Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:26

Ostatnia książka o Legii Cudzoziemskiej?

Napisane przez

Formacja ta, powołana do życia na mocy zarządzenia króla Francuzów Ludwika Filipa 9 marca 1831 roku, obrosła legendą niczym dziewiętnastowieczna kamienica winoroślami. Gdy myślimy o Legii, przed oczyma pojawia się nam obraz ukształtowany przez przygodowo-awanturnicze powieści i filmy. Jego podstawą jest żołnierz w białym kepi, o nieciekawej przeszłości, najczęściej złodziej lub morderca, ukrywający się w tej formacji przed służbami bezpieczeństwa swojego państwa. Ma zmęczoną życiem twarz, przy czym rysy nieciekawe, świadczące o związkach z półświatkiem, podobnie jak tatuaże na jego ciele. Wędruje z resztą legionistów przez pustynię. A gdy przychodzi do walki, jego dowódca traktuje go niczym mięso armatnie i posyła bez zmrużenia oka na pewną śmierć.

 

Jest to obraz stereotypowy. Zarówno "Historia Legii Cudzoziemskiej" pióra francuskiego historyka Pierre'a Montagnona, jak i sam autor są tego żywymi dowodami. Francuz ten jest osobą wykształconą, która siedem lat spędziła w Legii. Postanowił, jako weteran tej formacji, opisać jej historię od samego początku do czasów współczesnych. Jego książka może być zaskakująca dla czytelnika, który czerpał swą wiedzę o Legii ze wspomnianych filmów i książek. Dlaczego?
Po pierwsze, Legia nie składała się nigdy z przestępców. Ba, bardzo rzadko tacy osobnicy o pękatych kartotekach w ogóle do niej trafiali. Sito przy naborze zawsze było gęste, a jego oczka przepuszczały tylko ludzi w miarę inteligentnych, doświadczonych, dysponujących odpowiednimi warunkami fizycznymi. Prawdą jest, że każdy, kto zostaje przyjęty na służbę, może podać dowolne nazwisko i narodowość. Jednak najczęściej korzystali z tego prawa Francuzi, podając się za Belgów lub Szwajcarów, jako że rekrutacja jest ograniczona do cudzoziemców.
Po drugie, stereotypy przedstawiają Legię niemal zawsze na tle krajobrazu pustynnego. Tymczasem ilość scen wojennych, na których występowała Legia, może przyprawić o zawrót głowy. Była w swej historii obecna niemal na wszystkich kontynentach (oprócz Australii i Antarktydy oczywiście). Zmagała się z piaskami i słońcem pustyni nie raz (wielokrotnie w Maroku i Algierii, a także w Czadzie i Sudanie, Libanie i Tunezji), lecz także z błotami i deszczem na Krymie, dżunglą w Indochinach, a misje w umiarkowanym klimacie Europy podczas I i II wojny światowej także nie należały do łatwych.
Po trzecie wreszcie, legionistów nie posyłano tak łatwo na rzeź. Dowódcy doskonale wiedzieli, że są to w znakomitej części przedni żołnierze, znający pojęcia takie jak honor i dyscyplina (a propos ? mottem Legii do 1920 roku były słowa "Dzielność i dyscyplina", a od tegoż roku brzmi ono "Honor i wierność"), doświadczeni i waleczni, więc szafowali siłami swych oddziałów rozsądnie. To nie oznacza oczywiście, że Legia nie podejmowała się zadań karkołomnych. Montagnon przytacza kilka przypadków, w których legioniści zmuszeni byli przez okoliczności do zachowań ekstremalnych: bronili się kamieniami, gdyż zabrakło amunicji, lub wyjmowali i wyrzucali zamki od karabinów, by nie przydały się one nieprzyjacielowi, gdy już ich dopadnie i zabije. To prawda, że Legia zawsze walczy do ostatniego żołnierza. Tak było, na przykład, w słynnej bitwie pod Camerone w Meksyku w 1863, której data (30 kwietnia) jest oficjalnym świętem Legii. Jednak kiedy było można, oszczędzano legionistów (na przykład, zarządzono odwrót spod Bir Hakeim, gdyż podczas obrony punkt ten stracił pierwszorzędne znaczenie strategicznie).
Książka Montagnona obala też inny mit o Legii. Mit jej bezwzględnego posłuszeństwa dowództwu. Przecież w 1961 roku, gdy de Gaulle postanowił zwrócić Algierię Algierczykom, wybuchł "pucz generałów", którym dowodził pułkownik Challe. Okazało się wtedy, że Legia niełatwo godzi się z utratą zamorskich terytoriów Francji (Algieria była szczególna ? w Sidi-bel-Abbes od 1831 do 1963 była jej oficjalna siedzibą, którą przeniesiono potem do Aubagne), i nie jest do końca wierna władzom cywilnym, a oficerowie tęsknią za kolonializmem i czasami chcieliby pobawić się w politykę.
O tym, że nie dla wszystkich legionistów najważniejsze były słowa z motta Legii, niech świadczy też fakt, że na front francuski nie wysyłano Niemców, lecz przede wszystkim zaangażowanych i walczących o swoją sprawę Polaków i innych legionistów pochodzenia słowiańskiego. To tylko potwierdzenie tezy, że od początku XX wieku nacjonalizm wypiera cnoty, a poczucie wspólnoty narodowej góruje nad jednostkowym poczuciem dumy, honoru i wierności. "Historia Legii Cudzoziemskiej" to książka dosyć udana, a przede wszystkim obalająca stereotypy. Tekst uzupełniony jest archiwalnymi zdjęciami ze zbiorów autora, planami, a w tekście znajdziemy nawet takie "smaczki", jak wiersze i modlitwy ułożone przez dysponujących talentem literackim legionistów (naprawdę piękne!).
Najpoważniejszy zarzut, jaki można postawić autorowi, to taki, że opisuje on jako historyk wydarzenia, w których sam brał udział (chodzi o pucz z 1961). Tak nie powinno być. Niektórzy zresztą twierdzą, że historia w rzeczywistości kończy się na 1939 roku, a na razie wszystko, co pisze się o okresie późniejszym, to tylko publicystyka...
Pozycja obowiązkowa dla interesujących się historią, wojną, armią. Także dla przeciwników utworzenia armii zawodowej w Polsce ? niech zajrzą na stronę 365, gdzie Montagnon w kilku prostych zdaniach wyjaśnia, dlaczego armia zawodowa jest zawsze lepsza od poborowej. Szkoda tylko, że może to być jedna z ostatnich pozycji poświęconych Legii ? podobno rząd francuski nosi się z zamiarem zlikwidowania tej formacji... Za mało płacą?

Montagnon Pierre, Historia Legii Cudzoziemskiej, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006, s. 420.

Wyświetlony 3646 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.