czwartek, 11 listopad 2010 16:47

Ronald Reagan - raport mniejszości O ulicy Ronalda Reagana

Napisał

Obalanie mitów jest rzeczą wyjątkowo trudną, obojętnie, czy obala się mit w środowiskach prawicowych, czy w lewicowych. Ludzie przyzwyczajają się do pewnych haseł i sylwetek, zakładając bez zastanowienia prawdziwość niektórych tez.

Kiedy ludzie przedstawiali Ronalda Reagana jako wielkiego wolnorynkowego reformatora, przymykałem na to oczy, zwłaszcza że przybierało to charakter drobnych uwag w różnych artykułach nie analizujących bezpośrednio poczynań tego prezydenta. Jednakże dwa niedawne wydarzenia skłoniły mnie do obalenia wielkiego mitu Reagana ? rzekomego "konserwatywnego liberała". Pierwsze z nich wiąże się z hymnem na jego cześć, zaprezentowanym w nowo powstałym piśmie "konserwatystów", "Międzynarodowym przeglądzie politycznym", w którym znalazło się wystąpienie Richarda Rahna z amerykańskiego Cato Institute. Instytut ten tylko po raz kolejny udowodnił, że mimo swojego wolnościowego wdzianka jest faktycznie zapleczem politycznym dla Partii Republikańskiej i robi za jej retoryczną prorynkową tubę w stylu profesora Leszka Balcerowicza (który ma więcej wspólnego z kapitalizmem etatystycznym i regulowanym przez międzynarodowe organizacje niż z wolnym rynkiem).
Głównie drugie wydarzenie sprawiło, że zdecydowałem się sięgnąć po pióro. "Rzeczpospolita" zorganizowała konkurs pod patronatem Centrum im. Adama Smitha, co jeszcze dodatkowo rozpropagowało stowarzyszenie konserwatywno-liberalne KoLiber, w którym wygra najlepszy esej napisany na temat: "Dlaczego prezydent Reagan zasłużył na ulicę swego imienia w mojej miejscowości?". Najwyraźniej polskie środowiska wolnorynkowe nie wyniosły zbyt wiele nauk z artykułów Janusza Korwin-Mikkego. Niewątpliwą zasługą tego publicysty jest wyczulenie swoich czytelników na malowanych wolnorynkowców, którzy tylko udają, że opowiadają się za wolnością gospodarczą, aby forsować swoje etatystyczne pomysły i przywileje dla wybranych (jak na przykład pan Olechowski, kręgi gazety "Wprost" itd.).
Nie należy wierzyć hasłom rzucanym przez polityków, a ich poczynaniom powinniśmy się zawsze bacznie przyglądać. Celem niniejszego artykułu nie jest przeprowadzenie ekstremistycznego ataku na Reagana z żalem, że ten prezydent nie zrobił więcej, niż mógł albo, że zrobił mało. Celem artykułu jest pokazanie, że nie zrobił w zasadzie nic "dla sprawy", a raczej wprost przeciwnie, jego poczynania miały charakter silnie etatystyczny. W dodatku jego kroki ukryto pod płaszczykiem haseł wolności gospodarczej, co sprawia, że jest dla ruchu wolnorynkowego jeszcze większym zagrożeniem niż zwykli socjaldemokraci. Lepszy otwarty wróg niż ten, który udaje przyjaciela. Ignoranci są znacznie mniej groźni niż oszuści, którzy odbierają młody, dynamiczny, przedsiębiorczy elektorat po to, aby przynieść kolejne rozczarowania.
Cato Institute prowadzi powierzchowne analizy dotyczące polityki Reagana tak, aby przypisać mu jakieś znakomite zasługi na polu walki z bezrobociem i przyspieszenia rozwoju gospodarczego. Na szczęście, jest w USA prawdziwy niezależny ośrodek ? Instytut Misesa (z młodszym bratem w Polsce), który przeprowadził dokładną analizę poczynań Ronalda Reagana. Tyle tytułem wstępu.

Ronald Reagan, protekcjonista
Ronald Reagan był największym protekcjonistą od czasów Herberta Hoovera (którego ustawa celna pogłębiła recesję lat trzydziestych wieku dwudziestego). Richard Rahn w "Międzynarodowym Przeglądzie Politycznym" zachwyca się ideą wolnego handlu i zwraca uwagę na konieczność poszerzania współpracy, po czym wyraża swoje zdenerwowanie tym, że Bush zwiększył cła. Doprawdy ciekawe jest to, że mówi o tym w hymnie na rzecz Reagana i pomija całkowicie kwestię tego, jak wielkim protekcjonistą pozostawał ten prezydent.
Chociaż Reagan w wielu swoich wypowiedziach podkreślał znaczenie wolnego handlu, to pozostawało to jedynie pustą retoryką, w której pojawiały się na dodatek uwagi i merkantylistyczne propozycje (jak na przykład w uznawaniu Japonii za zagrożenie, ponieważ produkowała tańsze i lepsze samochody niż przemysł amerykański; biedni amerykańscy konsumenci!). Kiedy wprowadził 100% taryfę celną na chipy komputerowe, całkiem poważnie sugerował, że to w celu "wymuszenia wolnego i sprawiedliwego handlu". W kongresie dochodziło do wielu batalii na temat zagranicznej polityki gospodarczej, a Reaganowi chodziło głównie o przyznanie sobie prawa do decydowaniu o tych sprawach i osłabienia siły parlamentu, a nie o obniżenie ceł.
Przez cały okres kadencji liczba ograniczanych produktów importowych została podwojona. Narzucanie kwot importowych wymuszało kartelizaję w innych krajach, ponieważ to tamtejsze rządy decydują o tym, który biznes może z nich skorzystać. W ten sposób biznesy ubiegają się do swojego państwa o licencję na eksport do Stanów. Taka polityka niewiele ma wspólnego z promowaniem wolnego handlu, a raczej wiąże się z poszerzaniem etatyzmu i regulacji.
Administracja Reagana może "poszczycić się" między innymi następującymi "osiągnięciami". Ograniczono import samochodów oraz liczbę dopuszczalnych kwot na importowany cukier (Gabriel Janowski reaganistą?); to samo dotyczy rynku tekstyliów. Z osiemnastoma krajami podpisano umowę, która miała na celu zahamowanie napływu z zagranicy tańszej stali (to lobby jest niesamowicie silne) pod ironiczną nazwą "dobrowolne ograniczenia wymiany" (proszę się nie śmiać, gdyż taki oficjalny termin funkcjonuje w podręcznikach opisujących wymianę międzynarodową). Administracja Reagana w celu wspierania Harleya Davidsona nałożyła 45% cło na japońskie motocykle. Uderzanie w skuteczną gospodarkę japońską było widoczne także w przypadku już wspomnianych chipów komputerowych, kiedy to wymuszono na rządzie wprowadzenie kontroli cen.
Polityka Reagana względem krajów trzeciego świata była taka sama jak innych prezydentów. Wyrazem opiekuńczości był przepływ pieniędzy przez międzynarodowe organizacje, które marnotrawiły środki, nazywając to "pomocą". Z drugiej strony Reagan cofnął w kilku miejscach zwolnienia z ceł dla biednych krajów, które były przewidziane w programie dla rozwijających się gospodarek. Administracja żądała także, aby Tajwan, Niemcy, Japonia i Szwajcaria ograniczyły eksport narzędzi. Oprócz tego Reagan zredefiniował pojęcie "dumpingu" tak, aby krajowe lobby mogło łatwiej oskarżać zagraniczną konkurencję o "nieuczciwe praktyki" (znaczy się takie, które przynoszą korzyść konsumentom).
Ograniczanie wymiany z zagranicą przynosi zysk wąskiej grupie kosztem reszty społeczeństwa. Z jednej strony uderza bezpośrednio w konsumenta, który nie może zakupić tanio dóbr i usług, ale z drugiej ? uderza także w krajowych producentów, którzy korzystają z zakupywanych taniej środków z zagranicy. Oczywiste jest, że cła na stal przynoszą korzyści dla stalowego lobby, ale wszyscy producenci korzystający ze stali na tym tracą i muszą kupować od krajowego monopolisty, który finansuje partię wprowadzającą pożądane dla niego regulacje.
Jeden z ministrów, James Baker powiedział: "Prezydent Reagan zagwarantował więcej ograniczeń importowych od każdego swojego poprzednika w ciągu ostatniej połowy stulecia". Great old Ronald! Sytuacja jest zatem jasna. Każdy uczeń czy też student, który zdecydował się wziąć udział w konkursie może napisać: "Powinienem mieć ulicę Reagana w moim mieście, ponieważ był on jednym z największych amerykańskich protekcjonistów w XX wieku". Pierwszy punkt eseju mamy napisany.

Ronald Reagan, mistrz wielkiego rządu
Jak przystało na malowanego zwolennika wolności gospodarczej, prezydent Reagan obiecywał odciążenie sektora prywatnego z masy regulacji i jednocześnie ograniczenie biurokracji. Na obietnicach się skończyło. Drobne zmiany w kwestii liberalizacji kilku dziedzin mają się nijak do rozszerzonych kompetencji rządu. Administracja Reagana popierała przepisy dotyczące wymagań zapinania pasów i umieszczania poduszek powietrznych w samochodach (co szczególnie powinno przypaść do gustu Januszowi Korwin-Mikkemu). W rezultacie regulacje sektora samochodowego doprowadziły do sztucznej stymulacji produkowania małych, mniej bezpiecznych samochodów.
Administracja zazwyczaj się rozrasta, chociaż każdy kandydat na szefa rządu opowiada w trakcie kampanii, jak to zamierza rozprawić się z szalejącą biurokracją. Bliski nam przykład mogliśmy niedawno obserwować w przypadku naszych wyborów, po których premier Leszek Miller miał tak zmiażdżyć biurokratów, że natychmiast zniknąłby problem nadmiaru urzędów. W rzeczywistości koń, jaki jest, każdy widzi. Analogicznie było z prezydentem Reaganem, który po hasłach ograniczania biurokracji i walki z etatyzmem, zwiększył liczbę pracowników administracji o kolejne ćwierć miliona (jakby ktoś nieuważnie przeczytał zaznaczam, że chodzi o 250 tysięcy osób).
(?)
Mateusz Machaj
Wyświetlony 5545 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.