Wydrukuj tę stronę
wtorek, 21 grudzień 2010 12:08

Kobieta ze stali

Napisane przez

Elegancka, zadbana 64-letnia pani. Twarda, zdecydowana, opanowana, o niskim głosie. Mówi, wydaje się, bez cienia emocji. Siedząca na fotelu obok jakaś niewiasta nachyla się, pragnąc podzielić się swoimi spostrzeżeniami: - ale "żyleta". Gwarowy zwrot nie pasujący do sąsiadki, podkreśla podziw i szacunek dla mówiącej. Lecz w pewnym momencie ta "żyleta" przerywa, przykłada chusteczkę do oczu. Emocje przebiły pancerz. Po chwili usprawiedliwia się: jestem twarda, ale wśród przyjaciół odkłada się zbroję...

 
Maria Wittner, Węgierka, uczestniczka węgierskiego powstania narodowego 1956 r. Walczyła z bronią w ręku. Aresztowana w 1957 r., otrzymała wyrok śmierci jako numer 52A559. Prawie 200 dni spędziła w celi śmierci. Z uwagi na młody wiek, zamieniono jej ten wyrok na dożywocie. Wyszła na wolność w 1970 r. ówczesny reżim Kadara utrzymywał, że od 1963 r. nie ma już na Węgrzech żadnych więźniów politycznych.
Narzucona sobie twardość jest jej potrzebna, by po tylu i takich przeżyciach nie rozpaść się psychicznie. Tym bardziej, że dla Węgrów z jej pokolenia, także starszych i nieco młodszych, powstanie 1956 roku nieustannie jest żywe. To dla nich nadal traumatyczne doświadczenie. Maria Wittner ciągle walczy o pamięć dla ofiar i o moralne osądzenie żyjących jeszcze katów. O tym mówiła podczas spotkania w Węgierskim Instytucie Kultury w Warszawie w 45. rocznicę Węgierskiego Października 1956.
Następnego dnia w kościele Św. Krzyża w Warszawie uroczysta Msza święta z tej okazji oraz 20. rocznicy stanu wojennego w Polsce - w intencji ofiar i otwarcie w dolnym kościele wystawy upamiętniającej tamte wydarzenia. Na jednym ze zdjęć z ówczesnego Budapesztu młoda dziewczyna z karabinem w ręku. Pewnie tak wtedy wyglądała Maria Wittner.
Urodziła się 9 czerwca 1937 r. w Budapeszcie. Po 8-letniej szkole podstawowej chciała dostać się do gimnazjum humanistycznego (odpowiednik naszego ówczesnego liceum). Interesowały ją sztuki piękne. Dostała skierowanie do gimnazjum realnego (liceum matematyczno-przyrodniczego). Po dwóch latach zniechęcona przerwała naukę. Pracowała jako maszynistka w urzędzie powiatowym, w dziale ściągającym od rolników dostawy przymusowe. Nie mogąc się z tym pogodzić, zrezygnowała. Chciała się zatrudnić w Budapeszcie. Do tego potrzebne było zameldowanie w stolicy. Odmawiano jej tego, mimo że tam się urodziła i tam mieszkali jej rodzice. Więc pozostając w Budapeszcie, imała się dorywczych prac: przygodne sprzątanie, pranie. Aż przyszedł październik 1956 r.
Walczyła w Zaułku Corvina i na ulicy Vajdahunyad. Jeszcze w szkole miała bardzo dobre oceny (przysposobienie wojskowe) ze strzelania oraz znajomości karabinu i broni maszynowej. Po latach fachowo ocenia, że Zaułek Corvina była to doskonała, strategiczna pozycja, ryglująca dwie ważne arterie i dojścia na most Petöfiego. Dlaczego ona, młoda 19-letnia dziewczyna, poszła z bronią w ręku do powstania? Odpowiada, że to przecież oczywiste. Pytana, czy gdy powstanie chyliło się ku upadkowi, nie chcieli schronić się w swoich domach (wszyscy byli z Budapesztu, mieli tu mieszkania, rodziców), odpowiada równie prosto, że byli przecież u siebie w domu, a "tamci" wtargnęli do ich domu.
Opowiada o rzeczach do tej pory szerzej nieznanych. Dosadnie, bez ogródek. Że awosze (węgierska bezpieka) i Sowieci posługiwali się pociskami dum-dum. O represjach po powstaniu. Że wtedy ruszyła socjalistyczna fabryka śmierci produkująca masowo trupy: powstańców sądowymi wyrokami karanych śmiercią, w istocie - mordowanych. 350 osób straconych (powieszonych i rozstrzelanych), 20 tysięcy w więzieniach. Węgry liczyły wtedy 9 milionów mieszkańców. I o tym, że dzieci mordowanych odbierano matkom, ojcom, członkom rodziny i umieszczano je w domach dziecka. Szkoła janczarów.
W końcu 2000 r. ukazała się polska edycja książki 1956 Budapeszt. Węgrzy, Polacy - twarze i losy, której autorem jest Örs Csete. Wśród wielu innych, zwykłych uczestników powstania, znajduje się też zdjęcie Marii Wittner i jej wypowiedź kończąca się słowami: Minęły najlepsze lata, minęła młodość. Nie ma zadośćuczynienia.
Teraz emerytka Maria Wittner walczy o zadośćuczynienie. Bez broni, ale równie twardo jak 45 lat temu. Jakby była kobietą ze stali. Nic dziwnego. Po takich przeżyciach albo człowiek staje się wrakiem, albo się hartuje. Nie żąda wyroków skazujących, ale nie może pogodzić się z tym, że oprawcy żyją w komforcie, często piastują wysokie stanowiska, gdy wielu dawnych powstańców musi borykać się z bytowymi kłopotami. Żąda bezwzględnego moralnego osądu dla oprawców i czci dla ofiar. Nie używa zręcznych omówień. Nazywa rzeczy po imieniu. Mówi wprost. Wraca wiara w prawdę, w świat i ludzi.
*
Maria Wittner 25 lutego 2001 r. w parlamencie węgierskim wygłosiła przemówienie:
Ze wzruszeniem stoję w murach Węgierskiego Parlamentu; tu, gdzie tylu wybitnych, zasłużonych dla historii osobistości stwarzało prawa dla dobra węgierskiego narodu (...) jakkolwiek stanowione były tu także prawa w imię fałszywej idei pragnącej zniszczyć naród, co na lepszy los zasługiwał.
Dziś, w dniu pamięci ofiar komunizmu przywołuję owe ofiary - ludzi żywych i martwych - abyśmy wspólnie dokonali oskarżenia naszych katów schowanych pod kontuszem socjalizmu.
Oskarżamy ich, bo leninowską drogę kośćmi naszych rodaków brukowali. Najdroższa to, najbardziej męczeńska droga, zaś kroczenie nią odbywało się kosztem życia milionów istnień.
Oskarżamy ich, bo słali na szubienicę wybitnych synów naszej ojczyzny, hańbiąc ich nawet jeszcze po śmierci.
Oskarżamy ich w imieniu współbraci skazywanych na nieludzkie warunki życia w gułagach i tam unicestwianych.
Oskarżamy ich w imieniu współobywateli wyrzucanych precz ze swoich domów i deportowanych, podczas gdy do domów tych wprowadzali się rabusie, przywłaszczający sobie dorobek całych pokoleń.
Oskarżamy ich w imieniu poniżanych i katowanych w obozie śmierci w Recsek.
Oskarżamy ich w imieniu prześladowanych w obozach pracy przymusowej.
Oskarżamy ich w imieniu ofiar pogrzebanych na parceli numer 298, w imieniu wtrąconych do więzień, tam maltretowanych i pomordowanych przez węgierski organ przemocy AVH.
Oskarżamy ich w imieniu nienarodzonych 6 milionów niemowląt węgierskich.
Oskarżamy ich w imieniu najdroższego skarbu - ówczesnych dzieci, którym zabierali ojca, matkę, rodzinne ciepło.
Oskarżamy ich w imieniu największej wartości - zwykłego człowieka, którego jednym pociągnięciem pióra słali na szubienicę, bądź skazywali na całe lata więzień.
Oskarżamy ich w imieniu poniżanych i męczonych rodaków.
Oskarżamy ich w imieniu zabitych i okaleczonych ofiar bezbronnych demonstracji ulicznych.
Oskarżamy ich, bo zabierali ludziom wiarę, godność i nadzieję, nadzieję życia bardziej ludzkiego, czystszego.
Oskarżamy ich za kardynała Mindszenty’ego. Za księży wiernych Bogu, wtrącanych do więzień za wiarę, za wpajanie w naród moralności, miłości oraz miłości ojczyzny.
Oskarżamy ich, bo kraj ograbiali, aby - swoich własnych zasad się zaparłszy, stać się czerwonymi kapitalistami, zagarniającymi dorobek pracowitego Ludu Węgierskiego.
Oskarżamy ich w imieniu węgierskich chłopów, którym ziemię zabierali, odbierali rację bytu, by uzależnić ich od siebie.
Oskarżamy ich w imieniu emerytów, którym rabowali owoce długiego, pracowitego żywota, niepewną czyniąc im starość.
Oskarżamy ich za fałszowanie naszej historii.
Oskarżają ich żywi i oskarżają pomordowani. Oskarżamy ich za to, że oszukiwali nas w naszej wierze i okradali.
Dlatego w imieniu ofiar stwierdzam, że przenigdy nie będą oni zdolni działać jako węgierscy politycy w interesie rozwoju Narodu.
Zapytuję zatem: na podstawie jakiej moralności zasiadają oni w węgierskim Parlamencie i dzisiaj jeszcze biorą udział w ustanawianiu praw niszczonemu, rabowanemu i poniżanemu przez nich narodowi?
Dlatego w myśl nauk tysiącletniej Świętej Korony i w imieniu węgierskiego narodu ogłaszam ich moralnymi trupami.
Marek Arpad Kowalski
 
Wyświetlony 5310 razy
Marek Arpad Kowalski

Najnowsze od Marek Arpad Kowalski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.