wtorek, 30 marzec 2010 21:03

Pieniądze, szczęście, dzieci

Napisał

Pieniądze szczęścia nie dają, mówi ludowe porzekadło. Wiele osób zapewne odruchowo zgodziłoby się z tym, ale zaraz potem, rozglądając się wokół siebie, dokonałoby korekty: jak to nie dają? Oczywiście, że dają, a przynajmniej powinny dawać, skoro wszyscy za nimi gonią. Być może da się być szczęśliwym bez pieniędzy, ale dużo łatwiej być z nimi.

 

O tym, jak głęboko zakorzenione jest to przekonanie, świadczą między innymi niedawne sytuacje odbierania dzieci rodzicom z racji tego, że ci ostatni są ?biedni?. Proceder ten, dość częsty w zachodniej Europie, a powoli stający się normą i u nas, wywołał sporą burzę, komentarze i dyskusje, w gruncie rzeczy jednak, jeśli spojrzeć z punktu widzenia wartości dominujących w naszej kulturze, trudno odmówić mu konsekwencji. Dzieciom, jak wiadomo, potrzebne jest szczęśliwe dzieciństwo; a skoro szczęście zależy od pieniędzy, rodzice zaś ich nie mają, to oczywiste wydaje się, że nie są też w stanie zapewnić dzieciom szczęśliwego dzieciństwa. Czy można do takiego rozumowania się przyczepić?

 

Z punktu widzenia jego założeń wyjściowych raczej nie, ale zawsze można zapytać o to, jakie są źródła tych założeń. Przede wszystkim warto wziąć pod uwagę wpływ, jaki na całą współczesną kulturę wywarło spopularyzowane przez Marksa twierdzenie, że byt kształtuje świadomość. Ten trywialny, ale nośny slogan przeniknął dużo głębiej niż sama marksistowska czy leninowska filozofia, stając się motorem nie tylko politycznych ideologii, ale również codziennego działania. Wbrew temu, co się często uważa, u podstaw współczesnego konsumpcjonizmu i materialistycznego podejścia do życia nie leży kapitalizm i wolny rynek, gdzie raz się coś ma, a raz traci, w zależności od własnych zdolności i talentów, których nie można kupić. Przeciwnie, nastawienie to wywodzi się wprost z socjalistycznego przekonania, że szczęście ludzi zależy wyłącznie od stanu ich zamożności, ten zaś da się poprawić przez prostą redystrybucję dóbr czy dochodów, zapewniającą każdemu prawo do równej konsumpcji. Cały marksizm w zasadzie można potraktować jako przypisy do twierdzenia Ludwika Feuerbacha, że człowiek jest tym, co je. Dla życiowego nieudacznika, jakim był Karol Marks, który nigdy w życiu nie miał proper job (mówiąc słowami Nigela Farage?a) i zawsze był na utrzymaniu innych, pełny brzuch i złoto upchnięte w skarpecie stanowiły ostateczne wyobrażenie o ludzkim szczęściu. Nic dziwnego, że biblia dialektycznych materialistów nosi tytuł Kapitał: wyraża on jedynie ich nieskrywaną i żarliwą miłość do gotówki. Oto i cały program: wielkie żarcie dla wszystkich, na wieki wieków.

 

(...)

Wyświetlony 1406 razy
Więcej w tej kategorii: « Za zasłoną pozorów
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.