wtorek, 21 grudzień 2010 11:14

Konferencja prasowa Włodzimierza Bukowskiego - Unia socjalistycznych republik...

Napisane przez

Konferencja prasowa Włodzimierza Bukowskiego w Krajowym Biurze Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, Wrocław, 30 kwietnia 2002 r.

Czemu można zawdzięczać tę wizytę w Polsce, we Wrocławiu?

Zaproszono mnie na konferencję w Sejmie, dotyczącą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, którą organizował Antoni Macierewicz i jego koledzy partyjni. Byłem wtedy w Pradze, a ponieważ Polska zawsze była mojemu sercu bliska, w ostatniej chwili zdecydowałem się przyjechać. I tu pojawił się prof. Przystawa i zaprosił mnie do Wrocławia. Postanowiłem przyjechać, jeśli to może pomóc.
Od dawna znam działalność prof. Przystawy w Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Zgadzam się z celami tego ruchu i mocno je popieram. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, w kraju, w którym taki system wyborczy obowiązuje. Sporo jeżdżę po świecie i obserwuję funkcjonowanie różnych systemów. Widzę, jak kraje, które wybierają swoją reprezentację w systemie proporcjonalnym, tracą na tym - przegrywają.
Często bywam we Włoszech, gdzie od dawna przyjaźnię się z Silvio Berlusconim, jeszcze od czasów, kiedy wcale nie zamierzał zajmować się polityką, a pracował w budownictwie. Włosi już od lat na temat ordynacji wyborczej dyskutowali, ponieważ proporcjonalny system uczynił Włochy krajem niesterowalnym, nierządnym przez prawie 50 lat. W ciągu 57 lat od II wojny światowej we Włoszech rządy zmieniały się co najmniej 60 razy. Ten sposób funkcjonowania czyni kraj słabym, nierządnym, ludzie rozczarowują się do demokracji, ponieważ demokracja nie działa w takim systemie wyborczym. We Włoszech kończyło się tak, że kraj żył swoim życiem, a rząd swoim.
Często też jeżdżę do Izraela, gdzie spotykam się z kolegami, z którymi siedziałem w łagrach, więzieniach. Rozmawiam z wieloma politykami izraelskimi, którzy rozumieją i tłumaczą, że system proporcjonalny absolutnie nie pasuje do Izraela, nie nadaje się do sytuacji ich kraju. Dla Izraela kwestia systemu wyborczego jest dużo ważniejsza niż dla Włoch, gdyż życie i funkcjonowanie kraju znajdującego się w stanie lub na krawędzi wojny, w systemie proporcjonalnym, w systemie rządów koalicyjnych jest po prostu szaleństwem.
Kiedy w roku 1991 zmieniały się rządy w Rosji i upadał Związek Sowiecki, toczyły się dysputy na temat wyboru systemu wyborczego. Wtedy często występowałem w telewizji i w radiu i mówiłem, że system proporcjonalny nie nadaje się do zastosowania w Rosji. System proporcjonalny sprawdza się w krajach, które nie potrzebują rządu, w których system jest na tyle stabilny i rozwinięty, że kraj sam się steruje. Jeśli, na przykład, zapytacie przeciętnego Holendra, kto jest teraz premierem, nie będzie wiedział - to nie ma znaczenia. Ale dla kraju znajdującego się w kryzysie, którego rząd powinien podejmować ważne życiowe decyzje, system proporcjonalny kompletnie się nie nadaje. To tak, jakby ktoś skakał do wody ze związanymi rękami i nogami.
Znając prof. Przystawę i jego działalność, spotykając się z nim w wielu miejscach na świecie, uznałem, że ruch na rzecz zmiany systemu wyborczego jest na tyle ważny, aby przyjechać i wspomóc tę działalność. Oto przyczyna mojego przyjazdu do Wrocławia.
Na czym polega, Pana zdaniem, podobieństwo Związku Sowieckiego do Unii Europejskiej?
Trudniej wskazać różnice. Czym był Związek Sowiecki? Był związkiem socjalistycznych republik. Kilka lat temu, kiedy powstawała, Unia Europejska była niczym innym tylko związkiem socjalistycznych republik. Teraz, po wyborach w Austrii czy we Włoszech trochę się to zmieniło, ale jeszcze kilka lat temu powstawał związek socjalistycznych republik.
W jaki sposób rządził się Związek Sowiecki? Rządziła nim grupa 15 ludzi, których nikt nie wybierał, którzy przed nikim nie odpowiadali i których nikt nie mógł usunąć. A jak rządzi się Unia Europejska? Przez grupę 25 ludzi, których nikt nie wybiera, którzy przed nikim nie odpowiadają i których nie można odwołać.
W Związku Sowieckim istniała zasada ograniczonej suwerenności, dotycząca republik wchodzących w skład Związku, nazywana doktryną Breżniewa. Np.: Czechosłowacja, w 1968 roku zdecydowała, że zmodyfikuje swoją formę socjalizmu. Wobec tego Breżniew i inni interweniowali i wprowadzili własną modyfikację. Ta sam zasada działa w Unii Europejskiej. Jeśli Austria wybrała polityka nie akceptowanego przez Unię Europejską, ogłoszono bojkot Austrii. Kiedy we Włoszech wybrano premierem Berlusconiego, przywódcy Unii Europejskiej długo dyskutowali, zanim doszli do wniosku, że jednak nie ogłoszą bojkotu Włoch. Z prostego powodu: Włochy są za dużym krajem, aby je bojkotować.
W konstytucji ZSRS każda republika teoretycznie miała prawo odłączyć się ze Związku. To oczywiście była propaganda, żart. Nie istniała przecież żadna procedura umożliwiająca odłączenie. A najmniejszą próbę podjęcia dyskusji na ten temat uznawano za zdradę, za usiłowanie rozbicia ZSRS. W konstytucji Unii Europejskiej nie ma nawet punktu, pozwalającego na odłączenie się od Unii. Nie tylko nie ma procedury, ale nie ma też podstawy prawnej. Wstąpienie do UE uznaje się za nieodwołalne.
Jaka zasadnicza idea kierowała powstaniem ZSRS? Była to próba połączenia różnych narodowości w jeden, nowy, historyczny twór - naród sowiecki. Na czym polega cel UE? Sprowadza się do tego, aby zniknęły narodowości, a powstała nowa jakość - społeczeństwo europejskie.
Cała struktura rządów UE dokładnie, precyzyjnie odzwierciedla strukturę rządów Związku Sowieckiego - to gigantyczna, biurokratyczna machina, której nikt nie jest w stanie kontrolować. W ZSRS istniało planowanie państwowe - Gospłan. Komisja Gospłanu planowała na pięć lat wcześniej wyprodukowanie każdej śrubki, każdego detalu. Plan narodowy uwzględniał każdy szczegół. Biurokracja europejska właściwie robi to samo, formułuje standardy, detale wszelkiej ludzkiej działalności: wielkości pomidorów, ogórków, wysokości słupów, szerokości dróg itd. Np.: w Anglii powiedziano, że naszych kiełbasek nie wolno nazywać kiełbaskami. Nie wolno i już. Musimy zmienić nazwę. Przecież to absurd.
Tych przykładów mógłbym mnożyć w nieskończoność. Może jeszcze jeden. W każdym kraju istnieje i rozwija się korupcja. W "normalnym" kraju korupcja penetruje struktury władzy od dołu do góry, w krajach socjalistycznych odwrotnie, od góry na dół. Korupcja Unii Europejskiej jest typową, modelową, socjalistyczną korupcją.
W wyniku analizy, którą przeprowadziłem, te podobieństwa nie są przypadkowe. Jeszcze w latach 80. została zgłoszona przez Gorbaczowa idea "wspólnego domu europejskiego" i socjaldemokraci przygotowywali swoje struktury do tego, aby tworzyć ten wspólny europejski dom, zgodnie z ideą Gorbaczowa. Był to wspólny projekt socjaldemokracji europejskiej i Moskwy. Stało się tak, że część wschodnia - sowiecka rozpadła się i zniknęła, natomiast zachodnia - europejska dalej się rozwija i żyje swoim życiem. Wszystko, co mówię, opieram na dokumentach, które oglądałem w archiwach Komitetu Centralnego (CK) i Biura Politycznego (Politbiura).
Po wszystkich Pana doświadczeniach, żyjąc dzisiaj w Anglii, czy nie dostrzega Pan wieloaspektowej różnicy między Wielką Brytanią rządzoną przez Tony Blaira a Republiką Gruzji z Szewardnadze, byłym członkiem Politbiura, jako prezydentem?
Rzecz w tym, że owe podobieństwa rozwijają się w sposób przerażający. Teraz w Anglii żyjemy w systemie jednopartyjnym. Labour Party uzyskała ponad 400 mandatów w Izbie Gmin, a konserwatyści praktycznie się rozpadli i nie odgrywają żadnej roli. Jeżeli toczy się jakaś publiczna debata, to jest to debata pomiędzy lewicą a skrajną lewicą.
Blair i jego drużyna, korzystając ze swojej monopolistycznej pozycji, usiłują rozszerzyć zakres kontroli społeczeństwa brytyjskiego. Przeprowadzają reformy, których nie mają prawa przeprowadzać bez referendum. Praktycznie zlikwidowali już drugą izbę parlamentu. Izba Lordów formalnie jeszcze istnieje, ale już zupełnie nie liczy się w parlamentarnej strukturze Wielkiej Brytanii. Laburzyści głoszą, że zdecydowanie skończą z monarchią. W sposób aktywny wprowadzają ideologię poprawności politycznej. Z całym przekonaniem twierdzę, że właśnie to będzie dominującą ideologią Unii Europejskiej. Dzisiaj w Anglii jesteśmy dużo mniej wolnym społeczeństwem niż 25 lat temu.
Gdyby był Pan obywatelem Polski, na którą z obecnych partii zagłosowałby Pan i dlaczego?
Gdybym był tak głupi, żeby głosować? Nie. Raczej wsparłbym ruch prof. Przystawy na rzecz zmiany systemu wyborczego.
Do Warszawy przyjechał Pan na zaproszenie Ligi Polskich Rodzin. Czy to oznacza akceptację dla ich programu?
Pojęcia nie mam, jaki mają program, nie wiem, co robią i jak funkcjonują. Znam Antoniego Macierewicza. Wiem, że chciał przeprowadzić lustrację, oczyścić scenę polityczną w Polsce. Wspierałem w tym jego działania i kiedy usunięto go ze stanowiska, było mi bardzo przykro. Natomiast o tym, że ma jakąś partię, i jest jej szefem, nic nie wiedziałem.
Nie wierzę w partie polityczne w Europie Wschodniej, w Rosji, w Polsce. W tych krajach nie istnieją podstawowe warunki dla funkcjonowania partii politycznych. Przyjeżdżał do mnie znany rosyjski polityk Boris Niemcow, obecnie szef partii Związku Sił Prawicowych. Tłumaczyłem mu, że w Rosji nie ma partii, tylko mafijne struktury działające gdzieś w Moskwie czy Petersburgu, a o tym, co się dzieje na Czukotce czy na dalekich obszarach Rosji, nikt nie ma pojęcia. Nie ma ogólnonarodowych partyjnych struktur w Rosji. Są tylko rozpadające się ogólnonarodowe struktury: armia i KGB. Partie nie powstają w czasie pokoju. Partie mogły powstać w roku 1990/91, kiedy panował ogromny kryzys i każdy rozumny i uczciwy człowiek zdawał sobie sprawę, że powinien zająć określoną pozycję wobec tego, co się dzieje. W takiej sytuacji odpowiedzialni i rozważni przywódcy odkładają swoje zajęcia i idą na barykady. A dzisiaj kogo można przyciągnąć do partii? - nierobów. Mój stosunek do partii jest taki, jak do inteligenckich gier politycznych.
Czy demokracja może działać bez partii?
Teoretycznie tak. Ludzie łączą się, aby wspólnie rozwiązywać problemy. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, aby ludzie organizowali się zupełnie niezależnie w dowolnym okręgu. Spotykając się w Sejmie, grupowaliby się w odniesieniu do konkretnych problemów. W demokracji tak na ogół nie bywa. Ale może tak być.
Jeśli nie Unia Europejska, to co?
Samo postawienie problemu jest niewłaściwe. W Związku Sowieckim, kiedy byłem małym chłopcem, kazano mi wstąpić do Komsomołu. Powiedziałem: nie! Wtedy pytano mnie: dlaczego nie chcesz wstąpić, przecież nie masz żadnej alternatywy. I tak przez całe moje życie w ZSRS nigdy nie było żadnej alternatywy. A jednak zawsze jakąś znajdowałem.
Sztuka polityki sprowadza się do tego, aby stworzyć alternatywę. Polityk, który twierdzi, że nie ma alternatywy, nie jest politykiem, to żulik. Człowiek zawsze, dopóki żyje, ma alternatywę. Nawet w więzieniu istnieje alternatywa: możesz żyć w zgodzie i symbiozie z władzami więzienia i wówczas życie będzie lżejsze, ale możesz się im sprzeciwiać i wtedy pójdziesz do karceru.
Czy jeżeli Polska nie wejdzie do Unii Europejskiej, to czy może Pan powiedzieć, z całym swoim doświadczeniem politycznym, że nie staniemy się krajem III Świata? Czy kraje, które nie wejdą do Unii Europejskiej, nie zostaną zepchnięte na kompletny margines rozwoju gospodarczego?
Powtarzam: cała sztuka polityki sprowadza się do poszukiwania i przedstawiania alternatywy. Jeśli przedstawiają wam do wyboru dwie możliwości nie do przyjęcia, wtedy szukacie trzeciego rozwiązania. Dlaczego np. nie spróbować rozwinąć pomysłu ruchu wyszehradzkiego albo nie utworzyć wspólnego rynku regionalnego w połączeniu z krajami, które odmówiły wstąpienia do UE, jak Norwegia czy Szwajcaria? Postawić na rozwój kontaktów ze
Stanami Zjednoczonymi i resztą świata. Czy wydaje się wam, że reszta świata jest mniejsza i ma mniejsze znaczenie niż Unia Europejska? A dlaczego w ogóle nie rozważyć sytuacji samodzielnego bytu politycznego?
Polska już kiedyś była w takiej sytuacji i wiadomo, czym to się skończyło...
Przecież to była wojna. W czasie wojny, rzecz jasna, samemu być nie można, trzeba się łączyć. To jest zupełnie co innego.
Pytacie, czy jeżeli Polska nie wstąpi do Unii Europejskiej, to nie zostanie krajem III Świata? Zapewniam was, że jeżeli Polska wstąpi do Unii Europejskiej, to stanie się krajem III Świata. W ciągu najbliższych 5 lat Unia Europejska znajdzie się w głębokim kryzysie. W całej Europie rozwiną się etniczne konflikty. Brukselscy idioci wypuszczają przysłowiowego dżina z butelki. Nie pamiętają swojej historii - Europa nigdy nie była pokojowym kontynentem, zawsze znajdowała się w stanie wojny. Jedynie przez ostatnie 50 lat z powodu istnienia śmiertelnego wroga w Europie panował pokój. Kiedy tylko ta sytuacja się zmieniła, otworzyły się wszystkie stare rany. Korsyka chce niezależności od Francji, Szkocja - od Wielkiej Brytanii, Belgia gotowa jest podzielić się na dwie części, północ Włoch myśli o tym, jak odciąć się od południa. Dlatego, że te małe europejskie regiony zadają sobie pytanie: dlaczego mamy się podporządkowywać europejskiej nadrzędnej strukturze za pośrednictwem narodowych władz, po co nam ten pośrednik, dlaczego nie możemy bezpośrednio kontaktować się z Brukselą? Dlaczego Korsyka musi najpierw słuchać Paryża, a potem Brukseli? I wszystkie stare rany zaczynają się otwierać, a równocześnie pojawiają się nowe.
Teraz Europa ma problem z ogromną migracją - całkowicie sztucznym tworem, wymyślonym przez socjalistów. W Anglii żyje pięć milionów muzułmanów, we Francji prawie 10 milionów, w Niemczech samych Turków są trzy miliony, nie mówiąc o innych narodowościach. Po 11 września ubiegłego roku, gazeta "Sunday Times" przeprowadziła badanie opinii wśród muzułmanów brytyjskich. 40 proc. przebadanych poparło Bin Ladena.
Wstępując do Unii Europejskiej, zobowiążecie się do przyjęcia odpowiedniej ilości uciekinierów z krajów III Świata. Nikt nie zapyta was o zdanie w tej sprawie. Będziecie mieli ten problem tutaj. Czy to nie jest III Świat?
 
Nagranie: Rafał Siekierka, Katolickie Radio Rodzina
Przygotowała do druku Agnieszka Przystawa
 
Włodzimierz Bukowski urodził się w Moskwie w 1942 roku. Jako student I roku na Wydziale Biologii Uniwersytetu Moskiewskiego, w roku 1960, włączył się w działalność opozycji demokratycznej w ZSRS. Początkowo ta działalność sprowadzała się do publicznego czytania wierszy przed Pomnikiem Majakowskiego, następnie zaangażowanie w samizdat, w obronę pisarzy Siniawskiego i Daniela. Spędził 12 lat w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych. Po podpisaniu układu Pinochet-Breżniew został wydalony ze Związku Sowieckiego i wymieniony na sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile, Luisa Corvalana. Ukończył studia biologiczne w Cambridge, w Wielkiej Brytanii i uzyskał stopień doktora w dziedzinie neurofizjologii w Stanford University w USA. W roku 1992, zaproszony przez Borysa Jelcyna, uzyskał dostęp do archiwów Politbiura i Komitetu Centralnego KPZS. Nielegalnie skopiował i ujawnił (zamieścił w Internecie) ok. 7000 stron tajnych dokumentów Kremla. Wyniki swoich dochodzeń przedstawił w książce "Moskiewski proces". Jest autorem 7 innych książek, m.in. szeroko znanych w Polsce: "I powraca wiatr", "Pacyfiści kontra pokój", "Listy rosyjskiego podróżnika".
Wyświetlony 16396 razy

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.