niedziela, 19 grudzień 2010 13:08

Demokracja do naprawy

Napisał

Ostatnie wybory samorządowe były kolejnymi, które dowiodły, że demokracja w Polsce przeżywa głęboki kryzys. Kryzys ten wynika z właściwości demokracji, ale osobliwości politycznej kultury Polaków sprawiły, że te właściwości ujawniły się i podziałały silniej, niż gdzie indziej.

Demokracja jest wcielonym w życie systemem ideologicznym. Ideologia demokracji ? jak powszechnie wiadomo ? zakłada, że lud wybiera najlepszych przedstawicieli, którzy sprawują władzę w jego imieniu i w je­go interesie. W założeniu tym wszystko jest ? co również powszechnie wiadomo ? gruntownie fałszywe. Jest to ? mówiąc nawiasem ? cechą wszystkich systemów ideologicznych.

Czego chce lud?
U podstaw podstawowego założenia leży zatem jeszcze jedno: że człowiek jest w stanie poprawnie rozpoznać swoje interesy w całej skomplikowanej strukturze państwa albo mniej skomplikowanej ? co nie znaczy, że prostej ? strukturze samorządu.
Podstawowym warunkiem rozpoznania własnych interesów jest zgodna z rzeczywistością ocena dwóch zmiennych: tych indywidualnych celów życiowych, których realizacja zależy od ? mówiąc najogólniej ? polityki oraz ocena własnych możliwości ich osiągnięcia w zależności od politycznego programu realizowanego przez władzę państwową czy samorządową.
Idealny wyborca demokratów ? a dla takiego demokracja została wymyślona ? prawidłowo zatem rozpoznaje cele, do których dąży i wyodrębnia spośród nich te, których realizacja zależy od polityki. Jeśli, na przykład, idealny wyborca nie ma mieszkania, rozstrzyga, czy usunięcie tego braku zależy od polityki, czy też od niej nie zależy i bierze ten czynnik pod uwagę w kalkulacjach wyborczych albo też nie bierze. Jeśli inny ? ale też idealny ? chce mieć piękną żonę albo ? bądźmy politycznie poprawni ? bogatego i przystojnego męża ? również rozstrzyga, czy zależeć to będzie od polityki czy też jednak nie.
Rzecz w tym jednak, że nieliczni ludzie są w stanie poprawnie rozpoznać własne cele życiowe. Człowiek może na przykład chcieć utrzymać rodzinę i w wyniku realizacji tego celu w poniedziałek znaleźć sobie pracę, a także chcieć wypijać przed południem trzy piwa i w wyniku realizacji tego ce­lu we wtorek pracę stracić.
Dygresja o piwie wyborczym 
W ostatnich wyborach samorządowych powszechne było kupowanie głosów. Metody były różne.
Jedni kandydaci ? albo raczej wynajęci przez nich ludzie ? grupami dowozili wyborców do lokali, zaglądali im przez ramię w czasie zakreślania kratek na listach wyborczych i wiedli do najbliższego lokalu, w którym zamawiali dla swych klientów ? wróciło w ten sposób znaczenie słowa ?klient? z czasów I Rzeczypospolitej ? po dwa, trzy albo nawet cztery piwa.
Inni kandydaci organizowali uliczne punkty skupu czystych kart wyborczych, płacąc żywą gotówką. Tak było, na przykład, w Bydgoszczy. W Kamiennej Górze podaż tak zdominowała popyt, że cena karty wyborczej spadła w ciągu kilku godzin z dwudziestu do dziesięciu złotych.   
Realni wyborcy uczestniczący w tym procederze uznali zatem za swój życiowy cel zależny od polityki napicie się piwa albo doraźne pozyskanie dziesięciu do dwudziestu złotych i w wyniku działania mechanizmów demokracji cel zrealizowali. Nie jestem jednak przekonany, czy o to chodziło ideologom demokracji.
Koniec dygresji o piwie wyborczym.
Nie tylko konflikt między doraźnymi celami a celami długoterminowymi wywołuje rozbieżności między realnym wyborcą a jego demokratycznym ideałem. Rozbieżność znacznie trudniejsza do uchwycenia polega na tym, że człowiek ? w wyniku, najogólniej, doświadczeń życiowych ? niektóre cele uznaje za nierealne i z góry odrzuca.
Ten czynnik jest w dużej części kulturowy. Indywidualne doświadczenia, ograniczające perspektywy życiowe zależą w dużej mierze od zewnętrznych warunków. Znakomicie opisane są strefy nędzy w USA, w których trzecie już pokolenie żyje z opieki społecznej i nie jest w stanie postawić sobie innych celów niż szybkie i niebezpieczne pieniądze z przestępstwa. Trochę gorzej opisane są takie same strefy w Polsce, na przykład w popegeerowskich osiedlach. Zupełnie nieopisane są polskie strefy zniewolenia, w których ludzie doświadczeni życiem w Peerelu nie są w stanie uwierzyć, że czeka ich od władzy cokolwiek innego niż opresja i rabunek, a od życia cokolwiek więcej niż brzuch pełny, niechby tylko kaszanki.
Dygresja o wolnym wyborze
Pracownicy dużego przedsiębiorstwa na Dolnym Śląsku masowo głosowali w drugiej turze na prezydenta miasta z listy SLD, ponieważ rozniosła się plotka, że jeśli kandydat przegra, zostanie prezesem firmy.    
Nie podejmuję się rozstrzygnąć, czy poprawnie rozpoznali swój interes. Być może zwycięski kandydat na stanowisku prezydenta miasta mniej im zaszkodzi niż zaszkodziłby jako prezes firmy. Nie jestem jednak pewien, czy o to chodzi ideologom demokracji.
Koniec dygresji o wolnym wyborze.
Niewolnik może chcieć tylko dobrego pana, nawet wtedy, kiedy ma szanse odzyskać wolność. Jego niewolnicze doświadczenia sprawiają, że nie jest w stanie dostrzec perspektywy wolności, a jeśli nawet dostrzega, tak się jej lęka, że wybiera niewolę. Otwarty jest problem, czy odzyskanie wolności leży w jego interesie, czy też korzystniejsze dlań jest złagodzenie warunków niewoli.
Niewolnik może nawet uznać, że lepiej zostać pod panowaniem złego pana niż ryzykować jego zmianę, bo nowy wprawdzie może być lepszy, ale może też być gorszy. Czy taka strategia leży w jego interesie, czy może korzystniej byłoby zaryzykować?
Każdy, kto wymaga od niewolników racjonalnego sformułowania własnych interesów, niech sam na te pytania odpowie.
 (...)
Wojciech Jankowski

 

 
Wyświetlony 6997 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.