piątek, 28 styczeń 2011 15:23

Globalne ocieplenie sprzyja socjalizmowi

Napisał

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu ? zauważa Antoni de Saint-Exupery w Małym Księciu. O trafności tego spostrzeżenia można się przekonać, na przykład, obserwując wiekopomne reformy charyzmatycznego premiera Buzka.

Wiadomo było, że ich celem było przychylenie nam wszystkim nieba, ale był to zaledwie cel deklarowany ? bo rzeczywistym celem tych wiekopomnych reform było wmontowanie w zezwłok Rzeczypospolitej mnóstwa nowych klamek, na których mogłyby się uwiesić nowe stada naszych Umiłowanych Przywódców ? bo u klamek wprawionych poprzednio uwiesiły się stada Umiłowanych Przywódców z SLD i PSL i oderwanie ich od nich okazało się niepodobieństwem. Wynika z tego, że cele deklarowane różnią się od celów rzeczywistych, a odróżnić jedne od drugich jest, wbrew pozorom, bardzo łatwo.

Cele rzeczywiste bowiem muszą się pojawić, jako oczywisty i nieuchronny rezultat przedsięwzięć reformatorskich i z reguły pojawiają się natychmiast, podczas gdy cele deklarowane albo pojawią się, albo nie ? i z reguły się nie pojawiają. Oczywiście, nie ma najmniejszego powodu, by o celach rzeczywistych głośno mówić; kto ma wiedzieć, ten wie, a tego, komu ta wiedza niepotrzebna, nie ma potrzeby uświadamiać. Dlatego cele rzeczywiste na ogół bywają zręcznie ukrywane za parawanem celów deklarowanych, czemu sprzyja korupcja w mediach, które cele deklarowane z lubością roztrząsają, na czynniki pierwsze rozkładają, prognozy i diagnozy rozsnuwają, wybitnych ekspertów zapraszają i w taki to sposób ludziom mózgi w wodę przemieniają. Zatem tym większe uznanie dla Antoniego de Saint-Exupery, że mimo wszystko spenetrował prawdę, iż najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Można się o tym przekonać również przy okazji ordynacji wyborczych. Deklarowanym celem zapisanych w nich postanowień jest zapewnienie ludowi pracującemu miast i wsi, któremu sprawujące rzeczywistą władzę Siły Wyższe przy pomocy sprzedajnych naukowców i gryzipiórów wmawiają, jakoby był suwerenem, rzeczywistego wpływu na bieg spraw publicznych, oczywiście poprzez przedstawicieli, którzy w ten sposób zasilają szeregi Umiłowanych Przywódców. Jednak celem rzeczywistym jest zapewnienie i utrwalenie władzy Sił Wyższych, nie tylko dzięki trzymaniu ludu w nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy, ale również ? a może nawet przede wszystkim ? poprzez takie skonstruowanie politycznej alternatywy, żeby ? bez względu na to, kto rywalizację wyborczą wygra ? gwarancje były Siłom Wyższym dotrzymane. Myśl tę wyraża porzekadło popularne za moich czasów w kołach wojskowych: tak czy owak ? sierżant Nowak. Dopiero gdy sobie to wszystko uświadomimy, lepiej rozumiemy przyczyny, dla których ci sami ludzie, którzy w tubylczej konstytucji z roku 1997 przeforsowali zasadę proporcjonalności w wyborach do Sejmu, w ordynacji wyborczej uczynili wszystko, co tylko było możliwe, by wywierała ona skutki takie same, jak przy ordynacji większościowej. Na pytanie, dlaczego w takim razie od razu nie przeforsowali ordynacji większościowej w konstytucji, można oczywiście odpowiedzieć, że dlatego, iż są durniami ? ale chyba nie byłaby to prawda. Durniami oczywiście są, ale nie zwyczajnymi, tylko durniami wyposażonymi w specyficzny rodzaj mądrości, którą nazywamy sprytem. Dzięki niemu właśnie są Umiłowanymi Przywódcami. Zasada proporcjonalności bowiem sprawia, że ? zwłaszcza w przeforsowanym również w tej konstytucji systemie parlamentarno-gabinetowym, w którym poza prezydentem, wszystkie władze tak czy owak pochodzą od Sejmu ? o tym, kto w ogóle będzie miał szansę znalezienia się w Sejmie, decydują ścisłe sztaby partyjne. Na razie, dla jasności wywodu, pomińmy milczeniem kwestię Sił Wyższych, które decydują o składzie ścisłych sztabów partyjnych, już to tworząc na poczekaniu nowe, silne partie, już to delegując swoich konfidentów do partii utworzonych wcześniej i wyznaczając im odpowiednie zadania. Otóż sztaby partyjne, ustalając listy wyborcze, decydują, kto w ogóle będzie mógł zostać Umiłowanym Przywódcą, i to w momencie poprzedzającym jakiekolwiek głosowanie. Dzięki temu lud ma podaną na tacy alternatywę, w której może przebierać, ile dusza zapragnie, ale oczywiście nie ma pojęcia, że cokolwiek uczyni i komu zaufa ? tak czy owak ? sierżant Nowak. Niektórzy mają w związku z tym złudzenia, że jeśli zasada proporcjonalności zostanie zlikwidowana i Umiłowani Przywódcy będą wybierani według zasad większościowych, w jednomandatowych okręgach wyborczych, to lud odzyska suwerenność polityczną. Złudzenie to pryska, a przynajmniej powinno prysnąć w konfrontacji z rzeczywistością polityczną Republiki Francuskiej, gdzie zarówno zasada większościowa, jak i jednomandatowe okręgi wyborcze nie przeszkadzają tamtejszej razwiedce w skutecznym blokowaniu dostępu Frontu Narodowego do francuskiego parlamentu. FN uzyskując nie w sondażach, a w wyborach np. 16 procent głosów, nie może wprowadzić tam ani jednego deputowanego. W swoim czasie jeden, przypadkowo znany mi osobiście kandydat Frontu Narodowego, nazwiskiem Jan Maria Le Chevallier z departamentu Var w Prowansji, przedarł się przez wszystkie zasieki i zapory i wygrał wybory w swoim okręgu ? ale nic mu to nie dało, bo Sąd Najwyższy wybory w tym właśnie okręgu unieważnił. Tak czy owak ? sierżant Nowak ? jak się okazuje, i w Polsce, i we Francji. Oczywiście nikomu nawet do głowy nie przyszło  podważyć przekonanie o autentyczności francuskiej demokracji ? ale bo też Antoni De Saint-Exupery, w końcu przecież Francuz ? zauważył, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

(...)

Wyświetlony 2024 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.