poniedziałek, 13 wrzesień 2010 13:21

Płomień pamięci

Napisane przez

Co roku, w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego, przed domem Wojciecha Jaruzelskiego płoną znicze. Trzynastego grudnia na okiennym parapecie w moim mieszkaniu również ustawię świecę. Cóż bowiem nad ułomną pamięć i płomyk refleksji przeznaczyć możemy Ofiarom tamtych czasów? Bez wątpienia jesteśmy Im to winni, winni tym bardziej, gdy Polska nie zamierza należycie ukarać zbrodniarzy.

 

Przypomnę, że dziewięcioletni proces oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek", byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych generała Czesława Kiszczaka, zakończył się wymierzeniem mu dwóch lat więzienia w zawieszeniu na lat pięć. Abstrahując od wyroku, proces ów należy określić jako karykaturę wymiaru sprawiedliwości. 77-letni Kiszczak umknie przed odpowiedzialnością i karą adekwatną do czynów, podobnie jak jego podwładni oraz przełożony, który 13 grudnia 1981 roku przestał patrzeć przez palce na jawną działalność i niecne knowania kontrrewolucyjnych grupek, po czym odparł zmasowany atak imperializmu na socjalistyczną Polskę, powstrzymując proces demontażu socjalizmu.
Wojciech Jaruzelski, ten wywodzący się z grona "utrwalaczy władzy ludowej" przywódca PRL z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pierwszy prezydent "niepodległej" III Rzeczypospolitej, emerytowany generał Ludowego Wojska Polskiego, w dalszym ciągu "idzie w zaparte", nadal twierdząc, że stan wojenny ocalił Polskę przed wielowymiarową katastrofą. Cóż, nie od dziś wiadomo, że rację ma ten, kto ma władzę, bezkarność zaś w obliczu popełnionych niegodziwości znamionuje lokajskie charaktery. To także "normalna" praktyka funkcjonowania postkomunistycznej partii nadal rządzącej Polską.

Tamtej nocy...
W operacji "przywracania socjalistycznego porządku" wzięło udział około stu tysięcy funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, w tym specjalne plutony przeszkolone do walki z terrorystami. Na ulice największych polskich miast wysłano osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy, wyjechało na nie ponad 1600 czołgów, 1200 transporterów opancerzonych, 660 bojowych wozów piechoty, ponad 9000 innych "pojazdów wsparcia". Zablokowano łączność telekomunikacyjną, "zabezpieczono" budynki i urządzenia radiowo-telewizyjne, na drogach całego kraju pojawiły się zapory i milicyjno-wojskowe posterunki.
Jednocześnie do akcji przystąpiły uzbrojone grupy operacyjne Służby Bezpieczeństwa, dodatkowo wyposażone w łomy, którymi wyważano drzwi mieszkań, i kajdanki, którymi skuwano dłonie wyciąganym z łóżek "przeciwnikom władzy ludowej" (a oto ciekawostka: najstarsza z zachowanych list osób przeznaczonych do internowania nosi datę ? uwaga ? 28 października 1980 roku). W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku zatrzymano ponad trzy tysiące członków opozycji, przewożąc ich na komisariaty, a następnie umieszczając w jednym z kilkudziesięciu "ośrodków odosobnienia".
Aresztowano niemal wszystkich uczestników trwającego właśnie posiedzenia Komisji Krajowej "Solidarności", wśród internowanych znalazła się większość przywódców Związku. W sumie podczas stanu wojennego zatrzymano prawie dziesięć tysięcy osób.
Przez całą niedzielę, 13 grudnia, Polska wstrzymywała oddech, wpatrując się w twarz człowieka w czarnych okularach, gwałcącego Naród sformułowaniami o kraju znajdującym się nad przepaścią, by od poniedziałku wybuchnąć w proteście setkami strajków okupacyjnych. W ciągu następnych kilkunastu dni między Odrą a Bugiem wojsko aż czterdzieści pięć razy pacyfikowało zakłady pracy, niektóre po dwa, trzy razy. Padły strzały, polała się krew...
Po brutalnym stłumieniu oporu, Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego zadeklarowała wolę przystąpienia do "wielkiej czystki", zwanej eufemistycznie weryfikacją kadr.

Wielka czystka
Ludzi wyrzucano z pracy za naganną postawę polityczną i moralną. Za nieudolność, chwiejność postaw, dwulicowość, negowanie konieczności wprowadzenia stanu wojennego i działalność sprzeczną z zarządzeniami władz; sprzyjanie strajkującym, udział w strajku. Od członków "Solidarności" żądano złożenia deklaracji o wystąpieniu ze zdelegalizowanego związku i potępienia jego działań. Masowa wendetta objęła dziesiątki tysięcy osób, łamiąc kariery i życiorysy. Najdrobniejsze podejrzenie o współpracę z "Solidarnością" kwalifikowało do usunięcia z zawodu działających aktywnie na szkodę interesów PRL, podstawowym kryterium oceny było zaś zachowanie danej osoby po sierpniu 1980 roku i w czasie stanu wojennego.
Solą w oku WRON-y były zwłaszcza media (weryfikacji poddano ogół dziennikarzy, nie wyłączając redaktorów prowadzących rubryki sportowe i osób zajmujących się prognozą pogody) oraz oświata, w szczególności kadra wyższych uczelni, a także nauczyciele języka polskiego, historii i propedeutyki nauki o społeczeństwie.
Zwalnianym wręczano "wilczy bilet", nauczycielom zarzucając niewłaściwą postawę w czasie stanu wojennego, naruszanie przepisów pracy szkół w okresie stanu wojennego, naruszanie świeckości szkoły, oddziaływanie wychowawcze pozostające w rażącej sprzeczności z zadaniami szkoły, wieszanie ulotek i haseł antypaństwowych, brak przeciwdziałania wobec niepożądanych wpływów wychowawczych oraz niewłaściwe oddziaływanie na młodzież pod kątem akceptacji ideologii marksistowsko-leninowskiej, zasad ustrojowych socjalistycznego państwa.
Po dwunastu miesiącach generał Jaruzelski poinformował, że powstały warunki do zawieszenia stanu wojennego. Wkrótce potem Rada Państwa "zaklepała" tę decyzję, a sześć miesięcy później ? 585 dni po 13 grudnia ? stan wojenny oficjalnie zniesiono. Trzeba przy tym pamiętać, że regulacje prawne utrwalające przepisy ograniczających swobody obywatelskie obowiązywały przez większą część dekady lat osiemdziesiątych.

Bezradna sprawiedliwość
Nie wolno też zapominać, że oficjalne zniesienie stanu wojennego nie oznaczało zakończenia walki z "przeciwnikiem ideologicznym". Komuniści nadal porywali, więzili, torturowali i zabijali Polaków. Bili tak, żeby nie było śladów. Wyrzucali przez okna, pławili w Wiśle i "poprawiali" układy kierownicze aut.
Zbrodniczą działalność funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych badała sejmowa komisja nadzwyczajna (tak zwana komisja Rokity). We wrześniu 1991 roku ogłosiła ona raport, uznając, że w sprawie 88 zgonów z lat 1981-1989 należy wszcząć postępowanie karne. Sporządzono również listę osób podejrzanych o popełnienie zbrodni. Trzecia Rzeczpospolita skazała jedną osobę, kapitana SB, za zabójstwo 13 października 1982 roku w Nowej Hucie 19-letniego Bogdana Włosika (w 1983 roku w czynie tym prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa). Powiedzieć, że to kompromitacja wymiaru sprawiedliwości III RP, to powiedzieć za mało.
Piotr Sadowski, Andrzej Trajkowski, Mieczysław Poźniak, Michał Adamowicz, Antoni Browarczyk, Emil Barchański, Wojciech Cieślewicz, Piotr Majchrzak, Jan Ziółkowski... To tylko kilka nazwisk. Tych ludzi zamordowano ? dziś, co prawda, mają na cmentarzach pomniki, ale "niepodległa Rzeczpospolita" ledwie udowodniła, że w ogóle zostali Oni zabici!

Jedno pokolenie
Dziś "nieznani sprawcy" i mordercy w mundurach stroją się w piórka dobroczyńców ojczyzny ratujących Polskę przed mniejszym złem, a Polacy, niby ludzie chorzy na Alzheimera, codziennie spotykają nowych ludzi, akceptując sytuację, w której na dobrą sprawę niemożliwa jest odbudowa wiarygodnych instytucji demokratycznego państwa, zaś "przemiany ustrojowe" żadnej wiarygodności nie mają ? bo mieć nie mogą.
Postkomuniści tymczasem ostentacyjnie manifestują związki z PRL-em. Pamiętam, jak z okazji osiemdziesiątych urodzin głównego współautora stanu wojennego, na uroczysty obiad zaprosił go "prezydent połowy Polaków" Aleksander Kwaśniewski, przy tej okazji zwąc go architektem demokratycznej przebudowy państwa. Jaruzelski nie od dziś chadza w aureoli świętości, otoczony nimbem "zbawcy narodu", co najwyraźniej można było dostrzec po owacjach zgotowanych mu na ubiegłorocznym kongresie SLD (fantastycznie odzwierciedlając przy tym przekonanie niżej podpisanego, jaką to część narodu Jaruzelski "zbawił").
Władzę w SLD nadal sprawuje jedno pokolenie. Urodzone w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, za Gierka zapisało się do partii, w stanie wojennym odgrywało aktywną rolę, w kapitalizm weszło z doświadczeniem, znajomościami i wożonymi w reklamówkach pieniędzmi ? przypomina publicysta "Tygodnika Solidarność", Łukasz Perzyna, dodając: Ster trzymają działacze, którzy zasłużyli się PRL-owi.
To dlatego tak trudno traktować szereg afer SLD jako ciąg niepowiązanych ze sobą incydentów. Takie ich natężenie stanowi strukturalną cechę organizacji, z której pochodzą ich sprawcy ? pisze w "Rzeczypospolitej" Bronisław Wildstein.

Za mało krwi?
15 marca 1981 roku, na naradzie ścisłego kierownictwa MON i MSW, rozpatrywano trzy warianty wejścia w stan W: "łagodny", "aktywny" oraz "insurekcyjny". Tragedia nie polega na tym, że generał Jaruzelski poszczuł Polaków czołgami, a minister Kiszczak pozwolił bandytom użyć broni, więc po 13 grudnia 1981 roku przelano krew Niewinnych. Dramat w tym, że powiódł się zamiar zrealizowania "łagodnej" wersji stanu wojennego i obeszło się bez hekatomby.
Wyrokowanie kategoryczne, lecz uprawomocnione: gdyby represje junty Jaruzelskiego dotknęły krwawo znaczącą część populacji, po upadku komunizmu mielibyśmy zupełnie inną Polskę, albowiem Polaków stać byłoby na sprawiedliwy rewanż ? od swych ciemiężycieli Naród zażądałby rachunku sumienia i odszkodowania. Ofiara krwi nie poszłaby na marne. Gdyby nienawiść do morderców zakwitła w sercach Polaków, śmiem wątpić, czy głosowaliby na zbrodniarzy i ich popleczników ? nienawiść czasami uzdrawia. W efekcie mielibyśmy Polskę czystą, prawą i szlachetną, a nie państwo uwikłane w postkomunizm, jak je ocenił Tomasz Strzembosz: wiszące w powietrzu, nie wsparte na żadnych wspólnie wyznawanych wartościach. Państwo, które nie wywiązuje się z podstawowych obowiązków, wymagając zarazem od obywateli posłuszeństwa i lojalności. Państwo cwaniaków, kłamców, łapówkarzy i złodziei, państwo chronicznego bezprawia, przeżarte korupcją, nepotyzmem i matactwami, pełne oszustw, niekompetencji i zaniedbań oraz gorszącej walki o pieniądze pod dyktando "trzymających władzę" aroganckich elit polityczno-biznesowych i oligarchów, zaopatrujących się w ustawy niczym dziwka w kondomy. Państwo biernej, milczącej większości narodu, który Narodem być przestaje.

***
To, że nie było dekomunizacji, to największy błąd Trzeciej Rzeczypospolitej ? przyznał socjolog Paweł Śpiewak. Nie sposób z tą diagnozą polemizować, wszak filary Trzeciej Rzeczypospolitej wzniesiono na zgliszczach etyki, na fundamentach przemocy i obłudy, nad monstrualnym bagnem oszustw, nikczemności i zbrodni. I chociaż nie wiem, co przyniesie Polsce jutro, wiem, że pojutrze na naprawę Rzeczypospolitej może być za późno. Naród pozbawiony pamięci, sumienia i tożsamości nie zbuduje sobie przyszłości, taki naród na przyszłość nie zasługuje. A postkomuna robi, co może, by z pamięci, sumienia i tożsamości wyzuć Polaków ze szczętem. Dlatego wspominając 13 Grudnia powiem tak: już czas, by przetrącić postkomunie kark, by odesłać postkomunistów do diabła. Czas najwyższy. Bo to, co widzimy dookoła, to, co dzieje się dzisiaj z Polską, to nie jest kryzys, to rezultat.
Rafał Dawidowski

Wyświetlony 8768 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.