wtorek, 21 grudzień 2010 15:14

Hitler

Napisane przez

W poprzednim odcinku "bestiarium" ("Opcja" nr 0) pisałem o Stalinie", teraz pora na prezentację sylwetki innego potwora. Od dawna historycy i publicyści z wielu krajów lubują się w "porównawczych" czy "równoległych" biografiach obu dyktatorów (ostatnio A. Bullock i L. Niekrasz), co wydaje mi się ciekawe, acz naciągane.

Z wydanego w Anglii w 1991 r. obszernego dzieła Bullocka można wysnuć wniosek - i wniosek ten całkowicie podzielam - iż różnice przeważały tu nad podobieństwami, tak samo jak w przypadku nazizmu i stalinizmu. Adolf Hitler (1889-1945) był młodszy od Stalina o 10 lat, a zmarł 8 lat przed nim; już sam ten fakt jest ilustracją bardzo znamiennego zjawiska. Hitler działał znacznie intensywniej, szybciej, impulsywniej i bardziej emocjonalnie niż wódz Sowietów. Prędzej się przeto "wypalił", a skutki jego działalności okazały się znacznie mniej trwałe, niźli "dokonania" komunizmu...
Hitler miał podobne jak "Koba" dzieciństwo i młodość. Tak samo zaniedbany przez ojca, zagubiony w świecie dorosłych i rówieśników, wyalienowany. Miał również tylko średnie wykształcenie (gimnazjum w Linzu) i pochodził z peryferiów swego kraju. Austriackość Hitlera miała wszak nieco inne zabarwienie, niż w przypadku gruzińskich korzeni tow. Soso. Ten ostatni wyrzekł się definitywnie owych korzeni, ale akcent pozostał mu do grobowej deski, Führer akcent miał dobry, ale do końca czuł się Austriakiem (w takim pojęciu jak Piłsudski - Litwinem) i "Wszechniemcem". Austria to dla Hitlera odwieczna Ostmarkt, najdalsza stanica wschodnia Rzeszy. Spędzając młode lata w Wiedniu, niezaradny, zabiedzony (mieszkał w przytułku dla samotnych mężczyzn) i sfrustrowany (nie przyjęto go do Akademii Sztuk Pięknych), znienawidził na zawsze wszystko to, co wiązało się - w jego mniemaniu - ze schyłkową epoką Habsburgów.
Wiedeń pierwszych lat XX wieku miał w sobie pewną specyficzną atmosferę, daleką od ideałów Hitlera. Był kosmopolityczny, tolerancyjny dla Słowian i Żydów, liberalny bądź arystokratyczny. Hitler zawsze czuł się natomiast "człowiekiem z ludu" i niemieckim nacjonalistą. Nienawidził w równym stopniu Kościoła jak marksizmu, arystokratów jak żydowskich kramarzy, Habsburgów jak Czechów, liberałów jak socjaldemokratów. ów specyficzny tygiel światopoglądowy, ukształtowany przed rokiem 1914, został w 1925 r. zwerbalizowany i przelany na papier (redakcja pochodziła najpewniej od Rudolfa Hessa) w formie "Mein Kampf".
W obliczu wybuchu "Wielkiej Wojny" młody Adi znalazł się w Monachium. Dopiero tu zaczerpnął spory haust orzeźwiającego germańskiego powietrza. Miasto było całkiem inne niż Wiedeń. Okres wojny Hitler spędza w okopach na froncie francuskim; jest dość sprawny fizycznie i walczy dzielnie (przypomnijmy, że Stalin nigdy w wojsku nie był). Niektórzy badacze (W. Maser) twierdzą, iż miał ponoć we Francji kochankę i syna; trzeba to wszak chyba włożyć między bajki. Hitler, choć słusznej postury (175 cm) i uznawany raczej za przystojnego, zawsze miał problemy z normalnym podejściem do kobiet. Do tematu tego zresztą powrócimy.
Koniec wojny zastał rannego Hitlera w lazarecie na Pomorzu Zachodnim (Pasewalk koło Szczecina). O mało nie stracił wówczas wzroku, zatruty przez alianckie gazy bojowe (musiał potem używać grubych szkieł lub czytać czcionki o wymiarze 12 mm). Najgorsze było jednak dlań to, że Rzesza podpisała rozejm, ugodzona z tyłu "nożem w plecy" przez marksistów z SPD i KPD. W okresie 1919-33 założona przezeń (wraz z E. Röhmem i innymi rówieśnikami) Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza, NSDAP, kontestowała słabą, demoliberalną Republikę Weimarską, optując za zrzuceniem przez Niemcy "dyktatu wersalskiego", rewizją granic, walką z "marksistowskim żydostwem".
W początkowym etapie walki Hitler był młody i niedoświadczony. Popełnił masę błędów, co zaprowadziło go po nieudanym listopadowym puczu w Monachium (1923) za kratki, w średnio komfortowej twierdzy Landsberg w Bawarii, nad rzeką Lech. Awanturował się, chcąc na modłę Duce urządzić "marsz na Berlin"; w tym czasie Mussolini jest dlań niemal ojcem, idolem, mentorem (był 6 lat starszy). Młody "wilczek" - jak nazywały go egzaltowane starsze damy z towarzystwa - wiąże się przejściowo z nacjonalistami i konserwatystami (gen. E. Ludendorff, bohater wojny światowej), lecz nie wychodzi mu to na zdrowie. Hitler nie znosił ani intelektualistów, ani arystokratów, ani generałów...
Siłą rzeczy dochodzimy tu do problemu tzw. interpretacji faszyzmu, w tym nazizmu. Napisano już o tym całe biblioteki książek, a sam Renzo de Felice - największy autorytet w tej materii (1969 rok) - wyprodukował ich co najmniej tuzin. Studiując wszak od 20 prawie lat historię III Rzeszy, coraz więcej o nazistach czytając i pisząc, mam - przyznam szczerze - w głowie mętlik znacznie większy niż w czasach licealnych. Liczba rozmaitych "interpretacji" faszyzmu niemieckiego była przez ostanie 60 lat tak wielka, że trudno tu wyłowić w końcu coś możliwie sensownego.
Przede wszystkim zdaje mi się, że Hitler nie był ani "prawicowy", ani tym bardziej "lewicowy" (choć partia była "socjalistyczna" i "robotnicza"). Nazizm stworzył jakość całkowicie nową. Nie mają racji marksiści, twierdząc, że był on "skrajną formą imperializmu kapitalistycznego" itpe, gdyż Hitler nie był eksponentem finansjery ani burżuazji, lecz robotników i tzw. drobnomieszczaństwa. Celem Hitlera było zapewnienie dobrobytu szerokim masom; to on przecież wymyślił volkswagena czy Winterhilfe dla biednych. Zwolennicy NSDAP (ok. 40% Niemców ok. 1933 r., a prawie wszyscy w latach 1940-41) rekrutowali się spośród wszystkich warstw społecznych: arystokracji i lumpenproletariatu, profesorów i robociarzy, junkrów i chłopów, artystów i drobnomieszczaństwa... Partia zaproponowała dla Rzeszy "trzecią drogę", między pruskim nacjonalizmem a marksistowskim komunizmem.
Po swym legalistycznym dojściu do władzy (30 stycznia 1933 r.) kanclerz Hitler uznawany był w świecie za wielkiego męża stanu, co najmniej równego Bismarckowi. Beckowi i Edenowi, Stalinowi i Chamberlaine’owi, Rooseveltowi i Piusowi XII, Piłsudskiemu i Franco, wydawał się poważnym i rozsądnym wizjonerem. Całkowicie serio traktowano w Londynie, Warszawie, Genewie, Waszyngtonie i Pradze jego zapewnienia pokojowe. Nie było względem III Rzeszy żadnego ostracyzmu, ma modłę tego, którego obiektem była "bolszewia". Najlepiej świadczyła o tym olimpiada w Berlinie w 1936 r., w której uczestniczyły wszystkie większe państwa, "hitlerowskie pozdrowienie" nikogo nie raziło, a pańcie z arystokracji, histerycznie piszcząc, przedzierały się do honorowej loży Führera!
Dopiero okres 1938-41 pokazał, ze Hitler był patologicznym kłamcą, łamiącym wszelkie zasady. O ile do wojny z Polską dbał o jakie takie pozory, to potem mówił otwarcie o swych obłędnych celach. A były to - najkrócej ujmując - fizyczna likwidacja Polaków, Żydów, Cyganów, Ukraińców i Rosjan, kolonizacja Wschodu europejskiego dla urzeczywistnienia Lebensraumu, utwierdzenie "Wielkiej Rzeszy" (od Mozy do Niemna i od Danii po Adriatyk), jako centrum "niemieckiej zjednoczonej Europy" (satelici w postaci państw nordyckich, faszystowskich, petainowskiej Francji, horthystowskich Węgier). Antyslawizm i antysemityzm Hitlera był ściśle związany z jego nienawiścią do rosyjskiego komunizmu. Pakt Ribbentrop-Mołotow, funkcjonujący w latach 1939-41 był dlań jedynie zwykłym świstkiem papieru.
Urzeczywistniając w latach II wojny światowej swą wizję Europy i świata, Hitler - w przeciwieństwie do Stalina - pracował pośpiesznie i chaotycznie, nazbyt emocjonalnie i pochopnie. Popełnił szereg błędów.
Wielu twierdzi, że był szaleńcem. Może to prawda? Stalin cierpiał na daleko posuniętą paranoję, ale ujawniło się to dopiero pod koniec jego życia i w zasadzie nie wpływało na jego "pracę polityczną", wyjątkowo przemyślaną, sprytną i długodystansową. Hitler także w okresie swego "szczytu" (1934-41) prezentował daleko idącą rozwagę, dbałość o pozory, odpowiednie sojusze światowe (Japonia, Italia, Hiszpania, Rumunia). Ale po inwazji na Sowiety zupełnie stracił miarę. Dotychczasowe sukcesy przewróciły mu w głowie.
Jego globalna strategia okazała się kompletnie nierealistyczna, nieprzemyślana i błędna. W efekcie poniósł klęskę, która skutkowała całym szeregiem zjawisk światowych diametralnie odwrotnych, niż te zamierzone przez wodza III Rzeszy. Zraził sobie wszystkie czynniki decydujące w światowej rozgrywce: komunizm i USA, rosyjskich i ukraińskich nacjonalistów (przykład armii Własowa, popieranej przez prawicowych generałów, lecz traktowanej przez Hitlera, Himmlera, Kocha i Boannanna jedynie jako taktyczne narzędzie), frankistów i liberałów, Kościoły i masonów. Hitler nie znał innych krajów poza Niemcami (okazjonalnie przebywał we Francji, Polsce i Włoszech). Głęboko pogardzał nie tylko Słowianami i marksistami, lecz i Amerykanami, których uważał za "mieszankę narodów i ras", szydził itp. Führer wyraźnie nie docenił swych przeciwników.
W rezultacie świat, jaki wyłonił się z gruzów Berlina, Norymbergi, Hamburga, Wrocławia czy Drezna wiosną 1945 roku, okazał się całkiem inny, niż w rojeniach nazistów. III Rzesza miała trwać tysiąc lat. Trwała 12, krócej niż imperium Napoleona. Za to stalinizm panował jeszcze w takiej czy innej postaci lat 45, Stany Zjednoczone i Rosja wyrosły na supermocarstwa, powstało państwo Izrael - najprężniejsze na Bliskim Wschodzie, czwarta czy piąta - jak się mówi - militarna potęga świata. Od Rzeszy odpadły nie tylko Alzacja i Pomorze, lecz także Śląsk i spory szmat Brandenburgii z Landsbergiem (Gorzów) i Grünbergiem (Zieloną Górą). Powojenna RFN stała się krajem programowo tolerancyjnym dla mniejszości, płacącym Izraelowi milionowe odszkodowania dla ofiar III Rzeszy. Podczas moich wizyt w Niemczech zawsze uderza mnie duża liczba osób innych ras na ulicach takich miast, jak Berlin, Stuttgart czy Freiburg; obecnie na 81 mln obywateli 10-13% to Arabowie (Turcy) bądź Słowianie, nie wspominając o przedstawicielach rasy żółtej...
W życiu codziennym i prywatnym nie był Hitler takim demonem jak Stalin. Dalszą rodzinę - bo bliższej nie miał - szanował, nie niszczył przyjaciół i współpracowników. Jeden jedyny wyjątek "czystki" we własnej partii to osławiona "noc długich noży" 30 VI 1934 r., gdy główną ofiarą stał się rywal wodza - E. Röhm. Hitler nie posyłał milionów Niemców na bezsensowną śmierć - jak czynił to Stalin wobec swych ziomków. Hitler chciał dla Niemiec dobrobytu, sytości i panowania nad Innymi. Ale ostatecznie mu nie wyszło; w 1945 r. otrzymali odeń tylko biedę, głód i poniżenie w opinii świata.
Istniały jednakże w osobowościach obu dyktatorów cechy wspólne. Hitler także miał specyficzne, złośliwe poczucie humoru, opowiadał przez kilkanaście lat z rzędu te same dowcipy. Zanudzał towarzystwo, gadając bez przerwy aż do rana, z tym że nie przy wódce (jak Stalin), lecz przy... ziołowej herbatce w Berghofie na Obersalzbergu (Alpy Austriackie). Wódz nie pił żadnego alkoholu prócz piwa, nie palił i nie cierpiał mięsa; zmuszał otoczenie do podzielania takich samych gustów, co nie zawsze budziło entuzjazm Göringa czy Hessa. Warto przytoczyć w tym kontekście następującą anegdotę. Pewnego razu, już podczas wojny - kiedy na stół wodza podawano sławetny "Eintopfessen" (wazę zupy jarzynowej) - Rudolf Hess nie tknął jadła, spożywając coś z własnej menażki. Na pytanie Hitlera, dlaczego nie je tego co wszyscy, z całym spokojem odparł: "Mein Führer, moje pożywienie musimieć specjalne składniki biologiczno-dynamiczne!".
Gdy idzie o kobiety, to Hitler nie potrafił nigdy ułożyć sobie z nimi życia. Nieśmiały z natury, nie interesował się zresztą zbytnio tą sferą życia, pozostając - jak Stalin - monomaniakiem polityki. Zauważyć wszak trzeba, że obie jego partnerki, siostrzenica Geli Raubal i Ewa Braun, były odeń młodsze o ok. 20 lat! Jego stosunek do nich był dziwny. Geli zastrzeliła się w 1931 r. w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie w wyniku patologicznej zazdrości wuja, który nie pozwalał dwudziestoparoletniej dziewczynie nawet wychodzić z domu. Kolejny związek z Braun utrzymywał w osobliwej "tajemnicy" wobec najbliższego nawet otoczenia, choć w Kancelarii i Berghofle wszyscy o wszystkim wiedzieli; publicznie prezentował się z nią wyłącznie na imieninach, urodzinach i na Sylwestra. Zresztą na temat życia seksualnego Hitlera istnieje tak wielka ilość plotek i hipotez, że wykracza to poza wszelkie normy badań naukowych, a nawet zwykłego dobrego smaku....
Dając Czytelnikom szkic biografii Hitlera, nie udało mi się uniknąć mimo wszystko porównań ze Stalinem. Taka też będzie i pointa. Nie dziwi mnie, że wielu publicystów prawicowych razi potępianie w czambuł nazizmu, a "usprawiedliwianie" komunizmu przez gros europejskich mediów. Hitleryzm i stalinizm to zło tego samego kalibru. Z drugiej strony podchodzę z olbrzymim dystansem do twórczości takich historyków jak David Irving, usiłujących w dość osobliwy sposób "wybielić" III Rzeszę. Niczemu dobremu to nie służy. Jakakolwiek forma faszyzmu, w tym nazizm, zawsze oznaczać będzie waśnie narodowościowe i rasowe, piekło nietolerancji i fanatyzmu, morze krwi, złości i łez.
Tomasz Serwatka
Wyświetlony 4930 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.