wtorek, 21 grudzień 2010 13:02

Tęsknota za PRL-em

Napisał

Powiada się, że pierwszego jamnika wyhodował ktoś, kto trzymał swego owczarka pod kanapą. Wielu naszych rodaków, chowanych od urodzenia pod taką kanapą, polubiło swoje szare życie i przywiązało się doń. W nowym, kolorowym, szybko zmieniającym się świecie nie radzą sobie i tęsknią za dawnymi panami. Słowo "wolność" jest dla nich puste, są przyzwyczajeni do życia z pochylonym karkiem, nie chcą odpowiadać za siebie i za kraj. Nadal oczekują, że "oni" dadzą im wszystko: pracę, lekarza, pieniądze, wakacje. W pewnym sensie są nawet pozbawieni instynktu samozachowawczego. Wolą brać marne grosze zasiłku i biernie czekać na nie wiadomo co. Nie wykażą żadnej inicjatywy, co najwyżej przyłączą się do jakiegoś protestu w obronie "swych praw", na które robi ponoć zakusy władza. Nie rozumieją dzisiejszych czasów i chcieliby tylko tkwić w swoim kąciku. Tęsknią za światem, który odszedł. Z ulgą przyjęli powrót do władzy dawnych towarzyszy, choć dziwią się, że PRL nie wraca tak szybko, jak powinien...

 
Powtarzające się akty brutalnej przemocy, zamachy bombowe i krwawe zbrodnie, poczucie bezradności i zagrożenia na ulicach - to nasza codzienność początku XXI wieku. Jeśli dodać spore bezrobocie, bezdomność i biedę wielu naszych rodaków, trudno się dziwić, że sporo osób z sentymentem wspomina czasy PRL, swoją agresję kierując przeciwko tym, którzy uchodzą za sprawców upadku komunizmu. Przecież było tak ładnie, tak porządnie, spokojnie i bezpiecznie! Lecznictwo, szkoły i wczasy były bezpłatne, tanie mieszkania. Milicja wyłapywała chuliganów i bandytów. Z radością maszerowało się w pochodach. A że nie wszystko wolno było powiedzieć, że opozycjoniści siedzieli w więzieniach, a wybory były fikcją? Któż by się tym przejmował! Były, owszem, trudności z zakupami, ale bez przesady - kto chciał, kupił wszystko.
Taki obraz z PRL-u, filtrowany przez różowe okulary wspomnień, lansują szczególnie osoby z pokolenia średniego, nie znające wolnej Polski, urodzone w ciężkich czasach stalinizmu. Ludzie, którym rządy Gomułki, a zwłaszcza Gierka umożliwiły pewną stabilizację i stworzyły możliwość robienia karier. Ich młodością rządzili sekretarze PZPR. Partii się co prawda nie lubiło, ale to partia mogła dać przydział na samochód, przyspieszyć otrzymanie mieszkania, załatwić telefon czy lepszą pracę albo dać paszport. Było się młodym - dziś, gdy ktoś psy wiesza na komunizmie, to jakby chciał im odebrać romantyczne wspomnienia, zniszczyć pamięć o uczciwej pracy, o miłości i wzruszeniach, o piosenkach w Opolu i Kołobrzegu czy o wakacjach z Funduszu Wczasów Pracowniczych.
Zwolennicy uroków PRL opowiadają często o postępie, jaki zrobiła Polska w stosunku do czasów przedwojennych. Jeśli jednak dokonywać porównań, to róbmy je właściwie. Przed wojną pozycja Polski była nieco wyższa od Hiszpanii i trochę niższa niż Austrii. Porównajmy dziś sytuację w obu tych nie najbogatszych przecież i obecnie krajach - w dowolnej dziedzinie - i odpowiedzmy sobie, w których to momentach PRL wykazał swą wyższość. Przecież w tej chwili musimy nawet wobec tych krajów nadrabiać dziesięciolecia zapóźnienia! Oba przeżyły wojnę, oba zostały zrujnowane, tyle że oba nie zaznały dobrodziejstw komunizmu, bardziej szkodliwych niż wszelkie inne katastrofy.
Leszek Miller uwielbia doszukiwać się przyczyn wszelkich trudności gospodarczych i społecznych kraju w nieudolności rządu poprzedniego, "prawicowego". Nie zamierzam tu bronić rządu Buzka, trzeba jednak przypomnieć, że kształt ostatniego trzynastolecia (w tym również olbrzymie bezrobocie!) to bezpośredni skutek pięćdziesięcioletniej dyktatury towarzyszy Leszka Millera i jego samego.
Fikcja! Podstawą życia w PRL-u, jak w każdym państwie komunistycznym, była fikcja. Powszechnie dostępne darmowe studia - do dziś przytaczane jako przykład osiągnięć Polski Ludowej, dały jeden z najniższych w Europie wskaźnik ludzi wykształconych. Budowa przemysłu? - a co z tego mieliśmy poza wysokimi wskaźnikami produkcji surówki i rekordowego skażenia środowiska naturalnego! Brak bezrobocia? - tak, ale dla państwowego przedsiębiorcy nie opłacało się pracować uczciwie, bo uczciwie nie płacił, a prywatnych to samo państwo niszczyło nacjonalizacją, podatkami, domiarami itp. Kradzież "państwowego" nie była uznawana za naganną i po cichu była nawet akceptowana przez Kościół. Nie ludzie tak chcieli: byli do tego zmuszeni sytuacją. Zapomina się o tym, gdy mówi się dziś o narastaniu przestępczości. Dziś kradną jedynie złodzieje, wtedy państwo zrobiło złodziei z nas wszystkich (Zanim oburzysz się, Czytelniku, przypomnij sobie ile razy sam wyniosłeś deskę czy gwoździe z zakładu, a długopisy lub papier toaletowy z biura, ile razy "okazyjnie" kupowałeś węgiel lub benzynę).
Młodzi ludzie nie pamiętają dziś kartek żywnościowych, kartek na buty i wódkę, talonów na samochód, codziennych (conocnych) kolejek przed sklepami i pustych półek. Starsi zaś, pogrążeni w nostalgii za młodością, wolą tego wszystkiego nie pamiętać.
Wiele rzeczy w naszym kraju także mi nie odpowiada, w żaden sposób jednak nie przemawia to na rzecz owej udającej Polskę PRL.
Totalitarne państwo w zamian za brak wolności zapewniać miało pewne korzyści. Nie było ani jednego, ani drugiego. Kursowało powiedzenie, że jak partia mówi że nie da, to nie da, a jak mówi, że da, to mówi. Dziś ci sami, którzy przed laty niszczyli etos pracy, rozkładali i rozkradali polską gospodarkę, przedzierzgnęli się w biznesmenów i śmieją się ze swych niedawnych poddanych. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy biznesmen to przefarbowany komunista, tym jednak było najłatwiej startować - byli pozbawieni zahamowań, mieli najlepsze informacje i społeczny majątek do rozgrabienia.
Młodym wydaje się, że żyją w normalnym państwie. To błąd - po dziesięcioleciach komunizmu nasz kraj (nie tylko gospodarka!) wymaga długotrwałej cierpliwej kuracji. Wszyscyśmy w jakiś sposób zostali skażeni, w pewien sposób zdemoralizowani. Komunizm zostawił po sobie sterty śmiecia, a po przełomie 1989 r. nie było u nas rzetelnej dyskusji na temat stanu kraju, nie było bilansu otwarcia, nie było żadnego rozliczenia z przeszłością. To przecież są niezbędne warunki powrotu do normalności. Gdy dziś najodważniejsi ludzie nadal mówią o dekomunizacji (bo słowo to jest już ośmieszone!), to polegać miałaby ona nie tylko na pozbawieniu wpływu na sprawy publiczne dawnych władców PRL - tak licznych w szeregach SLD, parlamencie i rządzie, a obecnych i w innych partiach - ale także na próbie zmiany sposobu myślenia o ojczyźnie i narodzie. Lub w ogóle wprowadzeniu tych pojęć w orbitę świadomości Polaków. Wśród rozmaitych geszeftów i politycznych rozgrywek gdzieś zgubił się bowiem nasz patriotyzm, rozmyło poczucie wspólnoty. Zagrożeniem dla nas jest nie "droga do Europy", ale wyniesiony z komunistycznych dziesięcioleci brak odpowiedzialności za siebie, za innych i za kraj.
Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 10324 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.