wtorek, 29 czerwiec 2010 17:15

Czy armia Georga Pattona zdobywała Dolny Śląsk?

Napisane przez

Wiosną 1945 roku los Polski i całej Europy Środkowej był już przesądzony. Zdradą jałtańską nasi sojusznicy "legalizowali" zdobycze sowieckiej agresji z 1939 r. Zachodnia granica ZSRR miała przebiegać w przybliżeniu wzdłuż linii wyznaczonej paktem Ribbentrop-Mołotow, czyli układu, od którego zaczęła się najstraszliwsza z wojen. Roosevelt, przez krótkowzrocznych Amerykanów zwany "wielkim" a przez Polaków wyłącznie umysłowo ociężałym łajdakiem, beztrosko oddawał komunistycznej Rosji władzę nad ogromną częścią kontynentu. W pełnych chaosu ostatnich tygodniach Trzeciej Rzeszy doszło jednak do tajemniczego epizodu. Czy był wynikiem tego, że jeden z najwybitniejszych generałów US Army nie mógł się pogodzić z oddaniem kilku europejskich narodów w niewolę totalitarnego imperium - stalinowskiej satrapii, która zaledwie parę lat wcześniej była sojusznikiem Hitlera?

 

Georg Patton był przede wszystkim odważnym żołnierzem, znakomitym dowódcą, śmiałym i wybitnie uzdolnionym strategiem. Miał też jednak wyraziste poglądy polityczne. Utrapieniem dla Białego Domu była "niewyparzona gęba" Pattona, nie wahającego się głośno mówić, że Stalin jest niewiele lepszy od Hitlera, w związku z czym po wdeptaniu w ziemię nazizmu wolny świat to samo powinien zrobić z drugą zarazą ? bolszewicką.

W 1944 r. "narwany generał" wsławił się rajdem przez całą szerokość Francji, w czasie którego jego 3. Armia rozbijała liczniejsze i lepiej wyposażone (czołgi "sherman" nie umywały się do niemieckich "tygrysów") siły wroga. Wiosną 1945 r. Patton, wraz ze swym wojskiem, znajdował się w Bawarii. Eisenhower wydał generałowi polecenie gorsze dla niego, niż śmierć, brzmiące: nie posuwać się dalej. Można się tylko domyślać, czy bardziej bolało go bezczynne przyglądanie się, jak inni dobijają znienawidzoną Trzecią Rzeszę, czy też jak armie Stalina zamykają w sowieckim imperium kolejne europejskie narody. 16 kwietnia, wbrew ustaleniom swoich zwierzchników, Patton rozkazał zaatakować wojska niemieckie znajdujące się na terenie Czechosłowacji. Następnego dnia czołówki pancerne ruszyły w kierunku Karlovych Varów, Czeskich Budziejowic, Pilzna i Pragi. Natarcie rozwijało się bardzo pomyślnie. Część jednostek niemieckich była zaskoczona atakiem od strony zachodniej. Inne w pojawieniu się Amerykanów dostrzegły szansę uniknięcia niewoli u Sowietów. W efekcie już 20 kwietnia duża część zachodnich Czech, wraz z Libercem, Czeską Lipą i Teplicami, została wyzwolona przez US Army.
Prawdopodobnie właśnie wtedy czołgi Pattona znalazły się także na Dolnym Śląsku. Region ten tylko w części kontrolowały wówczas wojska I Frontu Ukraińskiego. Oblegały one Wrocław, który bronił się aż do 6 maja. Awangarda I Frontu dopiero w połowie kwietnia zdobyła przyczółki na zachodnich brzegach Nysy Łużyckiej. Znaczącą częścią tych sił sowieckich była II Armia Wojska Polskiego, której czołówka 18 kwietnia wkroczyła do Budziszyna. Już dzień później rozegrała się tu jednak tragedia, zwana Bitwą Budziszyńską. W całych dziejach naszego oręża (korpus oficerski w większości radziecki, ale większość składu osobowego ? nasi rodacy) niewiele znajdzie się dni, w których tak obficie polała się krew polskiego żołnierza. Niewiele też jest wojennych wydarzeń tak zakłamywanych, lub wstydliwie przemilczanych. Gen. Świerczewski "Walter" był bowiem filarem komunistycznego panteonu i natchnieniem młodych stalinistów. W ostatniej fazie wojny popisał się jednak zdumiewającą ignorancją, przypłaconą życiem tysięcy żołnierzy (oficjalne dane mówią o ponad 20 tys. zabitych i rannych). Armii "Waltera" powierzono zadanie ubezpieczania operacji berlińskiej od południa ? na wypadek pojawienia się hitlerowskich jednostek zamierzających podążać w stronę stolicy Trzeciej Rzeszy. Niemieckie zgrupowanie rzeczywiście się pojawiło, choć nie zamierzało wcale kierować się w stronę Berlina. Dowodził nim feldmarszałek F. Schorner, mający tylko jeden cel ? uniknąć dostania się do niewoli sowieckiej. Zmierzał więc na zachód, by poddać się Amerykanom. Po drodze zaskoczył go zdumiewający widok. Świerczewski swoją armię, mającą asekurować Rosjan oblegających Berlin, ustawił orężem w stronę stolicy Niemiec. Przed Schornerem rozciągały się jednostki zaplecza II Armii ? oddziały tyłowe, zapasowe, lazarety, magazyny amunicji i żywności. Pod dowództwem "Waltera" było 89 tys. ludzi, zgodnie z rozkazami ustawionych jednak gołymi plecami do najbardziej oczywistego miejsca pojawienia się wroga. Schorner od razu zorientował się, że bez trudu wybije wyłom w dowodzonym tak bezmyślnie przeciwniku. Do 22 kwietnia Niemcy niemal doszczętnie rozbili m.in. 5. Dywizję Piechoty. W nieopisanym chaosie Świerczewski starał się odwrócić swą armię o 180 stopni. W czasie tak trudnego manewru zdarzało się, że oddziały LWP znajdowały się pod ogniem własnej artylerii. Sytuacja wyglądała tak groźnie, że dowództwo sowieckie w trybie alarmowym ściągało posiłki w rejon Budziszyna i Drezna ? m.in. z Dolnego Śląska. Bezkarną masakrę armii "Waltera" wzięto bowiem za uderzenie wielkich jednostek hitlerowskich w kierunku Rosjan oblegających Berlin. Przeciw wojskom Schornera wysłano m.in. całą 52. Armię Radziecką. Niemcy jednak zdołali jeszcze dokonać spustoszenia w zagubionej pod Dreznem 9. Dywizji Piechoty i wcale nie zamierzali kierować się ku stolicy Rzeszy, lecz podążyli do upragnionej niewoli amerykańskiej.
(?)
Grażyna Ślęzak

 

Wyświetlony 4009 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.