piątek, 24 wrzesień 2010 12:41

60 lat temu

Napisane przez

Powstanie Warszawskie obrosło licznymi pracami, rozprawami, książkami, artykułami, wspomnieniami, przyczynkami. Powiedziano o nim wszystko i znamy dokładnie jego przebieg. Jednak ciągle prowokuje dyskusje o jego sens i będzie prowokowało przez długie lata. Więc spokojnie rozważmy to zagadnienie.

Oto dwa zasadnicze stanowiska. Pierwsze ? Powstanie musiało, a nawet powinno było wybuchnąć, gdyż przeniosło w trudne lata ideę niepodległości. Mimo krwawych strat i straszliwych zniszczeń materialnych, było konieczne dla przetrwania narodowej tożsamości. Drugie ? spowodowało niepowetowany upływ krwi i to najbardziej wartościowego elementu ludzkiego, niewyobrażalne straty materialne, w tym dziedzictwa narodowego, a jego klęska pozwoliła łatwiej zainstalować się w kraju komunistom sterowanym z Moskwy. Zresztą i tak by to nastąpiło, więc nie było sensu wszczynać tej imprezy.

Preliminaria
Akcja "Burza" zaplanowana przez Komendę Główną Armii Krajowej, zakładała, w miarę przesuwania się frontu na zachód, uderzenia na cofające się tylne oddziały niemieckie, opanowanie terenu i obejmowanie na nim władzy przez polskie struktury administracyjne Od tego momentu byłyby to władze występujące oficjalnie wobec Armii Czerwonej w imieniu legalnego rządu RP. Z planu tego wyłączona była Warszawa, by uniknąć zniszczeń i oszczędzić cierpień licznemu skupisku ludności cywilnej (podobnie Kraków). Przewidywano natomiast wyjście w odpowiedniej chwili oddziałów AK (około 4000 ludzi) z miasta do dyspozycji dowódcy Podokręgu Skierniewice ? wraz z kolegami z podokręgu miały realizować akcję "Burza" nie w mieście, ale po- za nim.
W ciągu 1944 r. akcja "Burza" nabrała charakteru powstań lokalnych, przesuwających się z frontem ze wschodu na zachód. Jednak doświadczenia na wschodnich terenach Rzeczypospolitej kazały zweryfikować pierwotne założenia. AK opanowała Wilno (akcja "Ostra Brama"), przy współdziałaniu z Armią Czerwoną Lwów, Lublin, wiele innych miejscowości. Jednak ujawniające się władze polskie były aresztowane przez Sowiety, żołnierze siłą rozbrajani i kierowani do obozów w głąb Rosji.
W tej sytuacji powzięto decyzję o włączeniu Warszawy do "Burzy". Zakładano, że w stolicy Rosjanie nie będą mogli postępować tak bezwzględnie, jak w "peryferyjnych" miastach i zostaną zmuszeni do układania się z władzami RP, zwłaszcza że przewidywano przerzucenie z Londynu do oswobodzonej Warszawy kilku ministrów rządu RP, występujących wobec Sowietów jako gospodarze. Rosja mogłaby albo uznać polskie władze, albo siłą je złamać, kompromitując się na oczach świata.
Jednak decyzja o włączeniu Warszawy do "Burzy" nastąpiła ostatecznie dopiero 21 lipca 1944 roku. A jeszcze w poprzednich dniach wysyłano do okręgów na wschód od Wisły broń i amunicję dla wzmocnienia działających tam w ramach "Burzy" oddziałów.
W dodatku ani rząd RP w Londynie, ani tym bardziej krajowe dowództwo AK nie wiedziały o ustaleniach tzw. Wielkiej Trójki w Teheranie. Liczono na uderzenie aliantów nie od Normandii, lecz od Bałkanów. Trzeba oddać sprawiedliwość Winstonowi Churchillowi. Brytyjski premier był zwolennikiem takiego kierunku inwazji na Europę i do ostatniej chwili forsował swój pomysł, gotów do konfrontacji ze Stalinem. Lecz musiał ustąpić pod naciskiem Franklina Delano Roosevelta; osłabiona wojną Wielka Brytania musiała liczyć się z potężnym, amerykańskim sojusznikiem.

Burza
25 lipca (a więc już po decyzjach dowództwa AK) zapadła aprobująca je uchwała Rady Ministrów, upoważniająca Delegaturę na Kraj do ogłoszenia powstania w wybranym przez kraj momencie. Z Londynu nie widać było szczegółów dobrze znanych Delegaturze i Armii Krajowej. A pod koniec lipca widziano w Polsce gwałtowne cofanie się Niemców, ewakuację niemieckich urzędów, zarazem wznoszenie umocnień w Warszawie dla obrony przed Armią Czerwoną. Ewakuacja urzędów to odsyłanie na tyły cywilnych instytucji, by nie przeszkadzały działaniom wojska. Znany też był rozkaz Hitlera o bezwzględnej obronie linii Wisły. Wprawdzie w ostatnich dniach lipca przechodziły przez Warszawę na wschód oddziały dywizji pancernej "Herman Goering", lecz to utwierdzało w przekonaniu, że Niemcy będą starali się przejść do kontrataku; z rachunku sił wynikało, że zostaną pobici.
Powstanie obliczano na kilka dni, do tygodnia. Opanowanie Warszawy, w tym lotnisk, przerzucenie tu polskich dywizjonów myśliwskich i polskiej Brygady Spadochronowej. W najgorszym wariancie przewidywano, że w oczekiwaniu na to będzie można skutecznie trwać w obronie do dwóch tygodni. Gen. Colin Gubbins, szef SOE (Special Operations Executive), przychylnie odnosił się do polskich postulatów. Ale mówił o tym w sposób niejednoznaczny, a co ważniejsze, nie od niego zależały decyzje tego rodzaju (Norman Davies, Rising'44. The Battle for Warsaw, London 2003). Lecz polskie czynniki brały jego zawoalowane słowa za wykładnię rządu i naczelnego dowództwa brytyjskiego.
Przeciwko powstaniu byli m.in. Wódz Naczelny, gen. Kazimierz Sosnkowski i gen. Władysław Anders (Kazimierz Sosnkowski, Materiały historyczne, Londyn 1966, Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału, Londyn 1959). Nie sposób posądzić tych ludzi o brak patriotyzmu, ale rozpatrywali rzecz z profesjonalnego, wojskowego punktu widzenia, a w aktualnej sytuacji politycznej nie widzieli możliwości udzielenia zrywowi jakiejkolwiek pomocy. Obawiali się natomiast zagłady Warszawy oraz całkowitego zniszczenia AK.
Lecz w Warszawie 27 lipca Niemcy wydali zarządzenie o stawieniu się następnego dnia 100 tys. ludzi do robót fortyfikacyjnych. Praktycznie nikt się nie stawił. Komenda Główna AK obawiała się represji, co też stanowiło przyczynek do podjęcia walki. W dniach 29-31 lipca słychać było huk dział. Sądzono, że za Wisłą toczył się niemiecko-rosyjski bój o Warszawę. Marszałek Konstanty Rokossowski otrzymał od Stalina rozkaz zajęcia do 6 sierpnia Pragi i uchwycenia przyczółków w lewobrzeżnej Warszawie. 31 lipca po południu przyszedł meldunek, że widziano czołówki Armii Czerwonej na obrzeżach Pragi. A od 29 lipca radio Moskwa nadawało w języku polskim wezwania do powstania w Warszawie; podobnie jak radiostacja "Kościuszko" Związku Patriotów Polskich.
W KG AK nie wszyscy byli zwolennikami powstania, lecz decyzja zapadła. Oponentom utyskującym na niedostateczne uzbrojenie odpowiedział gen. Leopold Okulicki, że brak broni zastąpi furia odwetu. Nie powinien był tak mówić. Tak może generał zagrzewać żołnierzy do boju, ale nie na odprawie sztabowej w gronie fachowców, a polscy oficerowie byli dobrze wykształconymi fachowcami. Lecz można to zrozumieć. Tuż pod Warszawą toczą się walki, więc żeby nie przegapić stosownej chwili. Ludność miasta siedzi jak na beczce z prochem; byle co może spowodować niekontrolowany wybuch. Nerwy napięte do ostateczności i stargane wieloletnią konspiracją. Dowództwo AK to byli oficerowie szkoleni do normalnej, otwartej walki. Więc pragnienie, by wreszcie stanąć do jawnego boju. I tak cud, że tak długo przetrwali w podziemiu. 1 sierpnia 1944 r. o godzinie 17.00 zaczęło się sztormowanie.

Sztormowanie
Literat-marynista Jerzy Bohdan Rychliński w jednym z opowiadań napisał: O sztormowaniu "Babylonii" nie ma sensu mówić. Opisy sztormów są liczne, niektóre genialne. "Babylonia" sztormowała. O przebiegu Powstania nie ma sensu mówić. Opisy Powstania są liczne, niektóre genialne. Ale jest sens mówić o towarzyszących mu okolicznościach.

(?)
Marek Arpad Kowalski
Wyświetlony 4610 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.