poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:47

Krętymi drogami do prawdy

Napisane przez

Z dr Piotrem Gontarczykiem, historykiem IPN, o kłopotach z historią rozmawia Paweł Toboła-Pertkiewicz

Jest Pan historykiem, czyli pańskim zajęciem jest opisywanie przeszłości, często tej, której ze względu na swój wiek nie był pan świadkiem. Ma pan, oczywiście, do dyspozycji metody badawcze i cały warsztat metodologiczny, ale mimo to opisywanie wydarzeń przeszłych nie należy do zadań prostych, szczególnie gdy podejmuje się prace nad tematami niebezpiecznymi ze względów politycznych, wciąż budzących emocje i kontrowersje?

Na temat problemów związanych z opisywaniem historii napisano już wiele książek, więc to zagadnienie nie jest czymś nowym. Jeśli chodzi o interpretację źródeł, rozumienie poszczególnych faktów w szerszej przestrzeni historycznej, problemy były, są i będą zawsze; one istnieją niezależnie od epoki, której dotyczą badania. Możliwość prowadzenia badań nad najnowszymi dziejami ma z jednej strony tę wielką zaletę, że wiąże się ze współczesnością i jej znajomość pozwala lepiej zrozumieć bieżące wydarzenia. Budzi też większe zainteresowanie szerokiego gremium ludzi, aniżeli np. prace przy wykopach starożytnych skorupek. Z drugiej jednak strony badanie niedawnej historii jest przekleństwem, gdyż jest wiele osób, które dzięki odpowiedniemu wykreowaniu własnej biografii czerpie z tego zyski natury politycznej, społecznej. Jedną z cech ludzkiego charakteru jest to, że dba się o własny wizerunek i o ile ten wizerunek, który piszą historycy, nie przystaje do własnych wyobrażeń, wtedy zachowanie jest bardzo różne. Gdy historyk przedstawia postać w innym świetle, niż ta widzi samą siebie, wówczas zaczynają się problemy, szczególnie gdy dotyczy to postaci, którym już za życia chce się stawiać pomniki. Część przyjmuje do wiadomości, że rzeczywistość odbiega od ich wyobrażeń, natomiast pozostała ? nie, i jeśli zajmują silną pozycję polityczną lub są tzw. autorytetami, wówczas starają się atakować, podważać ustalenia, utrudniać badania czy wręcz deprecjonować wybranych historyków. A wszystko po to, aby osiągnąć taką wizję historii, która pasuje do ich wyobrażeń, a także jest korzystna ze względu na osobiste interesy. 
 

 

Zajmuje się pan m.in. tematem stosunków polsko-żydowskich, co właśnie z uwagi na interesy jest chodzeniem po bardzo grząskim gruncie. 
Rzeczywiście jest to bardzo grząski grunt, gdyż przyjęte zostało, że w sprawach polsko-żydowskich pisze się jedynie w pewnym duchu, czyli stylu podobnym do tego, jak chociażby, aby daleko nie szukać, Jan Tomasz Gross, a za każdą tezę czy każde twierdzenie niezgodne z pewną wizją historii jest się atakowanym. Osobiście miałem przykre doświadczenie w związku z kwestią zajść w Przytyku w 1936 roku. W podręcznikach dominował pogląd, że tamte wydarzenia to niczym nieusprawiedliwiony atak Polaków na Żydów, wręcz pogrom. Tymczasem po zapoznaniu się z dokumentami wyszło, że rzeczywistość tych wydarzeń jest o wiele bardziej skomplikowana. Niestety, przytoczone przeze mnie fakty oraz dokumenty nie były zgodne z zatwierdzoną już wcześniej wizją; dla osób pokroju pana Grossa interesujące są te wydarzenia i te interpretacje, które są zgodne ze z góry założoną tezą, czyli że Polacy byli prześladowcami, mordercami i antysemitami, natomiast druga strona konfliktu polsko-żydowskiego była wyłącznie ofiarą, atakowaną bez jakiegokolwiek powodu. Historia opisywana zgodnie z zasadami warsztatowymi jest jednak o wiele bardziej skomplikowana, niż historia z gotowymi interpretacjami, i dlatego dopóki trzymam się warsztatu naukowego, odtwarzam fakty za pomocą dostępnych źródeł, a nie jestem ich twórcą, ataków na moje prace się nie boję. 
 
W historii, podobnie jak w innych naukach, mamy do czynienia z pewnymi paradygmatami, czego stosunki polsko-żydowskie są jaskrawym przykładem. Kolejnym dominującym paradygmatem, przez pana podważanym, jest tzw. dorobek historiografii PRL. Ale przecież do dziś dominującą lekturą na wydziałach historii czy nauk politycznych są książki wydane przed 1989 rokiem. Naprawdę nie mają żadnej wartości?
Poruszył pan dwie kwestie. Pierwsza to ocena dorobku naukowego PRL, którego jestem krytykiem. Jeśli chodzi o historię XX wieku, to liczba fałszerstw i kłamstw, nie mówiąc już o nadużyciach ideologicznych, jest tak duża, że rzeczywiście uważam, iż te badania należałoby zacząć od nowa, gdyż dorobek jest po prostu niewiarygodny. Nawet książki opisujące historię średniowiecza są interpretowane z punktu widzenia marskizmu-leninizmu. Drugą kwestią jest: dlaczego jest tak źle, jeśli chodzi o badania historyczne. Moim zdaniem jest tak źle, gdyż mamy pełną ciągłość instytucjonalną i personalną między PRL-em a Polską po 1989 roku. Ci sami profesorowie, którzy przez wiele lat fałszowali historię, którzy funkcjonowali w PRL na zasadach politycznych, a nie intelektualnych, nadal są pracownikami naukowymi, i jest rzeczą oczywistą, że ich asystentami nie będą ludzie wiarygodni i poważni, którzy byliby w stanie zmieść dorobek intelektualny własnego profesora, ale miernoty wychowane na własny obraz i podobieństwo. W wielu placówkach naukowych ten drugi schemat zdecydowanie dominuje. Znam wiele prestiżowych polskich placówek badawczych, gdzie pracują naukowcy, którzy od dziesiątków lat nie prowadzą żadnych badań historycznych i nauczają tego samego, co w latach 70. ub. wieku. Powstaje zatem pytanie, kto ma tę historię na nowo pisać.
 
No właśnie, kto?
Ja jestem sceptyczny i uważam, że ogromna część książek wydanych po 1989 roku powiela schematy propagandowe z okresu PRL, nie prezentuje właściwego poziomu intelektualnego, a także ukazuje niezwykle niski poziom badań. Brak warsztatu, niechęć do odnajdywania i analizowania dokumentów archiwalnych ? to wszystko powoduje, że obecnie nie stanowi problemu wskazanie na rynku książek, które są równie fatalne, jak te wydawane 30 i więcej lat temu. Takich jest po prostu zdecydowana większość.

Jest pan sceptyczny, ale wydaje mi się, że oprócz wielu książek powielających schematy i tezy zawarte w historiografii PRL ukazało się również wiele prac wartościowych. Pytanie brzmi tylko: na jakim jesteśmy odcinku drogi odkłamującej historię? Czy to dopiero początek, czy może jesteśmy już bliżej końca?

Myślę, że nawet gdy minie jeszcze kilkadziesiąt lat, to właśnie ze względu na tę ciągłość pokoleniową po fatalnych mistrzach będą wychowywane kolejne pokolenia fatalnych czeladników. Zatem praca nad napisaniem historii od nowa zajmie wiele dziesiątków lat. Oczywiście, jest wąska grupa badaczy, która będzie prowadzić rzetelne badania, ale oni jakby działają poza głównym nurtem naukowym. Śmiem jednak twierdzić, że najciekawsze prace ukazują się właśnie poza głównymi placówkami badawczymi.
 
Kolejny paradygmat, z jakim musi się pan mierzyć, to powszechne twierdzenie, że "na podstawie archiwaliów wytworzonych przez aparat bezpieczeństwa PRL nie da się odtworzyć historii i obraz zawarty w tych dokumentach jest z gruntu fałszywy".
Każde źródło historyczne wymaga krytyki. To jest podstawą badawczą. Jeśli jednak ktoś twierdzi, że w jakichś dokumentach mogą pojawić się nadinterpretacje oficera służby bezpieczeństwa czy niechęć w stosunku do opisywanych osób, to ja się z tym poglądem zgadzam. Ale pokazywanie tych dokumentów jako totalnego fałszerstwa, zawierającego zupełnie sztuczną i nieprawdziwą rzeczywistość, jest absolutnym nonsensem. Oczywiście, możemy dyskutować, który fragment jest istotny, a który nie, ale generalnie dokumenty wytworzone przez tajną policję PRL są tak samo wiarygodne jak dokumenty wytworzone swego czasu przez gestapo, carską policję, NKWD i wszystkie inne tego typu struktury na świecie. Żaden naukowiec nie powiedział, że dokumenty wytworzone przez tamte organy są sfałszowane czy niewiarygodne. Człowiek, który dziś wysuwa tego typu sformułowania w stosunku do archiwów UB i SB, jest niepoważny.
(?)
Wyświetlony 6092 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.