wtorek, 21 grudzień 2010 15:13

Leszek Miller band, czyli człowiek-orkiestra

Napisane przez

Życiorys Leszka Millera nie jest typowy dla naszych elit politycznych. W przeciwieństwie do większości decydentów z lewej czy prawej strony, nie ma dziedzicznych obciążeń, czyli rodziny uwikłanej we władzę polityczną. Można śmiało powiedzieć, że utorował sobie drogę na szczyt "tymi ręcamy". I jest to niewątpliwy plus w jego charakterze.

Internetowa biografia Leszka Millera zawiera minimum informacji. Urodził się 3 lipca 1947 roku w Żyrardowie. Żonaty, wykształcenie wyższe (Wyższa Szkoła Nauk Społecznych). Poseł I, II i III kadencji, wybrany w łódzkim okręgu wyborczym z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nawet w tak krótki biogram wkradła się nieścisłość. Ale po kolei.
Miller został wychowany w bardzo katolickiej rodzinie. Chodzenie do kościoła nie było dla niego czystą formalnością, bowiem służył przy ołtarzu do Mszy św. Związek emocjonalny z Kościołem przewija się zresztą w jego życiu dwubiegunowo. Opatrzony wszystkimi wymaganymi sakramentami, ze szczególnym nabożeństwem obchodzi Boże Narodzenie. Dzisiaj, jako dziadek Moniki, zaprasza do domu św. Dziadka Mroza i przy zapachu naturalnej choinki wsłuchuje się w kolędy znane z dzieciństwa. Sam nie śpiewa, ponieważ jego rodziny Pan Bóg nie obdarzył słuchem muzycznym.
Małemu Leszkowi Żyrardów zaoferował jedynie szkołę zawodową, po ukończeniu której zatrudniony został w Zakładach Przemysłu Lniarskiego. W szkole zafascynowały go możliwości samorealizacji w Związku Młodzieży Socjalistycznej, które skutecznie rozwijał w zakładzie pracy. W fabryce był człowiekiem od wszystkiego, choć zatrudniono go w charakterze elektryka. Wąska specjalizacja nie odpowiada Millerowi. Służba wojskowa na okręcie podwodnym "Orlik" kończy okres młodzieńczy Leszka Millera.
Odpowiednio przeszkolony i zindoktrynowany schodzi Miller z trapu "Orlika" w objęcia Aleksandry i partii. W 1969 roku bierze ślub kościelny i wstępuje do PZPR. Od tego momentu zaczyna się wyraźna tendencja kreowania własnego wizerunku, dbania o szczegóły i odpowiednie image. Potrzebuje do tego wykształcenia. Partia przyjmuje go w poczet słuchaczy Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Tutaj dostaje się pod skrzydła znanego ideologa, Jerzego Wiatra. Prawdopodobnie to właśnie profesor Wiatr stał się jego mentorem. Ukończenie tej uczelni pozwoliło Millerowi wypełnić podstawowy warunek obejmowania odpowiedzialnych funkcji oraz szczycić się z posiadania wyższego wykształcenia, choć dyplomy tej szkoły nigdy nie były w naukowej cenie. W 1977 roku Miller zostaje etatowym pracownikiem KC PZPR, co oznacza dla niego otwarcie drzwi wiodących do korytarzy prawdziwej władzy.
Koniec lat 70. i początek 80. był dla aparatu partyjnego trudnym okresem, trudno też było znaleźć się w nowym świecie upadku przewodniej siły zbuntowanego społeczeństwa. Trzydziestoletni Miller wolał przeczekać ten okres na prowincji, gdzie czołgi nie ścigały konspiratorów. "Młodzieżowiec" Miler, czując wiatr historii, trzymał się partyjnych rówieśników. A. Kwaśniewski, J. Szmajdziński i inni "głodne wilczki" PZPR robili przecież swoje. W 1984 roku Miller zostaje kierownikiem Zespołu d.s. Młodzieży KC PZPR. Organizuje w tym czasie obozy młodzieżowe na terenie NRD, przyjmując jednocześnie niemieckich przyjaciół w Polsce. Daje mu to nie tylko poczesne miejsce w archiwach STASI, ale i pozwala prowadzić w miarę bezpieczną działalność. W 1986 roku dochrapuje się samodzielnej posady, jaką jest funkcja I Sekretarza KW w Skierniewicach. Tamże, przy ul. Daszyńskiego 6, rządzi, dzieli i walczy. Wkrótce dorabia się wiele mówiących przydomków - Kanclerz, Twardziel, Lis. Teren ma czysty, więc może sobie pozwolić na postawienie pomnika Bolesława Bieruta. Stan wojenny w Skierniewicach mierzony był rosnącym znaczeniem w kraju ich I Sekretarza. Kariera Millera nabiera wtedy niesamowitego rozpędu. W wywiadzie dla "Trybuny Ludu" wzywa młodzież do globalnej walki klas, a partię do ofensywy. Wkrótce zostaje powołany do Komitetu Wykonawczego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, a w 1988 roku na członka, a nawet sekretarza KC PZPR. Od tej chwili Miller może uczestniczyć w grze na szczytach władzy, a zwłaszcza samemu ustalać reguły tej gry.
U schyłku PZPR uważano Millera za człowieka M.F. Rakowskiego, ale skłonności tego ostatniego do komplikowania intelektualnego prostych spraw pozwalają sądzić, że "Ostatni Sekretarz" był wykorzystywany do celów grupy Millera. Świadczą o tym wypowiedzi Kwaśniewskiego i Szmajdzińskiego, którzy głośno domagali się zmian w kierownictwie i programie partii. Z czasem zaczęto ich nazywać "Ruchem 8 lipca", co tylko zwarło szeregi "młodych". Niespodziewanie sytuacja w Moskwie im sprzyjała. W lipcu 1988 roku z wizytą do Polski przyjechał M. Gorbaczow. Gospodarzem jego wizyty w Krakowie był Szmajdziński, a Miller z Bogdanem Suchodolskim podejmowali Raisę Gorbaczową w Nieborowie. Przemówienia sejmowe Gorbaczowa i Jaruzelskiego różniły się biegunowo. Gorbaczow mówił o nowym porządku europejskim, Jaruzelski o rozgorzałym płomieniu oświecającym drogę siłom postępu. Miller i Szmajdziński, którzy otwarcie wezwali do zdecydowanej walki młodzieży o przebudowę, byli bardziej zainteresowani rozmowami z towarzyszącym Gorbaczowowi I Sekretarzem Komsomołu, Wiktorem Mironienką. Mironienko zadeklarował im daleko idącą pomoc. Miller nie słuchał już przeboju A. Rosiewicza "Michaił, Michaił", gdyż sam rozpoczął wielką grę. Co prawda do końca twierdził, że samolikwidacja partii to żart, ale uczestniczył już w misji budowania nowej partii przez Jerzego Wiatra. Jeszcze w grudniu 1988 roku, pełniąc obowiązki sekretarza KC, powołał Sławomira Wiatra (syna Jerzego) na stanowisko kierownika wydziału KC. Wiatr junior stał się później specjalistą od transferowania pieniędzy jako udziałowiec w wielu znaczących spółkach. We wrześniu 1988 roku pozycja Millera jest na tyle silna, że samodzielnie wyznacza nowych sekretarzy KW w Bydgoszczy, Radomiu, Rzeszowie i Toruniu. Przy Okrągłym Stole przewodniczy stronie koalicyjno-rządowej w Podzespole d.s. Młodzieży. Nocą 29. stycznia 1990 roku wyprowadzono sztandar PZPR z sali obrad zjazdu, kończąc starą epokę. Nazajutrz w partii rządzili Kwaśniewski, Szmajdziński i Miller. Ponadto Miller zdobył pieniądze na uformowanie SdRP i uratowanie "Trybuny Ludu", pieniądze zwane "moskiewską pożyczką". Nie była to ostatnia jego tajna misja.
Miller, Jaskiernia, Oleksy, Kwaśniewski i Szmajdziński mieszkają w Warszawie przy ul. Wiktorii Wiedeńskiej, na osiedlu zwanym przez warszawiaków "Zatoką Czerwonych Świń". Jeżdżą też razem na wakacje. W lecie 1991 roku Miller z Kwaśniewskim wybrali się na urlop na Krym, gdzie spotkali się z Gienadijem Janajewem i Borysem Pugo. Kilka tygodni później Janajew i Pugo stanęli na czele moskiewskiego puczu. Miller dla dobra partii świadomie narażał się, uczestnicząc w podobnych przedsięwzięciach. Wiedział jednak, że cierniowa droga da mu w przyszłości większą władzę. W 1993 roku jedzie z gotówką do Moskwy oddać "pożyczkę". Sprawa zostaje nagłośniona i trafia do prokuratury. Millerowi zawieszają immunitet poselski. Na krótko, bo już 19. września 1993 roku wybory zmieniają układ sił w Polsce, a prokuratura umarza śledztwo. Miller zaś zostaje ministrem pracy i spraw socjalnych. W 1994 roku rewanżuje się, doprowadzając do wszczęcia przez warszawską prokuraturę śledztwa w sprawie finansowania "Solidarności" przez zagraniczne ośrodki polityczne. Powoli, krok po kroku, Miller zagarnia coraz więcej władzy. W styczniu 1996 roku zostaje szefem Urzędu Rady Ministrów. Wtedy niespodziewanie dla wszystkich wybucha afera szpiegowska z premierem Oleksym roli głównej. Afera odbija się rykoszetem w Millera. Tygodnik "Wprost" wiąże pseudonimy agentów "Olina", "Minima" i "Kata", współpracowników rosyjskiego wywiadu, z nazwiskami Oleksego, Millera i Kwaśniewskiego. Przy okazji wychodzi na jaw, że to w mieszkaniu rosyjskiego superagenta, Władimira Ałganowa, przekazano z KPZR "pożyczkę" dla SdRP. Oleksy odchodzi a Miller - wręcz przeciwnie - zostaje wybrany przewodniczącym SdRP. Po reorganizacji rządu zostaje ministrem stworzonego "pod niego" resortu spraw wewnętrznych i administracji. Jest na szczycie. Ciekawostką w tej historii jest fakt zaginięcia bez wieści Grigorija Romanowicza Jakimiszyna, informatora polskich służb specjalnych w sprawie "Olina", "Minima" i "Kata".
Rok 1997 przynosi wiele zaskakujących sytuacji. Leszek Miller odgrywa, między innymi, pozytywną rolę w sprawie rehabilitacji pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Zgodnie z sugestiami Zbigniewa Brzezińskiego, uważającego sprawę Kuklińskiego i kontrowersji wokół Millera i Kwaśniewskiego za wstrzymujące proces przystąpienia Polski do NATO, to właśnie do Millera zgłosił się pełnomocnik Kuklińskiego, Józef Szaniawski, z prośbą o szybkie zakończenie sprawy. W lutym Miller wraz z komendantem głównym policji, Markiem Papałą, udają się do USA, aby wymieniać doświadczenia. Podczas wizyty, Miller spotyka się nieoficjalnie z Kuklińskim w jego domu i podczas bardzo przyjaznego spotkania informuje gospodarza o pozytywnym załatwieniu jego sprawy.
Z premierem Włodzimierzem Cimoszewiczem nie łączyły go zażyłe stosunki. Cimoszewicz pozwolił sobie w ramach akcji "Czyste ręce" nazwać Millera partaczem, który skompromitował się moskiewską pożyczką. W czasie wielkiej powodzi 1997 roku Cimoszewicz swoją arogancją obraził nie tylko powodzian, ale i ministra Millera. Cimoszewicz odszedł w cień, nie widać go w salonach władzy. Jest Miller, który tworzy w 1999 roku "nową" partię SLD pod swoim kierownictwem, ratując "starą" partię SdRP od kłopotów finansowych. Jego pozycja w SLD nie podlega żadnej dyskusji. Tylko trzech członków tymczasowej rady krajowej partii nie poparło kandydatury Millera na przewodniczącego. W 1999 roku humor Millerowi zepsuł jedynie poseł Michał Janiszewski, który 29. kwietnia skierował do Rzecznika Interesu Publicznego, Bogusława Nizieńskiego, wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego wobec Leszka Millera.
Śmiało można powiedzieć, iż środki masowego przekazu, wbrew swojemu powołaniu, wykreowały styl uprawiania polityki, w którym bezideowość, pragmatyzm i sukces osiągany za wszelką cenę stał się normą regulującą życie. Najwięcej niejasności w działalności publicznej Millera istnieje wokół "partyjnych pieniędzy". Przyjmuje się symbolicznie, że kapitalizm narodził się w Polsce w nocy z 14 na 15 sierpnia 1989 roku, kiedy Aleksander Gawronik otworzył, z pomocą dowództwa Wojsk Obrony Pogranicza, swój pierwszy kantor na granicy. Były to narodziny kapitalizmu koncesyjnego, który sprzyja bogaceniu się polityków będących przy władzy. Kiedy Miller w listopadzie 1989 roku wybrał się do Moskwy na rozmowy o wspólnych przedsięwzięciach gospodarczych, jechał także omawiać sposoby finansowania "nowej partii" i tworzenia lobby zabezpieczającego jej byt na następne lata. I chociaż już 24. sierpnia 1989 roku zapadła decyzja o przejęciu całego majątku PZPR przez "nową partię", koniecznym stało się uzyskanie "operacyjnej gotówki". W styczniu 1990 roku PZPR zaciągnęła od KPZR kredyt w wysokości 1 mln 233 tys. USD oraz 500 mln starych złotych z przeznaczeniem na przeprowadzenie XI Zjazdu PZPR i kongresu założycielskiego nowej partii polskiej lewicy oraz założenia nowej gazety partyjnej "Trybuna". O wysokości pożyczki i jej celu świadczy list Janajewa do Gorbaczowa z 25. listopada 1990 roku, w którym Janajew informuje "genseka" o szczegółach przeprowadzonych działań.
W dniu 20. lutego 1990 roku Miller wystąpił do X Oddziału PKO BP o przekazanie do dyspozycji Rady Naczelnej SdRP zasobów dewizowych PZPR, przechowywanych na kontach w Swiss Bank Corporation w Bazylei oraz Standard Chartered of New York. W sumie było to 749,6 tys. USD i 14,4 mln franków szwajcarskich. Pieniędzy jednak nadal brakowało. Kolejne wizyty Millera w Moskwie, w czerwcu i wrześniu 1990 roku, owocują powstaniem Fundacji Wschód-Zachód i Agencji Gospodarczej.
Tymczasem w kraju powstają zalążki tzw. Holdingu Towarzyskiego, zakładane są spółki przez ludzi byłej PZPR. W piśmie założycielskim spółki z o.o. "Transakcja" z 1 marca 1990 roku, czytamy: Interesy socjaldemokracji reprezentuje jednoosobowo Leszek Miller. Właściwy strumień pieniędzy płynie jednak od "filarów" gospodarczych SdRP, czyli Universalu, BIG-u, Kredyt Banku i Polisy. W dniu 2. listopada 1990 roku Miller, w warszawskim mieszkaniu Ałganowa, oddaje 600 tys. USD z "moskiewskiej pożyczki". Na tym kończą się zakulisowe działania finansowe Millera. Teraz "chłopcy" muszą męczyć się sami. Wprowadzenie jednego posła SLD do Sejmu RP w wyborach 1993 roku kosztuje ich 82 mln starych złotych. Miller tymczasem buduje własną strukturę finansowo-propagandową. W 1996 roku powołuje do życia spółkę Post Scriptum, której zadaniem jest wydawanie tygodnika "Fakty". Coś jednak ostatnimi czasy musiało zajść, bowiem wszystkie filary finansowe Holdingu Towarzyskiego zaczęły się mocno chwiać.
Millera lubią kobiety, oczywiście nie wszystkie. Może za to, że lubi pikantne powiedzonka. Zapewne historia zapomni mu wszystkie brzydkie i porządne uczynki, pozostanie w niej z pewnością jako autor twierdzenia, iż mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. W pamięci pozostaną również umizgi ze sprzężeniem zwrotnym (z Aleksandrą Jakubowską) i nazwanie opozycji impotentami zabierającymi głos w sprawach pełnosprawnych mężczyzn. Pani Jakubowska ma, według Millera, męskie serce w kształtnej piersi. W przededniu likwidacji PZPR dowodził, że partia nie wysiadła z czerwonego tramwaju na przystanku X plenum. O prawicy, walczącej o lustrację powiedział: Ze zdziwieniem patrzę na karpie żądające przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia. W sejmie po expose J. Buzka, w jednej z najbłyskotliwszych swoich wypowiedzi, określił wystąpienie premiera trzema "B": banalne, bezradne i bezbarwne. Ale tak naprawdę to Miller wcale nie jest taki, jakim go widzą.
Kiedy Miller mówi poważnie, nie jest atrakcyjny. W 1986 roku, trzy lata przed okrągłym stołem, w wywiadzie dla "Trybuny Ludu" popełnił prawdziwie "betoniarską" wypowiedź: Partia nie tylko dlatego jest rewolucyjna, że dokonała rewolucji, ale dlatego że wdraża rewolucyjny program, że walczy. Mocniejszy akcent musimy kłaść na rozbudzenie wśród młodzieży perspektywicznej refleksji ideowej, sytuowanie naszych problemów na szerszym tle globalnej walki klasowej, widzenie Polski jako uczestnika światowego procesu rewolucyjnego. W tym samym wywiadzie tak powiedział o nielegalnej opozycji: Nawoływanie do występowania przeciwko własnemu państwu pod hasłami patriotyzmu jest próbą demoralizacji szczególnego rodzaju. W 1989 roku, tuż przed utworzeniem SdRP, w wywiadzie dla pisma "Kujawy" z oburzeniem stwierdził: Pytanie, czy w zakładach pracy mają być organizacje partyjne, czy też nie, w ogóle nie wchodzi w rachubę. Wyznaję filozofię walki. Kiedy pytania są niewygodne, odpowiada dialektycznie. Założenie tygodnika "Fakty" za wcale nie własne zarobione pieniądze, nazwał koniecznością stworzenia instrumentu promocji informacji w sprawie działań dotyczących przystąpienia Polski do Unii Europejskiej (sic!). Na szczęście dla takiej promocji UE "Fakty" zbankrutowały. Z wielkimi nadziejami mówi o swojej nowej partii, SLD: Odmłodzenie partii może nastąpić podczas kongresu SLD, który odbędzie się jeszcze w tym roku. Do sojuszu zapisze się wkrótce sto tysięcy osób.
Na temat Millera rzadko kto ma odwagę zabrać głos, a jeżeli już się na to decyduje, są to same superlatywy. Andrzej Micewski wprost rozpływa się na temat tego uczynnego, skromnego i przystępnego człowieka. Prawdziwy pean wygłosił jednak A. Pęczak, były zastępca ministra skarbu: Uważam go za bardzo porządnego człowieka, więc jeżeli nam być człowiekiem porządnego człowieka, to jestem człowiekiem Millera.
Rok 2000 rozpoczął Miller absolutnym, jednogłośnym zwycięstwem na przewodniczącego SLD. Nie miał nawet kontrkandydata. Wszystkie media podkreśliły, że kongres partii stał się osobistym sukcesem Leszka Millera. Jedynym zresztą ciekawszym wydarzeniem na tym kongresie była walka o stołki wiceprzewodniczących. Dumny i zwycięski Miller wkracza w nowe stulecie pewnym siebie krokiem, przepowiadając, że lewicowa Europa czeka na lewicowy rząd w Polsce.
Ludwik Mirosław Kluźniak
Wyświetlony 7010 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.