piątek, 31 grudzień 2010 16:17

Polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji z 1934 r.

Napisane przez

Dwudziestego szóstego stycznia 1934 r. szef niemieckiej dyplomacji baron Konstantin von Neurath oraz ambasador Rzeczypospolitej w Niemczech Józef Lipski, podpisali w Berlinie polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu agresji. Tekst jej został w poprzednich miesiącach szczegółowo ustalony między Marszałkiem Piłsudskim a posłem niemieckim w Warszawie, Hansem A. von Moltke. Wydarzenie owo stanowiło w ówczesnej Europie sensację nie lada. Stosunki polsko-niemieckie pozostawały bowiem właściwie od zakończenia I wojny światowej w 1918 r. tradycyjnie złe i napięte.

 

?Kamieniem obrazy? dla Berlina były przede wszystkim nasze zachodnie granice, wytyczone w Traktacie Wersalskim. Zwłaszcza włączenie do wolnej i odrodzonej Polski Pomorza gdańskiego (bez samego Gdańska), określanego tam jako Korytarz, ponieważ oddzielało Prusy Wschodnie od reszty Rzeszy. Drugim powodem do wściekłości było uzyskanie przez RP (w wyniku trzech powstań oraz arbitrażu wielkich mocarstw zachodnich) najbardziej uprzemysłowionej części Górnego Śląska. Niemcy wcale nie czuli się przegranymi w Wielkiej Wojnie na froncie wschodnim, gdzie aż do początku 1919 r. stacjonowały olbrzymie armie tzw. Ober-Ostu (Litwa, Białoruś, Ukraina).

O ile niemieckie elity polityczne i opiniotwórcze skłonne były ? z bólem serca ? zaakceptować utratę Alzacji i Lotaryngii na rzecz Francji, to ?strat? na rzecz Polski przeboleć nie potrafiły. Nawet odpadnięcie od Republiki Weimarskiej Poznańskiego ? ewidentnie dzielnicy etnicznie i kulturowo rdzennie polskiej oraz historycznej kolebki państwa polskiego ? było dla niektórych kręgów skrajnie nacjonalistyczno-junkierskich (głównie w Prusach) rzeczą straszną. Co więcej, kwestionowano w Niemczech samą zasadność istnienia państwa polskiego, dążąc za wszelką cenę do sojuszu z Rosją Sowiecką, w celu demontażu tego ?państwa sezonowego?.

Taki stan rzeczy pokazała dobitnie i jasno już krwawa wojna polsko-bolszewicka 1920 roku. Wtedy to ? choć prezydent Friedrich Ebert (z SPD) ogłosił formalną neutralność ? sympatie większości Niemców były zdecydowanie po stronie Rosjan, a wschodnioniemieccy junkrzy aż ?przebierali nogami?, aby zaraz po zajęciu Warszawy przez bolszewików, ?wyzwolić? z kolei Poznań i Toruń. Na szczęście potężna kontrofensywa Marszałka znad Wieprza udaremniła taką tragiczną ewentualność... Moskwa i Berlin nie dawały wszak za wygraną. W 1922 i 1926 r. podpisały między sobą dwa traktaty (w Rapallo i Berlinie), o ostrzu przede wszystkim antypolskim.

Koszmar kolaboracji niemiecko-sowieckiej ustawicznie spędzał sen z powiek naszego Marszałka. Dążył on przeto do rozerwania owej morderczej pętli. Po przewrocie majowym 1926 roku, nie mogąc nijak dogadać się z nieobliczalną Rosją, spróbował wyciągnąć pokojową rękę do Gustava Stresemanna, ówczesnego sternika niemieckiego MSZ. Było to w Genewie, na sesji Ligi Narodów, w grudniu 1927 r. Niestety, dłoń Piłsudskiego zawisła w powietrzu, gdyż Stresemann nie podjął żadnej konstruktywnej dyskusji. Niemcy dążyli wówczas do ?pokojowej rewizji? granic z Polską, licząc w tym względzie na pomoc Wielkiej Brytanii i Włoch, a nawet Francji. W krajach owych od czasu do czasu pojawiały się bowiem głosy o ?niesprawiedliwości? zapisów Traktatu Wersalskiego odnośnie do Polski (Śląsk i Korytarz).

(...)

Wyświetlony 2447 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.