piątek, 24 wrzesień 2010 09:22

Świadek solidarności i prorok terroru (cz. 3)

Napisane przez

Poniższa wypowiedź na temat interwencji w Iraku jest nawiązaniem do dwóch wcześniejszych artykułów pod tym samym tytułem ("Opcja" nr 9 i 11/2003). Ich motywem przewodnim były: granice wolności jednostki, globalna solidarność w obliczu ataku na WTC i idąca za tym wojna z terroryzmem. Wszystko to - plus liberalny handel międzynarodowy- to naczynia połączone. Od-lejemy zbyt dużo z jednego, to w innym z pewnością się przeleje.

Czyja jest wojna?
Pytania, które atakują nas ostatnio ze stron wszystkich gazet: Czyja jest ta wojna? Czy to wojna wyłącznie Amerykanów, jak nas niektórzy przekonują? I czy to wojna o ropę?
Po pierwsze. Nie będę tu przeprowadzał krytyki pacyfizmu, zrobiłem to w poprzednim artykule ("OnP" nr 11/2003), pisząc m.in. o zawodowej armii. Mówiąc krótko: to niebezpieczna praca, podejmuje się ją na własne ryzyko, no i trzeba mieć odpowiednie predyspozycje. Podobnie, jak ma się świadomość niebezpieczeństwa zostając korespondentem wojennym. Są tacy ludzie ? i chwała im za to ? którzy umiłowali wzrost adrenaliny.
Po drugie. Każda wojna z faszyzmem jest naszą wojną. Gdyby nie tchórzostwo kilku mocarstw (wiemy których) w 1939 r., być może nie byłoby ani wojny, ani zagłady narodu żydowskiego, ani Żelaznej Kurtyny i prawie pół wieku komunizmu.
Po trzecie. Historia lubi się powtarzać, bowiem to właśnie Amerykanie ? w obliczu kolejnego tchórzostwa ? obalili dyktaturę w Iraku, jak wcześniej pokonali Hitlera i wyzwolili Europę.
Po czwarte. Ludzie naokoło przymykają oczy na zło. Przykład: przystanek autobusowy pełen ludzi; dwóch łysych karków w biały dzień okrada z komórki i portfela młodego chłopaka; wszyscy widzą, ale nikt nie reaguje. Przerażające jest to nie-obywatelskie społeczeństwo polskie. Przymykamy dziś oczy na zło, które nas jutro pożre. Ot, czym stoi Polska cała. Jesteśmy wielcy po pijanemu, ale trzeźwość nasza jest kucharkowata i o tym, abyśmy umieli pogodzić wielkość z trzeźwością, nie ma mowy ? pisał Gombrowicz w Dziennikach.
Po piąte. Skończyły się czasy, gdy wojnę o wolność prowadzi się wyłącznie na własnym terytorium. W czasach globalnego terroryzmu, zorganizowanego lepiej niż liberalny handel, może na to być już za późno. Nie widzę powodu, byśmy mieli czekać, aż całkiem niemała grupa islamskich ekstremistów wysadzi Pałac Kultury, zrzuci na nas bombę i wprowadzi dyktaturę jednej religii. Niestety, mordercy rozumieją tylko siłę.
Po szóste. Tydzień działalności Amerykanów w Iraku kosztuje około miliarda dolarów. Choćby nawet bardzo chcieli, nie wyduszą takich pieniędzy z irackiej ropy, by mogło to się kiedykolwiek zwrócić. Interesem może być jedynie możliwość inwestycji i wykorzystania rynku pracy, który dopiero tam powstanie, ale i tak miną jeszcze lata, a te pieniądze nigdy nie zostaną w pełni odzyskane. To dość mizerne "łupy" wojenne!
Myślę, że za 10 lat, gdy będzie już można spojrzeć z perspektywy na tworzącą się na naszych oczach historię, nikt nie będzie miał wątpliwości co do zasadności likwidacji przy użyciu armii reżimu Saddama Husajna. Człowieka, który wpędzał swój kraj w biedę, który mordował każdego, kto się jego woli przeciwstawił, i który nawet w ostatnich latach ? tych najtrudniejszych dla Iraku, gdy kraj był obłożony sankcjami ekonomicznymi ? nadal budował sobie kolejne pałace, opływające kosztownościami. To przez niego państwo śpiące na ropie, utonęło w przestępstwie i ubóstwie. Przez tego dyktatora olbrzymia większość narodu głodowała, mieszkając w lepiankach, bez wody zdatnej do picia. Oczywiście, nic się nie zmienia z dnia na dzień, bowiem sytuacja po "prawie" skończonej wojnie jest jeszcze trudniejsza i tu właśnie zaczyna się rola polegająca na międzynarodowej solidarności. Zapewnienie bezpieczeństwa, wody, żywności, paliwa, elektryczności, doprowadzenie do stanu, w którym ludzie będą mogli wrócić do pracy, dzieci do szkoły, zatętnią życiem ulice, bazary, etc.
To tak jak z terenami leśnymi, których duże części zostają w ciągu paru godzin zniszczone przez wyjątkowo aktywne burze i wiatry. Człowiek nie czeka już tysięcy lat, aż natura sama wchłonie zniszczenia, ale je uprząta i modeluje na nowo architekturę tego miejsca. I tak musi teraz być z Irakiem.

Modny sprzeciw
Francja to taki mały obrzydliwy piesek, który głośno szczeka; tym głośniej, im mniej ma racji. Ale wystarczyłoby go lekko kopnąć, szturchnąć wręcz, by przesiedział całą noc pod szafą. Tyczy się to modnego obecnie francuskiego nacjonalizmu, który wyległ na ulice tamtejszych miast na falach antyamerykańskich demonstracji. Tchórzostwo tych francuskich kanapowych potworków, które mienią się "pacyfistycznym sumieniem Europy", odsłania w całej okazałości obłudę tamtejszej demokracji i niczym nieuzasadniony, prawie serwilistyczny rusofilizm. Demokracji nieustannie socjalistycznej, która chce chronić swój proletariat za wszelką cenę przed odpowiedzialnością za jakiekolwiek poczynania świata, jednocześnie ćwicząc głębokie "francuskie" pocałunki z rosyjskim niedźwiedziem.

(?)
Mateusz Braun
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 5325 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.