piątek, 31 grudzień 2010 15:47

Świętość obowiązkiem władcy

Napisał

Publikacja p. Jerzego Adama Świdzińskiego ?Święci władcy? jest zbiorem kilkudziesięciu biogramów katolickich władców Europy, którzy zostali wyniesieni na ołtarze jako święci lub błogosławieni. I choć ta tematyka jest mi bardzo bliska, z przyjemnym zdziwieniem dostrzegłem, że autor opisał osoby, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Jest to więc fascynująca podróż w czasie przez prawie wszystkie kraje kontynentu: cesarzowe Rzymu (Starego i Nowego), mało znani monarchowie wczesnośredniowieczni, władcy Świętego Imperium i ?Słodkiej Francji?, wielcy wyznawcy z Półwyspu Iberyjskiego (czyli obszaru pełniącego rolę przedmurza chrześcijaństwa, którego królów ortodoksja przez wieki uchodziła za ?marmurową?), królowie i książęta północnej Europy oraz tych krajów, w których w ciągu minionych kilkudziesięciu lat komuniści chcieli wyrugować Boga z ludzkich serc, a gdzie coraz mocniejszą pozycję ma praktyczny ateizm, już nie ideologiczna nienawiść, lecz obojętność wobec naszego Zbawiciela.

 

Europa wymaga reewangelizacji, winna być traktowana jak misyjne kraje i ludy barbarzyńskie. Tym bardziej musimy starannie rozważać, jakie wzorce świętości powinniśmy promować wśród bliźnich, czym w istocie jest świętość?

Przede wszystkim stwierdzić trzeba, że nie ma jednego modelu świętości, a świętość nie polega na ogólnej łagodności czy przesadnej pokorze. Nie jest nią również odseparowanie od świata ani nawet ponadprzeciętna wiedza teologiczna, ani tym bardziej czułostkowość i głaskanie po głowach. Przeciwnie! Święci monarchowie, ludzie reprezentujący podległe im wspólnoty przed Bogiem, to w większości postaci aktywne, świadome swojego powołania, nierzadko gwałtowne, lecz mimo tej gwałtowności osiągające świętość. Oczywiście, istnieli też władcy rozmiłowani w kontemplacji i odsuwający od siebie władzę na rzecz poświęcenia życiu duchowemu, ale również oni dbali o swoje obowiązki stanu i wycofywali się z życia świeckiego dopiero wtedy, gdy mieli nadzieję na godną kontynuację ich panowania. Z tych kilkudziesięciu biogramów wynika jednoznacznie, że fundamentem świętości monarszej jest działalność misyjna i wspieranie prac Kościoła. Król lub książę może być łagodny, może być surowy, może być pobożny od dziecka, a może też być nawróconym poganinem z bujną ?przeszłością?, ale prędzej czy później musi zrozumieć, że przede wszystkim jest porucznikiem Boga wobec swoich poddanych. Gdyby streścić rolę władcy do jednego zdania, które zastąpiłoby wszystkie podręczniki politologii, byłoby to: stworzenie poddanym warunków do życia moralnego, aby mogli osiągnąć zbawienie wieczne. To jest ten wspólny element, który łączy osoby prezentowane w książce. Najpierw należy szukać Królestwa Bożego!

Kiedy punktem odniesienia dla świętości jest tylko Bóg, a nie nowomodna rozterka ?co ludzie powiedzą??, nie może dziwić, że wśród najbardziej znanych świętych są również tacy, którzy nie wahali się chwytać za broń, aby głosić chwałę Bożą i zaprowadzać sprawiedliwość. Oczywiście, miecz jest narzędziem ostatecznym, ale prawowity monarcha nie może się wzdragać przed jego użyciem. Tę niepopularną dziś prawdę potwierdza m.in. przykład św. Franciszka de Borja y Aragón, wicekróla Katalonii, nieznającego wątpliwości czy posyłać bandytów na szubienicę i tępić piratów. W osobie św. Franciszka Kościół po raz kolejny potwierdził, że akceptuje karę śmierci dla zbrodniarzy. Truizm, ale w dzisiejszych, podłych czasach trzeba go powtarzać aż do znudzenia. O karaniu odstępców, zbrojnej walce z islamem i pogaństwem już nawet nie piszę, gdyż musiałbym przywołać zbyt wielu opisanych w leksykonie herosów sprawy Bożej.

Pewną słabością leksykonu jest natomiast to, że autor oparł się na materiałach z drugiej ręki, w dużej mierze można mówić o zestawieniu danych zaczerpniętych z licznych książek naukowych i popularnonaukowych, artykułów i stron internetowych. Po raz kolejny mogę też dostrzec, że coraz poważniejszym punktem odniesienia staje się Wikipedia. Czy jednak nie jest to droga na skróty? Czy lektura Wikipedii (i innych encyklopedii internetowych) nie powinna być raczej punktem wyjścia do poszukiwań źródłowych? Trudno mi wniknąć w warsztat pracy autora, być może więc było to nieuniknione, ale niewątpliwie szkoda, że fundamentem leksykonu nie stały się dokumenty oryginalne ? przynajmniej w odniesieniu do najbardziej znanych świętych, gdzie wyniesienie na ołtarze odbywało się na mocy decyzji Stolicy Apostolskiej, a nie ? jak np. we wczesnym Średniowieczu ? na zasadzie trwałego kultu, powszechnej aklamacji ludu i ewentualnie akceptacji lokalnej hierarchii duchownej. Jest to zatem dzieło przede wszystkim popularyzatorskie. Bibliografia liczy ogółem kilkaset pozycji, z pewnością po wiele z nich warto sięgnąć, aby pogłębić znajomość tematu.

Dlatego też leksykon powinien być punktem wyjścia dla kolejnych polskich autorów, którzy mogliby na większą chwałę Boga stworzyć serię bibliograficzną ?Święci władcy?. Obawiam się wprawdzie, że dziś ten pomysł jest tylko marzeniem, ale zapisuję go z nadzieją, że kiedyś z kraju marzeń przejdzie w rzeczywistość.

I jeszcze zabawny anachronizm: na str. 142 autor stwierdził istnienie w XIII wieku opinii publicznej we Francji...

Jerzy Adam Świdziński, Święci władcy. Leksykon, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2010, str. 476.

Wyświetlony 2413 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.