wtorek, 21 grudzień 2010 12:16

Zmienny obraz Benito Mussoliniego

Napisane przez

Tłumacz poezji Ezry Pounda, Andrzej Sosnowski cytuje w swoim artykule "Z genealogii modernizmu: poezja trzeciego nieba" ("Literatura na Świecie" 1995 nr 1-2) opinię wielkiego poety o Benito Mussolinim: Mussolini, wielki człowiek, na zewnątrz - w sposobie, jaki ma wpływ na wydarzenia; wewnątrz - w lotności umysłu, w szybkości, z jaką jego prawdziwe uczucie maluje się na jego twarzy, tak że tylko łajdak mógłby źle odczytać jego myśl i jego intencję.

Sosnowski tak komentuje tę opinię genialnego poety: Ot, sancta simplicitas. Ale jeśli Pounda cechowała "święta naiwność", to nie był w niej osamotniony, gdyż wielu innych ludzi z ogromnym uznaniem wyrażało się o przywódcy włoskich faszystów, jak choćby kolega Pounda po piórze, George Bernard Shaw. Podobnie jak Winston Churchill, który z najwyższą radością przywitał "Marsz na Rzym", po wizycie zaś u Mussoliniego w 1925 roku stwierdził: Gdybym był Włochem, byłbym z wami w waszej zwycięskiej walce z zachłannymi apetytami leninizmu. Włochy pokazały światu, że są sposoby na to, aby masy ludowe wzięły odział w obronie stabilności socjalnej. Włochy dostarczyły również cywilizowanym narodom niezbędnego antidotum przeciw rosyjskiej truciźnie.

Ignacy Józef Paderewski oświadczył w styczniu 1925 roku, że spędził z duce uroczy wieczór, w liście zaś z 1939 roku pisał doń: Przez wiele lat Pana podziwiałem. Byłem dumny z Pana przyjaźni, uznawałem Pana wielkie zasługi jako cudownego budowniczego Italii.

Stanisław Thugutt, legionista, czołowy działacz PSL "Wyzwolenie", działacz Ligi Obrony Praw Człowieka, współorganizator Centrolewu stwierdził w 1924 roku: Gdybym był Włochem, byłbym faszystą.

I jeszcze kilka opinii o Mussolinim: największy gigant Europy (arcybiskup Cantenbury), największy geniusz ery nowożytnej (Thomas Alva Edison), człowiek wyższego rzędu (Mahatma Ghandi - cytaty za: Tomasz Serwatka Benito Mussolini w oczach współczesnych, "Stańczyk" nr 24, 1995).

Ezra Pound porównywał Mussoliniego do Jeffersona i chwalił jego rządy pod niebiosa, za co go później wsadzono najpierw do klatki, a potem na dwanaście lat do "psychuszki". Ale przebił go w porównaniach "New York Times", który w listopadzie 1923 roku porównał Mussoliniego aż do trzech Ojców-Założycieli: Johna Adamsa, Hamiltona i Waszyngtona. Prasa amerykańska w latach 1922-1936 pełna była pochwał dla Mussoliniego. Jedna z amerykańskich gazet o największym nakładzie, "The Saturday Evening Post" opublikowała cały szereg artykułów pełnych pochwał dla Mussoliniego i jego rządów. Chwaliła Mussoliniego, szczególnie po zawarciu przezeń układów laterańskich z Watykanem, amerykańska prasa katolicka Bardzo pozytywnie, niekiedy wręcz entuzjastycznie, oceniały Mussoliniego gazety związane z biznesem, takie jak "Wall Street Journal", "Fortune", "Barron`s". Bardzo często porównywano politykę Mussoliniego z New Dealem prezydenta Roosevelta. W 1928 roku w prestiżowym wydawnictwie Charles Scribner`s Sons ukazała się autobiografia Mussoliniego, którą wstępem opatrzył ambasador USA w Rzymie Richard Washburn Child. Amerykański dyplomata nie znajdował wprost słów uznania dla Mussoliniego, nazywając go wielkim mężem stanu, człowiekiem mądrym i dobrym. Chwalił Mussoliniego prezydent Roosevelt i pisał do niego serdeczne listy. Prasa amerykańska dużo i z wielkim uznaniem pisała o zwycięskiej walce włoskiego przywódcy z mafią (którą na nowo zainstalują we Włoszech po 1945 roku Amerykanie).


Prasa amerykańska z roku 1939

Lud włoski zresztą z sentymentem wspomina rządy Mussoliniego i uważa, że "Craxi, Andreotti i inni, to tacy sami dyktatorzy jak duce tyle że gorsi". Według ankiety przeprowadzonej w połowie lat osiemdziesiątych przez "L`Espresso" Mussolini znajduje się na czwartym miejscu pośród postaci z włoskiej historii - po Garibaldim, Mazzinim i Juliuszu Cezarze. W tejże ankiecie 30% Włochów uznało Mussoliniego za postać sympatyczną.

Warto tu przypomnieć, że od połowy lat siedemdziesiątych we Włoszech narasta tendencja do "historyzacji" czasów faszyzmu. Przełomowe były prace wybitnego liberalnego historyka włoskiego Renzo de Felice, który zaczął traktować epokę faszymu jako część narodowej historii Włoch. Ukazują się kolejne prace naukowe, wspomnienia ludzi związanych z Mussolinim, a także publikacje rewidujące nazbyt ulukrowane biografie "antyfaszystów", np. Sandro Pertiniego, który nakazał zamordowanie w kwietniu 1945 roku dwojga sławnych włoskich aktorów: Osvaldo Valentiego i Luisy Feridy (była w drugim miesiącu ciąży). Włosi coraz więcej dowiadują się na temat krwawych czystek i mordów, jakie ogarnęły ich kraj tuż po wojnie i których ofiarą padło, przede wszystkim z rąk Czerwonych, tysiące ludzi. Dzięki włoskim historykom, także tym z lewicy, zmienia się powoli obraz Mussoliniego. Np. Giorgio Bocca opublikował książkę Mussolini-socjalfaszysta, w której podjął próbę odzyskania Mussoliniego dla lewicy, i stwierdził m.in., że gdyby po pierwszej wojnie światowej zwyciężyli lewicowi wrogowie Mussoliniego, to szanse wolności nie byłyby nawet o odrobinę większe. Odzyskiwanie Mussoliniego przez lewicę nie jest bez szans na sukces, jeśli przypomnieć kilka szczegółów z jego życia. Jego ojciec kowal był entuzjastycznym zwolennikiem wszystkiego, co rewolucyjne, wielbił Bakunina, należał do partii socjalistycznej, swemu pierwszemu synowi dał imię Benito na cześć Benito Juareza, tego, który kazał rozstrzelać cesarza Maksymiliana. Drugiemu synowi nadal imię Arnaldo na cześć średniowiecznego buntownika i heretyka Arnaldo di Brescia. Z domu rodzinnego Benito wyniósł nienawiść do tronu, ołtarza i kapitału, fascynował się postacią Jana Husa, pociągały go anarchosyndykalistyczne idee Sorela i anarchizm księcia Kropotkina, szkołę materializmu historycznego uważał za niezbędną dla zrozumienia problemów społecznych i gospodarczych. Sama doktryna faszyzmu była mieszaniną idei prawicowych i lewicowych, stąd współczesna prawica, aby bronić się przed wysuwanym przez lewicę zarzutem pokrewieństwa z faszyzmem, podkreśla jego lewicowe oblicze, co, rzecz jasna, jest nie w smak lewicy. Być może nadchodzi czas, aby prawica zaaprobowała prawicowe elementy w faszyzmie, lewica zaś zobaczyła w nim elementy lewicowe i zaakceptowała je.

Od lat 80. ukazują się bardzo dobre prace na temat faszyzmu Augusta del Noce, Domenico Settembriniego, Amerykanina Jamesa Gregora, Silvio Bertoldiego, Marcello Venezianiego i innych autorów. Na szczególną uwagę zasługuje sześciotomowa (każdy tom po prawie tysiąc stron) biografia Mussoliniego pióra Renzo de Felice - zapewne największa biografia, jaka kiedykolwiek została napisana. W 1982 roku zorganizowano w Mediolanie, gdzie burmistrzem był socjalista, bardzo dobrze udokumentowaną wystawę o Włoszech lat trzydziestych, o włoskiej sztuce, kulturze i życiu codziennym. Szczególną uwagę poświęcono nurtowi futurystycznemu w architekturze, który był jednym ze składników oficjalnej architektury Włoch faszystowskich. Wystawa cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród publiczności. W roku następnym, w setną rocznicę urodzin Mussoliniego odbywały się liczne dyskusje i konferencje, publikowano artykuły w prasie i nowe prace historyczne na temat duce, jego rządów i ideologii faszystowskiej. Rocznica ta, jak stwierdził Augusto del Noce, przypadła na moment, w którym wyczerpały się zarówno antyfaszystowska demonizacja faszyzmu, jak i profaszystowska nostalgia. Świadczy o tym choćby i to, że większość Włochów ze spokojem, jako rzecz normalną przyjęła film Pasquale Squitierego Claretta (z Claudią Cardinale) oparty na historii miłosnej Mussoliniego i Klary Petacci. Przeciw filmowi protestowała rytualnie jedynie międzynarodowa lewica w osobach Güntera Grassa i Eugeniusza Jewtuszenki. W 1984 roku w Rzymie rządzonym przez lewicę zorganizowano gigantyczną wystawę pokazującą gospodarkę Włoch okresu międzywojennego. Również ona była świadectwem "normalizacji" spojrzenia na włoski faszyzm, świadectwem tendencji do traktowania tamtego okresu historii narodu włoskiego bardziej obiektywnie, bez uprzedzeń i bez rytualnej "antyfaszystowskiej liturgii", która, jak stwierdził Ugo Intini, redaktor naczelny socjalistycznej gazety "Avanti", po prostu się przeżyła. Co charakterystyczne, właśnie w 1983 roku (Roku Mussoliniego) socjaliści zainicjowali "dialog" z faszystowskim Włoskim Ruchem Społecznym (MSI), który w rezultacie doprowadził do zakończenia powojennego ostracyzmu politycznego stosowanego przez wszystkie siły polityczne we Włoszech (od komunistów po chadecję) wobec kontynuatorów tradycji faszystowskich. Socjalistyczny premier Bettino Craxi oficjalnie ogłosił zakończenie "gettoizacji" faszystów. MSI otrzymał wreszcie szerszy dostęp do państwowego radia i telewizji RAI i wpuszczony został na polityczne salony.

Faszyści objęli po raz pierwszy od zakończenia wojny stanowiska w komisjach parlamentarnych, w radzie nadzorczej radia i telewizji. W zamian za to pomagali Craxiemu wygrywać ważne głosowania w parlamencie, ba, prezes MSI Almirante "spiskował" razem z Craxim przeciw znienawidzonej przez faszystów chadecji. Ten proces "degettoizacji" faszystów zakończył się w latach dziewięćdziesiątych ich udziałem w rządach. I równocześnie de facto dobiegły końca dzieje historycznego faszyzmu włoskiego, który istniał tak długo, jak długo istniał powojenny "antyfaszystowski konsensus", na którym opierało się państwo włoskie. Na strażników świętego ognia "antyfaszyzmu" stylizowali się włoscy komuniści powołujący się na swoje zasługi w antyfaszystowskiej partyzantce i w "obaleniu faszyzmu". Gdy "antyfaszystowski konsensus", pozwalający komunistom wykorzystywać izolację faszystów dla umocnienia swojej pozycji, przestał funkcjonować, skończył się również historyczny faszyzm, którego seniorzy i tak odchodzili z partii po prostu z przyczyn biologicznych. Upadek powojennego "anyfaszystowskiego" konsensusu oznaczał również upadek systemu politycznego tzw. I Republiki Włoskiej, którego równowaga opierała się, oprócz "anyfaszystowskiego" konsensusu i mitologii Ruchu Oporu, na zrównoważeniu wpływów komunistów wpływami mafii. Tak to rewizja obrazu Benito Mussoliniego i jego rządów okazała się wstępem do zmiany systemu politycznego we Włoszech. Obecnie przywódca postfaszystów Gianfranco Fini bryluje na europejskich salonach i nie widzi nic zdrożnego w pogawędce z odwiedzającym Włochy prezydentem Kwaśniewskim, który wszak należał do partii komunistycznej, a więc reprezentował nurt polityczny uznawany przez faszystów (z wzajemnością) za śmiertelnego wroga. Dzisiaj postfaszysta z postkomunistą mogą sobie przyjaźnie pogawędzić i nikomu to nie przeszkadza.

PS. Liberalni i lewicowi "antyfaszyści" na każdą próbę bardziej obiektywnej oceny historycznego faszyzmu włoskiego reagowali zawsze ze zgryźliwą ironią, "chwaląc" reżim Mussoliniego za to, że pociągi jeździły wówczas punktualnie. Tymczasem na wspomnianej wyżej wystawie w Rzymie z 1984 roku zwiedzający mogli obejrzeć oryginalny rozkład jazdy z lat trzydziestych. Ci bardziej spostrzegawczy ze zdumieniem odkryli, że według rozkładu pociąg relacji Rzym-Mediolan jechał na tej trasie o 20 minut krócej niż pięćdziesiąt lat później. Faszystowska dyktatura miała więc swoje zalety: pociągi jeździły wówczas nie tylko punktualniej, ale i szybciej! Takiego propagandowego ciosu antyfaszyści po prostu nie wytrzymali i musieli się poddać.

Eugeniusz Świtalski

 

Wyświetlony 7186 razy

Najnowsze od Eugeniusz Świtalski

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.