Nr 11/59 listopad 2006

Nr 11/59 listopad 2006

 

W numerze:


wtorek, 29 czerwiec 2010 12:41

Cóż tam, panie, w polityce...

Napisane przez
Ktoś kiedyś powiedział, że w dzisiejszych czasach informacja sprzed pięciu sekund to już informacja prawdziwie historyczna. Można dodać, że boleśniej od maklerów prawdę tę odczuwają chyba tylko felietoniści, o czym zresztą przekonałem się na własnej skórze.Już się zabierałem do pisania o upadku koalicji, a ta - jak feniks z popiołów - powstała ponownie, i to – żeby było śmieszniej - w tym samym składzie, co poprzednio. Właściwie nie wiadomo dokładnie, po co było całe to zamieszanie, skoro wszystko i tak skończyło się wielkim pojednaniem, kwiatami i serdecznym "Sto lat!", ale jedno jest pewne: okres bezkrólewia okazał się jednym z najciekawszych w historii niepodległej Polski, jeśli nie pod względem barwności, to przynajmniej obfitości tego, czego przeciętny Polak mógł się wówczas dowiedzieć o systemie, w którym żyje.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:39

Węgierska droga do wolności

Napisał
Powstanie 1956 roku w Budapeszcie pamiętam, jako pierwszą przeprowadzoną na tak wielką skalę, próbę wyrwania się z pęt wspólnego dla nas wroga. Warszawa w tym czasie żyła pełnią wolności, o jakiej przedtem i długo, długo potem nikt nie śmiał marzyć. Polacy przyjeżdżający z węgierskiej stolicy często nawet w obecności dygnitarzy z Biura Politycznego otwarcie i bez żadnych aluzji opowiadali publicznie o tym, jak rosyjskie czołgi tratują i rozjeżdżają węgierską rewolucję, która zapragnęła wolności. Polskie gazety wobec obezwładnionej wtedy cenzury pokazywały zdjęcia z Budapesztu, gdzie na czterech rogach rynku stały sowieckie czołgi przy absolutnej wokół nich pustce. Budapeszt był martwy. W tej sytuacji spontaniczne oddawanie krwi, pieniędzy, lekarstw, koców i żywności było patriotycznym obowiązkiem każdego, kto chciał, aby Węgry były równie wolnym krajem, jak Polska. Potem zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech przystąpiono do zawracania z drogi do wolności. U…
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:38

Niemcy cierpieli najwięcej

Napisane przez
W Koncepcji merytorycznego kształtu Centrum Przeciw Wypędzeniom jego projektodawcy stwierdzają, że deportacje i przesiedlenia dotknęły w XX w. od 50 do 80 milionów ludzi. Argumentem o "uniwersalności" projektowanej instytucji ma zapewne być stwierdzenie: duża część narodów europejskich cierpiała z powodu tej przemocy: Bułgarzy, Finowie, Estończycy, Niemcy, Grecy, Włosi, narody kaukaskie, Tatarzy krymscy, Chorwaci, Łotysze, Litwini, Austriacy, Rosjanie, Serbowie, Słoweńcy, Tyrolczycy, Turcy, Ukraińcy i wiele małych, prawie zapomnianych narodów. Można się tylko domyślać, czy dla Eriki Steinbach, jej "naukowców" i "historyków" Polska to naród mały czy też prawie zapomniany. Być może, jedno i drugie. W końcu wielu "wypędzonych" robiło kiedyś wszystko, co w ich mocy, by Polacy stali się narodem jak najmniejszym i o którym jak najszybciej będzie można zapomnieć.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:37

Polska droga do wolności

Napisane przez
Jak co roku, 11 listopada obchodzimy Święto Niepodległości. Odeszło już de facto pokolenie, pamiętające z autopsji tamte gorące i szczęśliwe dni. Coraz bardziej dzień 11 listopada 1918 r., kiedy to Józef Piłsudski przystąpił w Warszawie - zaraz po powrocie z internowania w Magdeburgu – do formowania zrębów polskiej państwowości, staje się dla nas podręcznikowo-telewizyjną laurką. Dla młodzieży zaś chyba – za wyjątkiem pasjonatów i studentów historii - stanowi czystą abstrakcję... Warto tedy, jak sądzę, odświeżyć nieco owe zapomniane karty, ukazać pełnokrwistych ludzi, ówczesne plany, kontrowersje partyjne i grupowe, emocje i ambicje jednostek.
Jeżeli Brytyjczycy sięgnęli po polskich rzemieślników, aby ratować przyszłość swojej osady za oceanem, w Jamestown, w Wirginii, to Holendrzy, którzy również wiązali z kolonizacją Nowego Świata określone nadzieje, postawili wręcz na elitę Polaków, którzy znaleźli się w XVII wieku w Niderlandach ze względów religijnych. Protestantyzm, kalwinizm i arianizm miał także na ziemiach polskich swoich zwolenników i wręcz entuzjastów, właśnie w kręgach mieszczaństwa i arystokracji, często kierujących się przy wyborze wiary określonymi, koniunkturalnymi korzyściami politycznymi. Kiedy jednak nasiliła się kontrreformacja i bycie "odszczepieńcem" wobec nauk Kościoła postawiło dysydenckie kręgi pod publicznym pręgierzem, wielu zasobnych mieszczan, profesjonalistów i oficerów armii zdecydowało się na emigrację z Rzeczypospolitej do zachodnich krajów, gdzie sytuacja była często zgoła odwrotna i znajdowali tam chętnie wspierających ich sojuszników w środowiskach współwyznawców protestanckich czy ariańskich tamtej epoki.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:35

Przyjaźń Zachodu

Napisał
W całych swoich dziejach Polska ciążyła ku krajom Zachodu, wśród nich widziała swoje miejsce i nie szczędziła ofiar w obronie, budowanej wraz z nimi, cywilizacyjnej wspólnoty. Wprawdzie np. udział Polaków w krucjatach był minimalny, ale, jako nieliczni w Europie, graniczyliśmy wówczas z agresywnymi krajami pogańskimi, staliśmy na drodze najazdów mongolskich, a w wiekach późniejszych uniemożliwialiśmy rozpanoszenie się w Europie Turków. W zamian otrzymywaliśmy czasem odrobinę zainteresowania, innym razem sporo współczucia. Bywało, że udzielano gościny naszym uchodźcom.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:29

Narodowe Siły Zbrojne

Napisane przez
Szliśmy na południe, żeby potem zawrócić na wschód. To była jedyna szansa. Tam można było znaleźć czerwonych partyzantów. AK nie przyjmowało Żydów. (...) Szliśmy nocami, było nas 5 osób. (...) Wpadliśmy w zasadzkę Narodowych Sił Zbrojnych1.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:27

KOR, czyli błoto i złoto

Napisane przez
Pomijając okolicznościowe laurki, pisanie o KOR-ze jest zniechęcająco trudne. Temat ten otaczają bowiem liczne tabu: patriotyzm, honor, uczciwość, nazwiska z pierwszych stron gazet, lustracja, religia, naród, antysemityzm itd. Spróbuję jednak.
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:25

Mundo Sovietici - albo rządy agentury (3)

Napisane przez
Komunizm, czyli utopia, jest tworem fantastów - ale żeby zyskać realny kształt polityczny, musi odwołać się do jedynego czynnika, który jest w stanie zbliżyć rzeczywistość do tej teorii: nagiej przemocy. O ile ideolodzy mogą – przez jakiś czas - zamknąć się w swoich abstrakcjach, o tyle "zbrojne ramię ludu" musi co dzień i co noc stykać się z realnymi ludźmi i zmuszać ich do ugięcia karku przed Ideą. Jest to ciężkie zajęcie, które zasługuje na nagrodę -zwłaszcza że ludzie, którzy się nim parają, muszą mieć nader grubą skórę.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.