niedziela, 29 sierpień 2010 10:52

Ochrona życia nie znosi kompromisów

Napisane przez

"Prawo powinno chronić życie człowieka od narodzin aż do naturalnej śmierci" ? to zdanie przyświeca wszystkim przeciwnikom zalegalizowanego morderstwa dzieci nienarodzonych, jakim jest aborcja. Niestety, nawet oni często idą na kompromisy, prowadzące nie tylko do zgody na legalne "przerywanie ciąży" w określonych przypadkach, ale i podświadomego stawiania "płodu" niżej od "człowieka".

Nie będę tu przekonywał Czytelników do tezy, że tzw. płód jest istotą ludzką od samego poczęcia. Artykułów tego typu było krocie, zresztą wydaje mi się, że znakomita (w sensie ilościowym, nie tylko jakościowym) większość czytelników "Opcji" jest tego samego zdania, co ja. Wystarczy więc, że przypomnę, iż zapłodniona komórka jajowa zawiera całość materiału genetycznego, jaką mieć będzie tworzący się organizm. Mówiąc po ludzku, zapisane są w niej wszelkie cechy fizyczne "dużego" człowieka. Wiadomo już, jakiej będzie płci, jaki będzie miał naturalny kolor włosów, oczu, na jakie choroby będzie podatny. Nie można tego powiedzieć ani o plemniku, ani o niezapłodnionej komórce jajowej. Oczywiście, trudno mówić w tym wypadku o istocie myślącej czy zdolnej do samodzielnego życia. Nie możemy wyznaczyć granicy człowieczeństwa na podstawie powstania świadomości czy Duszy, albowiem nikt nie jest w stanie tego obiektywnie sprawdzić. Jedynym kryterium, jakim możemy się posłużyć, jest kryterium początku nowego organizmu żywego. Stwierdzenie każdej innej granicy niż chwila zapłodnienia jest czysto arbitralne.

To NAPRAWDĘ jest człowiek!
Co czuję osobiście, słysząc lub czytając słowo "morderstwo"? Zapewne bardziej je przeżywam, gdy mam przed oczami opis jego makabrycznego przebiegu, niż gdy czytam suchą relację o śmierci 253 Irakijczyków w kolejnym zamachu. Niemniej robi to na mnie zawsze jakieś wrażenie. A gdy czytam słowo "aborcja"? Nawet jeśli jest to informacja o tym, że jakaś konkretna kobieta "usunęła ciążę", to uczuciowo jest to dla mnie obojętne, choć uważam ten czyn za wysoce naganny.
Sam fakt, że zgodziliśmy się na tę pseudomedyczną frazeologię ? aborcja, usuwanie czy też przerywanie ciąży ? świadczy o tym, że nawet jeśli jesteśmy temu procederowi przeciwni, nie do końca zdajemy sobie sprawę z jego faktycznego znaczenia. Słowem, nawet broniąc życia dzieci nienarodzonych, nie uznajemy ich za równoprawne, choć mniejsze i mniej rozwinięte istoty ludzkie. Wzdrygamy się na myśl o dzieciach porzuconych na śmietniku, natomiast w przypadku aborcji ? raczej wyjątkowo. Poronionym dzieciom bardzo rzadko nadaje się imiona czy wyprawia pogrzeby. Nie wynika to, oczywiście, z jakiejś znieczulicy toczącej rodzaj ludzki. Jest to spowodowane po prostu tym, że nie znaliśmy tych osób jako żywych, nie współbytowaliśmy z ich ciałami wypełnionymi Duszą. Tak samo w prosektorium nie podchodzi się do preparowanego ciała jak do człowieka ? on już nie żyje, nie ma imienia. Jednak był to człowiek i ? o ile uznajemy jakieś przyrodzone każdemu człowiekowi prawa ? musimy je rozciągnąć także na owo malutkie stworzenie.

Postawić na sumienie
Już dawno zaczęła się kampania wyborcza, lewica odgrzewa jak zwykle smakowite kąski skierowane do antyklerykałów i tzw. postępowców. Eutanazja, "małżeństwa" homoseksualne, aborcja... Jak zwykle będziemy kłócić się o prawo kobiety do "decydowania o losie własnego ciała". Nie przyjdzie nam jednak do głowy, że broniąc obecnego prawodawstwa, bronimy jednak prawa sankcjonującego zabijanie nienarodzonych dzieci! Oczywiście, nie "na życzenie", ale w osobliwych przypadkach ? gwałtu lub zagrożenia życia matki...
Czyżbym się zapędził za daleko? Czy nie przeginam w drugą stronę, nie bronię życia jednego kosztem drugiego, a nawet czasem i obydwu? Czyżby kobieta nie miała prawa bronić swojego życia? Istnieją przecież przypadki, gdy ciąża doprowadza kobietę do stanu krytycznego i wtedy mąż musi wybrać ? żona, czy dziecko? Sytuacja tragiczna, Ona kochana, Ono oczekiwane, oboje mają prawo do życia... Państwo, oczywiście, może zadecydować za nas, ale kto mu daje do tego prawo, skoro my sami nie uznajemy się za kompetentnych w rozstrzyganiu tego typu sporów?

(?)
Stefan Sękowski
Wyświetlony 3431 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.