piątek, 31 grudzień 2010 18:49

Wolność nauki zagrożona

Napisane przez

Za czasów poprzedniego ustroju swoboda dociekań i ustaleń naukowych była w naszym kraju poważnie ograniczona. Szczególnie dotkliwie było to odczuwalne w pierwszej powojennej dekadzie, kiedy to wszelkie badania naukowe były podporządkowane doktrynie marksizmu-leninizmu. Wydawać by się mogło, że czasy te już dawno minęły i odeszły w niepamięć.

 

Tak jednak nie jest. Nie ma już, co prawda, Politbiura, będącego źródłem i stróżem obowiązujących dyrektyw, ale jego rolę z powodzeniem przejęły politpoprawne media. Choć nie stanowią one oficjalnej władzy państwowej i są tylko nieformalną ?czwartą władzą?, to egzekwować realizację ustanowionych przez siebie (a może raczej przez ich ukrytych mocodawców) norm potrafią równie stanowczo, skutecznie i brutalnie, jak komunistyczne tajne służby. Najdotkliwiej ukazuje to sprawa Dariusza Ratajczaka, który jest czytelnikom tego tekstu doskonale znana, toteż nie ma powodu, aby ją tu szeroko omawiać. Dość rzec, że w oparciu o wątłe podstawy oskarżono go o tak zwane kłamstwo oświęcimskie, a gdy nie ukorzył się należycie przed oskarżycielami, urządzono mu pokazowy proces, pozbawiono go zatrudnienia na Uniwersytecie Opolskim, uniemożliwiono podjęcie jakiejkolwiek pracy (pracownicy wiadomej gazety regularnie wykonywali zniechęcające telefony do pracodawców), którymi to działaniami wpędzono go w skrajną nędzę. W konsekwencji historyk utracił rodzinę i mieszkanie, musiał zamieszkać w samochodzie i w tymże samochodzie w maju ubiegłego roku zakończył życie. Nie da się zresztą wykluczyć i tego, że ktoś mu pomógł umrzeć. Jego los ma być przestrogą dla tych wszystkich, którzy w swoich dociekaniach naukowych ośmielają się lekceważyć zasady politycznej poprawności. Innym niepokornym historykom: Markowi Janowi Chodakiewiczowi, Sławomirowi Cenckiewiczowi czy Pawłowi Zyzakowi mainstreamowe media wytykały najróżniejsze błędy merytoryczne i warsztatowe, tak rzeczywiste, jak i urojone (tego ostatniego dodatkowo pozbawiono możliwości podjęcia pracy w wyuczonym zawodzie), podczas gdy historykom politycznie poprawnym wybacza się bez mrugnięcia okiem dużo grubsze nieprawidłowości. Dla przykładu, bałamutną i pełną najzwyczajniejszych bredni książkę Jana Tomasza Grossa ?Strach? w głównonurtowej prasie wynoszono pod niebiosa, podczas gdy znacznie od niej lepsza praca ?Po zagładzie? Chodakiewicza, pod pretekstem znalezienia w niej kilku drobnych błędów merytorycznych, została zmieszana z błotem i uznana za zupełnie bezwartościową. Podobnie jest z Pawłem Zyzakiem. Zarówno on, jak i Gross pracują tą samą metodą, zaimportowaną do historii z nauk społecznych, a opartą na świadectwach ustnych. W przypadku Grossa metoda ta jest wychwalana jako nowatorska i przełomowa, w przypadku Zyzaka zaś jest odsądzana od czci i wiary jako dyletancka i nienaukowa. Przykłady tego rodzaju można by mnożyć bez końca.

(...)

Wyświetlony 2341 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.