poniedziałek, 06 grudzień 2010 23:52

Literatura pogodna

Napisane przez

Po co są książki? Oczywiście po to, żeby je czytać! Naturalnie bywają i takie, które powstają jedynie po to, żeby autor mógł chwalić się w gronie rodziny i znajomych że coś napisał, przeto taka książka, jest jedynie czymś w rodzaju szlacheckiego indygenatu. Ale przepraszam, że od samego początku wdaję się w dygresje. Wracam więc do głównego nurtu rozważań – i oto kolejne pytanie: po co czyta się książki?

Powodów jest kilka. Po pierwsze ? dla zyskania wiedzy i rozszerzenia wiadomości. Są to zazwyczaj książki naukowe i popularnonaukowe oraz im pokrewne. Po drugie ? dla zadumy nad światem i ludzkością, nad samym sobą i człowiekiem jako takim, nad odwiecznymi i współczesnymi dylematami życia; czyli dla refleksji egzystencjalnej i eschatologicznej, porozmawiania ze swoim własnym sumieniem. Są to przeważnie powieści, acz w tym punkcie mieści się także literatura naukowa i popularno-naukowa. Po trzecie ? dla rozrywki. Człowiek nie może wiecznie żyć na wysokich obrotach, więc i takie książki są potrzebne. To zazwyczaj powieści.
Dla dalszych rozważań nieprzydatne będzie zajmowanie się literaturą naukową, popularno-naukową, słownikami, encyklopediami i podobnymi. Chciałbym skupić się nad literaturą piękną. Rzecz w tym, że zwrot ten tchnie już anachronizmem. Można bowiem odnieść wrażenie, że to, co z rozpędu klasyfikujemy jako literaturę piękną, jest w istocie literaturą brzydką.
Nie chodzi tu o słownictwo, jakim operuje współczesne powieściopisarstwo, choć i to jest ważne. Kiedyś literatura stanowiła wzorzec języka. W życiu codziennym nikt dokładnie tak nie mówił, ale powieść stanowiła model właściwego wyrażania się, budowania zdań, fraz wypowiedzi, właściwego używania słów we właściwym kontekście i unikała wulgaryzmów. Niekiedy trafiał się jakiś, lecz na zasadzie kontrapunktu. By potrawa była smaczna, należy dodać trochę pikantnych przypraw. Obecnie jednak trudno sobie wyobrazić powieść współczesną bez wulgaryzmów. Ich używanie dawno przestało być epatowaniem czcigodnych, statecznych czytelników, stało się natomiast sztuką dla sztuki, a właściwie sztuką bez sztuki. Bo niby mają oddawać prawdę życia. A przecież nadal istnieją duże środowiska porozumiewające się w życiu codziennym normalną mową. Ba, w zwykłej, przypadkowej rozmowie z kimś nieznajomym na ulicy, w tramwaju, sklepie nie używa się obscenicznych wyrażeń. Tymczasem częstotliwość występowania wulgaryzmów w przeciętnej powieści powoduje odruchy wymiotne. Zwłaszcza że ich obecność, przynajmniej w tak gęstym nagromadzeniu, niczym nie jest uzasadniona. Z wyjątkiem lubowania się w nich autora, któremu zdaje się, że przekazuje w ten sposób prawdę o życiu.
Lecz o brzydocie i ponurości obecnej literatury świadczy przede wszystkim sposób przedstawiania przez nią człowieka i świata. Jest to bowiem świat odrażający, a i ludzie w nim są odrażający.
Wydaje się, że jest to efekt wypaczeń postmodernizmu. Wszystko jest najpierw porozbijane, pokawałkowane, poszatkowane na przypadkowe części. Następnie wrzuca się te kawałki do kotła, potrząsa nimi, a później zlepia się je jak leci, przypadkowo, bez baczenia, czy pasują do siebie. Nic dziwnego, że wyłaniający się z tego świat wydaje się pozbawiony sensu. Wszelkie idee, dążenia, wartości, normy są jednakowo warte siebie, czyli w istocie nic nie warte, bo jak nie ma wzorca, to wszystko może być wzorcem, a jak wszystko ? to praktycznie nic. Dodajmy do tego opisy bebechów, urynałów, kopulacji, ćpania, ćwiartowania, tarzania się w błocie (dosłownym i przenośnym). W ten sposób dowiadujemy się, jaki niby jest świat, w którym żyjemy, i jacy my jesteśmy w tym świecie.
Nieco to ubogie. Naturalnie fizjologia człowieka też jest częścią jego funkcjonowania; koń, jaki jest, każdy widzi. Lecz to dalece nie wyczerpuje egzystencji człowieka, ani sensu jego życia. Czymś bowiem różnimy się od zwierząt, by zgadzać się na sprowadzanie bytowania ludzkiego do poziomu animalnego. Mianowicie duszą! Literatura pogodna nie musi być tylko błahą literaturą rozrywkową, która działa łagodnie bez przerywania snu. Zresztą uśmiech na twarzy czytelnika też jest wartością nie do pogardzenia. Dlatego powieść powinna także i bawić. Przy czym trzeba odróżniać rechot od śmiechu. Ot, weźmy za przykład aktualne za sprawą filmu dzieło, które niebawem zapewne będzie znane tylko z ekranu, bo już nie z książki czy teatru (lecz dzięki temu będzie w ogóle znane), czyli Zemstę. Naturalnie ? Fredro bawi. Ale jednocześnie zadaje pytanie, kim jesteśmy, skłaniając nas do refleksji. A że w sposób pogodny? Tym lepiej! Bo wtedy można zastanowić się nad sobą, a nie spoglądać na siebie i innych z obrzydzeniem i machnięciem ręki, że to i tak nic nie warte. Wtedy bowiem nie myśli się, tylko pije na umór, by następnego dnia budzić się z kacem, jako nieodłączną częścią egzystencji.
Tak więc literatura pogodna może być rozrywką, ale może być przede wszystkim literaturą nakłaniającą do rozmyślań nad sobą i światem, lecz rozmyślań z nadzieją! Świat niesie tyle kłopotów, iż literatura powinna przypominać, że życie to nie tylko pasmo nieszczęść i bylejakości; że jednak świeci w nim słońce i oświetla wartości godne uwagi. W zwariowanym wirze świata konieczny jest stały punkt oparcia. Toż i pozbawiony świadomości pijak pełznie podświadomie do latarni, by się o nią oprzeć. Człowiek nie może być pozbawiony sensu życia, ani nie może być przekonywany, że takiego sensu nie ma, a są tylko błoto i flaki ? gdyż inaczej przestaje być człowiekiem, staje się szmatą.
Właśnie literatura pogodna powinna dawać człowiekowi mocny punkt oparcia, pomocny w poszukiwaniu sensu egzystencji. Pogodna, czyli przywołująca optymizm, pozwalająca powstać z kałuży. Gdy bowiem leżymy w błocie, a na nas kapie obrzydliwa mżawka z ciężkich chmur beznadziei, wówczas nie jesteśmy zdolni do jakiegokolwiek myślenia. Dorota Hall w artykule Porządek sakralny ery konsumpcji. O bogatych i biednych w popularnym nurcie New Age, zamieszczonym w kwartalniku "Kultura i społeczeństwo", nr 4 z 2002 r., daje przykład porad specjalistki z kręgu Feng Shui, jak poprawić sobie materialne położenie: ...na patelni (przeznaczonej tylko do tego celu) zaleca wymieszać, a później spalić: łyżkę ziaren czarnej kawy, łyżkę mielonego cynamonu i łyżkę cukru. Następnie nakazuje dymem z tej mieszaniny okadzić całe mieszkanie zgodnie z ruchem wskazówek zegara i wypowiedzieć słowa: "Pieniążki, przyjdźcie do mnie ze wszystkich stron, ponieważ bardzo was potrzebuję. Zostańcie przy mnie. Bądźcie moim przyjacielem. Wierzę, że tak się stanie dzięki rytuałowi, który dla was wykonuję. Wzywam was tylko dla dobra swojego i innych. Dziękuję". Po takich zabiegach należy odstawić patelnię na 2-3 godziny, a później ją umyć.
Tylko takie gesty w najlepszym razie pozostają człowiekowi znękanemu świadomością beznadziei egzystencji, czyli uciekanie się do zabiegów magicznych, bez gwarancji powodzenia.
Literatura pogodna też gwarancji nie daje, ale pozwala obmyć się, wysuszyć i odświeżyć myśl do działania. Myśl, a nie rytuały z patelnią. Literatura taka może bowiem przedstawiać świat, owszem, jako coś trudnego, nasze życie jako nieustanne zmaganie się z przeciwnościami, lecz świat nie pokawałkowany. Pod pozorami chaosu wyziera przecież z niego sens, porządek rzeczy. Można przeto znaleźć swoje miejsce w tym porządku; miejsce jak najbardziej własne, a nie przypadkowe.

(?)
Marek Arpad Kowalski
Wyświetlony 5973 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.