od nazwiska ówczesnego sekretarza stanu planem Marshalla, nie stawiał żadnych warunków politycznych wobec przyszłych jego beneficjentów.

Sam George Marshall stwierdzał wówczas: Nasza polityka nie jest skierowana ani przeciwko jakiemuś krajowi, ani przeciwko ideom, ale przeciwko głodowi, biedzie, apatii i chaosowi. Jego słowa trafnie opisywały stan większości krajów europejskich tuż po wojnie. Jej niedawni uczestnicy byli co prawda wolni od niemieckiej przemocy, ale gospodarka groziła załamaniem.
Oprócz stale obecnego w amerykańskiej polityce motywu idealistycznego, rządem amerykańskim kierowały przy formułowaniu planu dobrze pojęte kalkulacje ekonomiczne. Amerykańskie firmy i korporacje, którym wojna pomogła wejść w fazę dynamicznego rozwoju, traciły coraz więcej na europejskiej zapaści gospodarczej. Ponadto Amerykanie wyszli ze słusznego założenia, że fatalny stan gospodarki na większości obszaru Europy grozi załamaniem ustanowionego z takim trudem pokoju. Opłacało się im więc zainwestować w Europę.

Pierwotna wersja planu Marshalla, podana w formie 4-punktowej ustawy podpisanej 3 kwietnia 1948 roku przez prezydenta Harry-ego Trumana, przewidywała udzielenie krajom europejskim (łącznie z Turcją) i Chinom pomocy kredytowej w wysokości pięciu miliardów dolarów. Łącznie jednak w latach 1948-1952 Europa otrzymała 17 mld dolarów. Była to kwota olbrzymia, chcąc mieć pojęcie o faktycznej jej wielkości, dziś należałoby przemnożyć ją kilkakrotnie. Największą pomoc otrzymała Wielka Brytania, której wkład w wojnę (w tym zaangażowanie ekonomiczne) był największy spośród krajów europejskich. Funduszami pomocy rozporządzała Europejska Organizacja Współpracy Gospodarczej (OECE), której prezydentem został Belg Paul Hénri Spaak, były przewodniczący pierwszego Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1946 r.

Od początku kontrowersje budziło objęcie planem pomocy również podzielonych na strefy okupacyjne Niemiec. Uznawano poniekąd za niemoralne, by obok ofiar wojny udział w przeznaczonej dla nich pomocy miał naród, który całą katastrofę spowodował. Przeważyły jednak argumenty o potrzebie włączenia Niemców w nowoczesny system powojennej gospodarki. Nie bez racji mówiono też, że u początku nowej drogi naród niemiecki nie może mieć - uzasadnionego lub nie - poczucia krzywdy. To bowiem prowadzić mogło do kolejnych konfliktów. Stabilna gospodarka miała pacyfikować nastroje.

Plan Marshalla spełnił pokładane w nim nadzieje. Pozwolił wszystkim objętym nim krajom stworzyć silny system współpracujących ze sobą gospodarek narodowych i stał się podstawą powojennej prosperity. Owocuje to zresztą po dziś dzień - podjęte wówczas decyzje prowadziły zgodnie z amerykańskimi zamierzeniami do coraz bardziej zintegrowanego ponadnarodowego organizmu europejskiego. Dziś zjednoczona Europa jest najważniejszym partnerem gospodarczo-politycznym Ameryki, a nawet często usiłuje z nią konkurować na wielu polach. Gdyby Polska przystąpiła do planu Marshalla, otrzymałaby taką szansę, jaką dostały wówczas Francja, Anglia czy Włochy.

Polska i Czechosłowacja pierwotnie zaakceptowały amerykański plan. Jednak już 9 lipca 1947 r. przekazano Amerykanom notę... odmawiającą przyjęcia pomocy. Kraje te stały się częścią sowieckiego imperium i realizowały sowiecką politykę. Przez całe lata przedstawiano u nas plan Marshalla jako narzędzie amerykańskiego imperializmu i element zimnej wojny.

Do dziś piewcy komunistycznej przeszłości malują nam obrazy heroizmu lat powojennej odbudowy, zapewniając o olbrzymich osiągnięciach Polski Ludowej. Jeśli jednak rzeczywiście ówczesnymi dysponentami polskiego życia społecznego kierował patriotyzm, a nie sowiecka racja stanu, winni byli jak najbardziej skwapliwie przyjąć pomoc zza oceanu. Jakże wtedy ruszyłaby odbudowa! O ile łatwiej, szybciej, mniejszym wysiłkiem przyszłoby stawiać fabryki i budować domy. Jak łatwo dostępne byłyby najnowocześniejsze technologie i - równocześnie - światowe rynki. Polska na równi z innymi mogłaby stać się uczestnikiem światowego rozwoju, zamiast przez ponad 40 lat dreptać w miejscu, jako członek nieszczęsnego RWPG.

Zamiast pomocy amerykańskiej otrzymywaliśmy "pomoc" sowiecką. Właśnie wtedy, gdy z takim trudem odgruzowywano Warszawę i inne miasta, gdy należało jak najszybciej odbudować przemysł - ten biedny, podnoszący się z ruin kraj był bezwzględnie ograbiany przez nowego sojusznika. Systematycznie i na dużą skalę Sowieci demontowali w Polsce i wywozili do siebie całe zakłady przemysłowe, generatory prądu, wyposażenie kopalń, młynów, elektrowni, całe parowozownie, warsztaty kolejowe, maszyny rolnicze itp. Nie gardzili nawet małymi warsztatami ślusarza czy zegarmistrza. Oprócz tego pociągami na wschód jechało darmowe polskie zboże, bydło, a także - po dziesięciokrotnie zaniżonej cenie - miliony ton węgla. Tej niejako "urzędowej" grabieży towarzyszyły codzienne "prywatne" rabunki i gwałty, dokonywane na ludności polskiej i polskich zakładach przez bezkarnych żołnierzy i funkcjonariuszy sowieckich.

Gdy więc i tak względnie bogata Europa Zachodnia otrzymywała solidny, stawiający na nogi zastrzyk finansowy, Polska była ograbiana z resztek tego, co ocalało z wojny. Nie słychać było przy tym jakichkolwiek protestów ze strony władających Polską, tak rzekomo przejętych odbudową kraju, komunistów. "Polskie" władze po prostu kolaborowały zawzięcie z nowym okupantem i dbały jedynie o jego łaskawość. Polska racja stanu po prostu się nie liczyła. Na Zachodzie kładziono podwaliny pod nowy światowy ład gospodarczy, oparty na konkurencji - u nas przystępowano do "bitwy o handel", w ramach którego gruntownie niszczono konkurencję. Gdy tam posługiwano się klasyczną etyką pracy i zwyczajnymi kryteriami rynku, u nas upowszechniano nonsensowny ruch stachanowski. Pod rządami niewykształconych aparatczyków Polska (i inni nieszczęśnicy) podążała pod prąd przemian świata. Głoszono wielkie słowa o naukowych podstawach życia społecznego - faktycznie upowszechniano najbardziej prymitywne marksistowskie przesądy i zabobony. Na takiej bazie usiłowano zbudować nowoczesny kraj!

Zupełnie odmiennie wchodziły w powojenną rzeczywistość nowe Niemcy. Mimo trwającej okupacji i podziału na strefy, szybko i sprawnie przeprowadziły reformę walutową i w ciągu kilku lat stworzyły sprawny system gospodarczo-polityczny. Kraj ten miał wówczas szczęście do przywódców, postaci wielkiego formatu (jak Ludwig Erhard czy Konrad Adenauer), które wytyczyły nowe drogi, od podstaw zbudowały demokratyczny ustrój, kierując się cały czas dobrze pojętym interesem narodowym. Nas w tym czasie boleśnie oduczano i demokracji i sprawnego gospodarowania.

Romuald Lazarowicz


 

Wyświetlony 8713 razy
Więcej w tej kategorii: « Polskie genius loci Kobieta ze stali »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.