poniedziałek, 28 marzec 2011 18:14

Apologia getta

Napisane przez

Katolickie sklepy, kina, kawiarnie i restauracje, uczące po katolicku szkoły i, do pewnego stopnia, katolickie prawa w każdym większym mieście europejskim na początku XXI wieku. Mrzonki? A może to po prostu katolickie getto.

 

Włoski wyraz getto budzi współcześnie bardzo negatywne skojarzenia, ponieważ nawiązuje do narodowosocjalistycznych praktyk Hitlera, czyli do przymusowej marginalizacji określonych grup ludności, przede wszystkim Żydów. Tymczasem sami Żydzi już od czasów starożytnych byli zwolennikami tworzenia własnych dzielnic na terenie początkowo pogańskiej, a następnie chrześcijańskiej Europy. Getto było miejscem, w którym Żydzi chętnie chronili się przed zewnętrznym światem, miejscem, gdzie byli ?wśród swoich?, gdzie zachowywano żydowskie przepisy dotyczące pożywienia, ubioru, zachowania. Getta takie istniały zarówno w dużych, jak i w małych miastach, i było to traktowane jako coś naturalnego. Nawet w utworach Isaaca Bashevisa Singera, kiedy getta nie były otaczane murem, natykamy się często na określenia: w chrześcijańskiej dzielnicy miasta, w dzielnicy miasta zamieszkanej przez chrześcijan, co pokazuje, że chrześcijanie i żydzi mieszkali osobno i było to traktowane naturalnie przez obie strony.

We współczesnej Europie również mamy zresztą do czynienia z dobrowolnymi gettami. Tworzy je w wielu miastach społeczność muzułmańska, wbrew wyrażanemu przynajmniej oficjalnie pragnieniu władz unijnych, aby muzułmanie zintegrowali się z całym społeczeństwem. Do pewnego stopnia z oficjalnego systemu udaje się również wyłamywać Cyganom.

Na początku XXI wieku z bijącym z niepokoju sercem i zaciśniętymi bezsilnie pięściami, ale ? wbrew nadziei ? z ufnością w Bogu, obserwujemy powolną agonię zachodniej cywilizacji wznoszonej w ciągu dwóch tysięcy lat przez chrześcijaństwo. Christianitas w Europie Zachodniej już nie istnieje, a katolicy zdają się często przepraszać, że żyją i że ośmielają się jeszcze, coraz słabszym zresztą głosem, protestować przeciwko deptaniu tego, co święte, i tego, co normalne. Tymczasem siły rządzące europejskimi państwami, które z zainteresowaniem i troską pochylają się nad najmniejszym i najszpetniejszym dziwactwem oraz najbrudniejszym zakamarkiem ludzkiej duszy, z wielką surowością tępią jakikolwiek przejaw religii objawionej w przestrzeni publicznej.

Oczywiście, Kościół nie przestanie istnieć, bo, jak zapowiedział jego Założyciel, czyli sam Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, non praevalebunt ? bramy piekielne go nie przemogą. Fakt ten oznacza jednak aż tyle i tylko tyle, że Kościół przetrwa w ludzkim świecie jako całości, natomiast w poszczególnych państwach czy na poszczególnych kontynentach może go spotkać taki sam los, jak na przykład w Afryce Północnej. Może się niebawem okazać, że w Europie bardzo trudno będzie żyć katolikowi, oczywiście, jeżeli zechce poważnie traktować swoją wiarę.

Katolicy są tolerancyjni i, jak pokazuje historia, mogą żyć i pracować w każdym państwie, przyczyniając się do jego rozwoju, pod warunkiem, że nie są dyskryminowani za swoją wiarę. Jeszcze do niedawna, nawet w państwach niekatolickich, stanowiących jednak swoje przepisy zgodnie z prawem naturalnym, katolicy mogli czuć się w miarę dobrze, nawet jeżeli byli religijną mniejszością. W tej chwili nawet w państwach o katolickiej większości trudno jest żyć w zgodzie z wyznawaną wiarą ? od spraw wielkiej wagi po drobne kwestie, których często już nawet nie zauważamy albo nie chcemy zauważyć, bo jesteśmy wobec nich bezsilni. Przykłady? Legalizacja aborcji bądź eutanazji to sprawy wielkie, wszechobecna nieprzyzwoitość damskiego stroju, golizna reklam, sprzedaż środków antykoncepcyjnych to może sprawy niższej rangi, ale bardzo uciążliwe, wywołujące niepokój duszy, stwarzające dla wielu pokusę do grzechu śmiertelnego.

Do którego momentu możemy współpracować z państwem, przestrzegać jego praw, płacić podatki? Odpowiedź, jaką można zaproponować, brzmi: do momentu, kiedy państwo zamiast tolerancji zła zaczyna dalszą lub bliższą współpracę ze złem. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że nie można od państwa wymagać, aby nie dopuszczało w żadnym wypadku grzechu, skoro grzech dopuścił sam Bóg wszechmogący. Państwo nie byłoby w stanie ? mimo najlepszych chęci ? wyeliminować grzechu ze świata, musi więc go tolerować. Właściwie pojęta tolerancja to znoszenie w cierpieniu istniejącego niezależnie od nas zła. Oczywiście, katolicy muszą się starać być doskonałymi, jak doskonały jest Ojciec niebieski, ale równocześnie zdają sobie sprawę, jak trudno jest wyeliminować zło. Innymi słowy: inaczej wygląda tolerowanie wyczynów kieszonkowca grożącego brzytwą, a inaczej domaganie się od niego części łupu.

W państwie, które opowiada się za złem i przeciwko Bogu, zaangażowani w swoją wiarę katolicy nie mogą czuć się dobrze. Powoduje to zupełnie naturalną alienację katolików od społeczeństwa. Po głębszej refleksji trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy państwo, które nie kieruje się niemal wcale moralnością chrześcijańską, jest nadal moim państwem? Odpowiedź brzmi: nie. Sytuacja taka jest bardzo bolesna i bardzo niedobra dla katolika, który w swoim państwie nie czuje się u siebie.

Rozwiązaniem mogłyby być teoretycznie katolickie getta. Oczywiście, nie ma wiary bardziej otwartej niż katolicka, a celem katolików jest nawracanie wszystkich na wiarę Chrystusową. Jest jednak czymś normalnym, że ludzie najlepiej czują się w gronie bliskich im, podobnie myślących i wyznających podobne idee osób. W sposób naturalny skupiają się więc w grupy, w których dopiero czują się u siebie. Każdy lubi przebywać w towarzystwie, jakie najbardziej mu odpowiada, pod najróżniejszymi względami. Przy bardziej błahych motywacjach, jak filatelistyka czy filumenistyka, zwykle wystarcza mniej lub bardziej częsty kontakt mejlowy, telefoniczny i osobisty, wspólne wyjazdy czy spędzanie wakacji. Zważywszy jednak, że mowa jest o skupianiu się w grupy ze względów religijnych, a zatem najistotniejszych w życiu człowieka, taki kontakt okazuje się być niewystarczający i dlatego tworzą się już w spontaniczny sposób w Polsce osiedla domów jednorodzinnych, których właściciele dobierają się na podstawie wyznawanej wiary. Oczywiście, na razie odbywa się to na bardzo małą skalę, ale taką tendencję można zaobserwować. Nietrudno wyobrazić sobie, że za kilkadziesiąt lat zamiast kilkunastu domów pod lasem będziemy mieli do czynienia z parotysięczną osadą. Przykładem takiego ?getta? może też być miasto Ave Maria w amerykańskim stanie Floryda, tworzone przez miliardera Toma Monaghana. Pogłoski mówią również o holenderskich emerytach uciekających z własnej ojczyzny przed eutanazją i zakładających miniosiedla, między innymi w Polsce.

Chociaż pomysł, aby mieszkać w getcie, może się początkowo wydawać szokujący, w rzeczywistości getto może przynieść wiele korzyści. Na przykład, w katolickim getcie nie sprzedawano by środków antykoncepcyjnych, nie byłoby niemoralnych reklam, obowiązywałby skromny strój. Na terenie getta byłyby katolickie szkoły uczące zgodnie z katolickimi wartościami. Specjalne sądy rozstrzygałyby kwestie związane z katolicką moralnością. Z pewnością byłoby łatwiej uprawiać swój zawód katolikom w zgodzie z wyznawaną wiarą. Łatwiej też byłoby chronić młode pokolenia przed demoralizacją. Oczywiście, naiwnością byłoby sądzić, że katolickie getto byłoby czymś w rodzaju raju na ziemi. Z pewnością jednak byłoby w nim łatwiej mieszkać katolikom żyjącym swoją wiarą.

(...)

Wyświetlony 1512 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.