wtorek, 21 grudzień 2010 10:48

Robert Michels albo żelazne prawo oligarchii

Napisał

Ostatnie lata przyniosły w krajach europejskich cały szereg publikacji na temat partii politycznych, systemu wielopartyjnej demokracji, których autorzy ukazują negatywne skutki "podboju państwa przez partie", wysuwają twierdzenia o "partyjnym państwie totalnym" prorokując rozmaite wstrząsy i przemiany we współczesnych systemach politycznych opartych na władzy partyj. Równocześnie załamanie się tzw. realnego socjalizmu opartego na rządach monopartii przyniosło powstanie w wielu krajach właśnie systemu wielopartyjnej demokracji, co pozwala na obserwację tego zjawiska in statu nascendi.

Byliśmy również świadkami spektakularnego załamania się dotychczasowego systemu partyjnego we Włoszech, co również skłaniać powinno do ponownej refleksji nad istotą i funkcjonowaniem partii politycznych. Potrzebna jest dziś analiza realnej demokracji, a nie demokracji teoretycznej. Pionierem takiej analizy jest bez wątpienia Robert Michels, którego praca Socjologia partii politycznych we współczesnej demokracji ukazała się po raz pierwszy w 1911 roku (nieco poprawiona i rozszerzona wersja włoska wydana została w 1914 roku) i należy do absolutnej klasyki w dziedzinie socjologii i politologii.

Biografia polityczno-intelektualna Michelsa była burzliwa oraz pełna meandrów i zwrotów ideowych. Urodził się w 1876 roku jako syn milionera z Kolonii. Studiował historię i ekonomię w Paryżu, Monachium, Lipsku i Halle. Odcina się jednak od swoich wielkoburżuazyjnych korzeni i w 1903 roku przyłącza się do socjaldemokracji, co przysparza mu kłopotów w uniwersyteckiej karierze. W tym samym roku kandyduje do Reichstagu z ramienia SPD. Przyjaźni się z Różą Luxemburżanką i Karolem Kautskym. Krytykuje "zburżuazyjnienie" SPD, co znowu przysparza mu kłopotów, tym razem we własnej partii. Znajomość z Georgesem Sorelem sprawia, że staje się zwolennikiem rewolucyjnego syndykalizmu i występuje ze zbyt umiarkowanej SPD. Polityczna działalność Michelsa powoduje, że na uniwersytecie w Marburgu odrzucona zostaje jego praca habilitacyjna. W 1907 roku przenosi się do Włoch i jako Privatdozent wykłada ekonomię na uniwersytecie w Turynie. W 1913 roku przyjmuje włoskie obywatelstwo. W 1914 roku otrzymuje profesurę w Bazylei, gdzie wykłada przez następne 15 lat. W październiku 1922 roku, zaraz po marszu Musoliniego na Rzym, wstępuje do Partito Nazionale Fascista. W 1928 roku powołany zostaje przez Mussoliniego na wzorowy faszystowski uniwersytet w Perugii. Umiera 2 maja 1936 roku w Rzymie.
Michels był wielką nadzieją niemieckiej socjologii. Przyjaźnił się z Maxem Weberem i Wenerem Sombartem. Poświęcił jednak swoją karierę akademicką w Niemczech na ołtarzu socjalizmu. Ale kontynuował ją we Włoszech i w Szwajcarii. Bibliografia jego prac, sporządzona przez wdowę Giselę Michels-Lindner, liczy 731 pozycji. Oprócz Socjologii partii politycznych napisał m.in. następujące książki: Historia marksizmu we Włoszech; Problemy filozofii społecznej, Imperializm włoski, Socjalizm i faszyzm we Włoszech; Psychologia masowych ruchów antykapitalistycznych; Socjologia jako nauka społeczna; Wielcy mężowie. Studia charakteriologiczne; Teoria ubożenia; Moralność w liczbach? Krytyka statystyki moralnej; Polityka ludnościowa; Przesunięcia w klasach rządzących po wojnie. Jak z tego krótkiego wyliczenia widać, zainteresowania Michelsa były bardzo rozległe, i nie ma właściwie dziedziny z zakresu socjologii, politologii i historii społecznej, którą by się nie zajmował. O tym jak bardzo w innych krajach szanowana była jego naukowa kompetencja, świadczy choćby ten fakt, że w 1931 roku zlecono mu zredagowanie dla renomowanej amerykańskiej "Encyclopaedia of the Social Sciences" zredagowanie haseł "autorytet", "intelektualiści", "konserwatyzm". Bez wątpienia jednak dziełem mającym nieprzemijającą wartość poznawczą pozostaje wspomniana już Socjologia partii politycznych, która stawia Michelsa w jednym szeregu z takimi "makiawelistami-obrońcami wolności" (termin Jamesa Burnhama), jak Vilfredo Pareto, Gaetano Mosca czy Georges Sorel.
 
Michels analizował w tej słynnej książce działalność wielkich partii socjaldemokratycznych i socjalistycznych (a także związków zawodowych) w Niemczech, Francji i we Włoszech, dochodząc do konkluzji zaprzeczających teorii demokratycznej, zarówno gdy chodzi o politykę państwową, jak i o strukturę i funkcjonowanie tzw. demokratycznych partii. Zaznaczyć należy jednak, że Michels jako autor Socjologii... nie był konserwatywnym krytykiem demokracji, ale chłodnym analitykiem mechanizmów politycznych i w pewnym sensie pisał wbrew własnym przekonaniom czy ideałom. Dlatego demokraci mogą po lekturze tej książki spokojnie pozostać demokratami. Muszą tylko pozbyć się wielu iluzji.
Zasadnicza teza książki Michelsa brzmi, że żadna organizacja, jeśli liczba jej członków przekroczy pewną wielkość, nie jest w stanie zapobiec tworzeniu się wewnątrz niej oligrachii, w której rękach spoczywa rzeczywista władza. Jest to tzw. żelazne prawo oligarchii, któremu podlega całe zorganizowane życie społeczne. Im bardziej partia czy inna organizacja staje się masowa, tym szybciej tworzy się oligarchia i tym większa jest jej władza. Ponieważ partie polityczne i związki zawodowe to organizacje nastawione na walkę, dlatego wymagają zhierarchizowanej struktury potrzebnej dla mobilizowania mas członkowskich i dowodzenia nimi. Z punktu widzenia struktury organizacji i techniki działania zawodowi liderzy są absolutnie konieczni. Pojawiają się oni spontanicznie, by z biegiem czasu uczynić ze swej działalności profesję, ustabilizować swoją pozycję, uczynić ją nienaruszalną i niezależną od woli mas członkowskich. Michels udowadnia, że to zawsze mała grupa liderów kontroluje masy, a nie na odwrót. Pojawienie się zawodowych liderów sprawujących niepodzielną władzę nad organizacją jest nieuniknione nie tylko ze względów technicznych, ale również z tego powodu, że posiadanie liderów jest psychologiczną potrzebą mas. Jak pisze Michels: Choć niekiedy wydaje pomruki niezadowolenia, większość jest naprawdę zadowolona ze znalezienia osób, które wezmą na siebie ciężar dbania o jej sprawy. Masy potrzebują przewodnictwa i chętnie je akceptują. Ich uniwersalna niekompetencja w kwestiach politycznych jest jedną z podstaw władzy liderów dysponujących odpowiednimi zdolnościami i umiejętnościami, których brak szeregowym członkom. Tworzeniu się wewnątrzpartyjnej oligarchii sprzyja też fluktuacja członków. Członkowie odchodzą i przychodzą, a liderzy zostają. Michels obliczył, że w cesarstwie niemieckim średni okres władzy ministrów wynosił cztery lata i trzy miesiące, podczas gdy niektórzy liderzy partii socjaldemokratycznej w Niemczech utrzymywali się na swych stanowiskach przez czterdzieści lat (!).
 
Stabilizacji w łonie oligarchii sprzyja również okazywana na co dzień "apatia mas członkowskich", czyli zajmowanie się swoimi prywatnymi sprawami i rozrywkami. Działa tu prawo inercji, które silniejsze jest niż zasada rotacji. Stąd tak skuteczny jest stosowany często chwyt polegający na grożeniu podaniem się do dymisji. Jednym z bardzo istotnych czynników sprzyjających uniezależnieniu się liderów od mas członkowskich jest kontrola liderów nad finansami. Pozycja liderów umożliwia im kontrolowania finansów, a kontrolowanie finansów wzmacnia ich pozycję. Finansowa władza liderów polega na tym, że to oni decydują o podziale i sposobach użytkowania funduszy i, jak twierdzi Michels, robią to zawsze tak, żeby uwzględnione zostały ich własne interesy, np. na lansowanie własnej osoby. Liderzy kontrolują również dyscyplinarne mechanizmy w partii, co pozwala im pacyfikować niezadowolonych. Oni też mają największy wpływ na selekcję delegatów na kongresy i zjazdy poprzez system rekomendacji i poufnych uzgodnień, oni czuwają nad organizacyjnym i programowym przygotowaniem tych zjazdów wykorzystując swoją pozycję i rolę tak, aby utrzymać lub rozszerzyć swą władzę.
 
Stabilizacja pozycji liderów wynika, według Michelsa, również z właściwego masom poczucia wdzięczności dla tych, którzy działają, aby im pomagać i bronić ich interesów. A także dla tych, którzy cierpieli dla "sprawy". Stąd tak często liderzy eksponują wszelkie swoje cierpienia, represje, jakich doznali (nawet w odległej przeszłości), więzienie, emigrację itd. licząc na poczucie wdzięczności mas, które winno wyrazić się w ich ponownym wyborze na stanowisko czy urząd.
Nie należy sądzić, pisze Michels, że despotyczne zapędy liderów wynikają jedynie z pospolitej żądzy władzy. Wynikają one bowiem ze szczerego i głębokiego przekonania o własnej wartości, o wielkich zasługach dla "sprawy" (tych z przeszłości i tych, które nastąpią w przyszłości). Liderzy przekonani są o swojej przewadze nad szeregowymi członkami i uważają się za niezastąpionych. Dlatego dążenie do umocnienia swej władzy i uniezależnienia się od mas członkowskich jest dla nich czymś całkowicie naturalnym i usprawiedliwionym. W ten sposób tendencja do oligarchizacji, nieodłączna od jakiejkolwiek społecznej organizacji, wzmocniona zostaje poprzez czynniki psychologiczne i osobiste interesy liderów. Żelazne prawo oligarchii jest nie do przezwyciężenia, podobnie jak nie można znieść prawa przyciągania ziemskiego.
 
Niektórzy teoretycy demokracji, chcąc ratować postulat o "suwerenności ludu", stworzyli doktrynę demokracji przedstawicielskiej, w której wola ludu wyraża się poprzez wolę reprezentantów. Na płaszczyźnie partii mówi się, że to liderzy wyrażają i reprezentują wolę mas członkowskich. Michels teoriom tym przeciwstawia obecne już u Rousseau przekonanie, że suwerenności nie można delegować. Tzw. wola mas nie może w żaden sposób ulec transferowi do nielicznej grupy. Taki transfer oznacza tylko i wyłącznie abdykację i rezygnację z "suwerenności", czego efektem jest "panowanie reprezentantów nad reprezentowanymi".
 
Nie jest oczywiście tak, że władza partyjnej czy związkowej oligarchii jest zawsze pewna i nigdy nie zagrożona. W jej łonie toczy się permanentna walka o władzę. Ale dla liderów nie są groźni szeregowi członkowie, ale nowi liderzy, którzy niezadowolenie mas potrafią wykorzystać do zdobycia władzy. Jednak warunkiem zmiany liderów jest wystąpienie podziałów w ścisłym kierownictwie, co nie pozwala mu działać skutecznie w obliczu ataku nowych liderów. Niekiedy wydawać się może, że to masy walczą z liderami, ale jest to złudzenie, gdyż w rzeczywistości to nowi liderzy walczą ze starymi liderami. Ta walka odbywa się zawsze pod hasłami demokratycznymi, gdyż ideologia demokratyczna jest uniwersalnym językiem współczesnej polityki i tworzy, jak to określa Michels, "etyczne upiększenie" walki o władzę. Dlatego typowymi zarzutami stosowanymi w trakcie walki o władzę w partii są: autokratyczny styl kierowania partią (związkiem zawodowym), łamanie demokracji wewnątrzpartyjnej i demokratycznych procedur, oderwanie się od mas członkowskich, rozmijanie się z oczekiwaniami członków partii, zły przepływ informacji pomiędzy "górą" a "dołami" itp. Walka o władzę w łonie oligarchii (lub o wejście do oligarchii nowych ludzi) toczyć się może pod hasłami powrotu do demokracji lub też zaprowadzenia prawdziwej demokracji w partii. Niekiedy przeciw "autokratycznemu kierownictwu" kieruje się postulat decentralizacji. W rzeczywistości chodzi o to, że liderzy terenowi chcą mieć więcej władzy niż centrala i rządzić w swoich regionach tak samo "autokratycznie", jak ci z centrali. W przypadku związków zawodowych ważną rolę w procesie walki o władzę odgrywają strajki, które dla ambitnych jednostek są tym, czym była wojna dla kondotierów - dobrą okazją do wybicia się, zdobycia prestiżu i wpływów potrzebnych, by wejść do związkowej oligarchii. Dlatego starzy liderzy bardzo nie lubią "dzikich", niekontrolowanych przez nich samych strajków, gdyż obawiają się wyłonienia nowych liderów zdolnych zagrozić ich władzy.
 
Warto tu wspomnieć o jeszcze jednym zjawisku analizowanym przez Michelsa. Zauważa on, że wielu liderów ruchów społecznych to "zbiegowie" z klasy rządzącej (Michels sam jest przykładem takiego "zbiega"). To przynależność do klasy rządzącej umożliwiła im nabycie odpowiednich kwalifikacji i doświadczeń potrzebnych do sprawowania roli liderów. Tylko oni potrafią formułować prognozy i programy, dostarczyć masom ideologii i określić taktykę polityczną. Zjawisko to występuje w historii wielokrotnie: Spartakus był wyzwoleńcem, przywódca zbuntowanych chłopów niemieckich Tomasz Münzer kaznodzieją, inny przywódca tychże chłopów Florian Geyer rycerzem, Rewolucję Francuską zainicjowali niezadowoleni i żądni władzy arystokraci (Filip Orleański pochodził nawet z rodziny królewskiej). Przykłady tego typu można mnożyć, dość wspomnieć naszych "rewizjonistów", dzieci partyjnych dygnitarzy i byłych inteligentów partyjnych, którzy stworzyli Komitet Obrony Robotników, a potem nadali polityczny kształt buntowi społecznemu z sierpnia 1980 roku. Nie oznacza to, oczywiście, że ludzie z klasy rządzonej czy warstw niższych nie mogą dostać się na stanowiska liderów w partii, ruchu czy w państwie. Michels podaje przykład francuskiego polityka Arystydesa Brianda, który urodzony w rodzinie drobnego restauratora wstąpił do partii socjalistycznej, błyskawicznie zdobył popularność wśród robotników, broniąc idei strajku generalnego, i w przeciągu kilku lat doszedł do stanowiska premiera. Michels twierdzi, że u liderów wywodzących się z klas niższych, u eks-robotników czy eks-chłopów żądza władzy manifestuje się często z największą intensywnością (jak wiadomo, "żaden miecz nie siecze ostrzej niż wtedy, gdy chłop zostanie panem").
 
Michels analizuje również rywalizację oligarchii z różnych "branż". Np. syndykaliści walczyli z partiami i państwową biurokracją w imię demokratycznej partycypacji mas. W rzeczywistości pragnęli oczyścić pole z rywali i wzmocnić pozycję związkowej oligarchii. Najbardziej ambitni byli i są anarchiści, którzy walczą ze wszystkimi możliwymi oligarchiami w imię całkowicie spontanicznej samoorganizacji mas. W rzeczywistości pragną oni wyeliminować wszystkich możliwych rywali i stworzyć pole dla powstania najbardziej despotycznych rządów anarchistycznej oligarchii.
Nie ma, według Michelsa, żadnej możliwości przezwyciężenia żelaznego prawa oligarchii. Próbowano już wielu sposobów np. demokracji bezpośredniej, maksymalnego skracania kadencji, referendów itp. Wszystko na nic. Niekompetencja mas członkowskich (i obywateli w państwie), brak czasu, niechęć do ciągłego podejmowania decyzji, zmęczenie bezustanną mobilizacją, zniechęcenie i nuda czynią fikcję z demokracji bezpośredniej. Niektórzy sądzą, że ratunkiem przed oligarchizacją jest pozbawienie liderów przywilejów finansowych. To również okazuje się nieskuteczne. Co więcej, gdyby udało się pozbawić liderów ich materialnych przywilejów, wówczas może być jeszcze gorzej, gdyż do władzy dojdą "niekorumpowalni" ideologiczni fanatycy bardziej despotyczni niż ci, którzy są "rozmiękczeni" przez rozmaite przywileje.
Konkluzje, do jakich dochodzi Michels są jednoznaczne: żelazne prawo oligarchii obejmuje wszystkie społeczne ruchy i wszystkie ustroje społeczne. Pokazuje ono, że demokratyczny ideał samo-rządzenia jest niemożliwy do spełnienia. Niezależnie od zmian społecznych, od stosunków ekonomicznych organizacja pozostaje a wraz z nią samopowielające się rządy oligarchii. Żadna społeczna rewolucja nie przynosi jakiejkolwiek modyfikacji wewnętrznej struktury mas. Dlatego, twierdzi Michels, władza jest zawsze władzą zorganizowanej mniejszości, której celem jest narzucenie reszcie społeczeństwa "porządku prawnego" wynikającego zarówno z wewnętrznych konieczności sprawowania władzy jak i z chęci eksploatowania masy helotów. Na nic zdają się próby ograniczania władzy liderów przy pomocy przepisów i ustaw, bo na końcu ustępują przepisy i prawa a nie liderzy. Większość, pisze Michels, jest na stałe niezdolna do tego, by rządzić się sama. Większość ludzi, pozostając w warunkach wiecznej kurateli, predestynowana jest przez tragiczną konieczność do poddania się władzy mniejszości i musi zadowolić się rolą podnóżka oligarchii.
Michels pozostał w sercu demokratą także i wówczas, gdy przyłączył się do faszystów. Mussolini realizował bowiem tylko wszechobecną i nieprzezwyciężalną zasadę bonapartyzmu, czyli demokratycznego cezaryzmu, a więc systemu, w którym lider swoją władzę legitymizuje poprzez bezpośrednie odwoływanie się do woli mas, a w rzeczywistości, tak jak to dzieje się zawsze i wszędzie, kontroluje masy i panuje nad nimi.
 
Tezy zawarte przez Michelsa w jego książce, które, jak sam przyznawał, wyrwał ze swego przepełnionego rewolucyjnym ogniem serca, są dobrą odtrutką na wszelkiego rodzaju idealistyczne doktrynerstwo, egalitarny utopizm, socjalną demagogię. Pozwalają pozbyć się niepotrzebnych i szkodliwych iluzji i uznać, że istnieją nieprzezwyciężalne zasady życia społecznego, których nie usuną żadne zaklęcia i żadne reformy, żadne etyczne apele i żadne rewolucyjne zmiany. Jeśli cokolwiek może ulec zmianie, to tylko wówczas, gdy uwzględni się, wykorzysta i uszlachetni naturalne i nieprzezwyciężalne zasady rządzące wszelkimi zorganizowanymi formami życia społecznego. W zakończeniu swej książki pisze Michels - sceptyczny demokrata: Demokratyczne prądy historii przypominają napływające po sobie fale, które rozbijają się stale na tych samych skałach i ciągle powstają na nowo. Ten nieustanny spektakl jest zachęcający i deprymujący zarazem. Kiedy demokracje osiągają pewien stopień rozwoju, podlegają stopniowej transformacji przyjmując ducha arystokratycznego a w wielu przypadkach także arystokratyczne formy, przeciw którym na początku tak zaciekle walczyły. Powstają nowi oskarżyciele, aby zdemaskować zdrajców. Po epoce chwalebnej walki i władzy bez chwały zlewają się w końcu ze starą klasą rządzącą. Po czym z kolei to oni atakowani są przez nowych oponentów w imię demokracji. Najprawdopodobniej ta okrutna gra toczyć się będzie bez końca.
 
Nie ma innej możliwości: każdy, choćby buntowało się przeciw temu jego demokratyczne "ja", musi uznać obowiązywanie żelaznego prawa oligarchii. Tylko wówczas przestanie tracić czas i energię, próbując zrealizować bezpłodne "ideały", ideały, które przecież nie są w końcu niczym innym jak tylko maską skrywającą walkę o utrzymanie się lub wejście do rządzącej oligarchii. Kwestią nie jest bowiem samo istnienie oligarchii, ale jej jakość moralna i polityczna, zasady, jakimi się kieruje, wartości, jakie wyznaje, i cele polityczne , które sobie stawia i realizuje. Hasłem nie powinno być więc "Precz z oligarchią!", ale "Niech żyje porządna oligarchia!".
Tomasz Gabiś
Wyświetlony 7571 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.