poniedziałek, 28 marzec 2011 19:17

Libijska Tea Party

Napisane przez

Ostatnio wróciłem do mojej libijskiej ojczyzny po raz pierwszy od 41 lat. Ja i inni członkowie rodziny królewskiej ostaliśmy się na wygnaniu w Kairze i gdzie indziej, trzymając głowy nisko podczas lat w których Muammar Kaddafi rozsyłał po świecie oddziały mające dokonywać zamachów na elementy opozycyjne. Teraz jest czas na powrót i ponowne zjednoczenie się w celu obalenia dyktatorskiego reżimu z Trypolisu. Obawiam się jednak, że moment na wprowadzenie demokracji może zostać przeoczony, jeśli wolny świat będzie guzdrał się w niezdecydowaniu.

 

Siły postępu w Libii potrzebują teraz pomocy. Siły pułkownika Kaddafiego pobiły buntowników i odzyskały teren, który został wcześniej zdobyty wielkim kosztem. W samym Benghazi ponad 380 młodych nieuzbrojonych protestujących poświęciło swoje życie, zanim część sił zbrojnych została zmuszona do zmiany stron, tym samym przechylając szalę na korzyść wyzwolenia wschodniej Libii od sił dyktatora. W Bajdzie ponad setka zginęła z rąk wynajętych przez Kaddafiego najemników z Czadu, Nigru i Mali, co zmusiło lokalną policję i członków wojska do wyłamania się z reżimu, żeby chronić bezbronnych rodaków.

Międzynarodowa bezczynność może przynieść długofalowe konsekwencje. Młodzi ludzie, natchnieni nadzieją na przyszłe zmiany, powstają, aby dołączyć do opozycji. Spotkałem już młodych ludzi, kilkunasto- czy dwudziestoletnich, którzy porzucili swoje wygodne życie w Londynie czy Manchesterze, aby udać się do północnej Afryki i walczyć o wyzwolenie swojego kraju. Ci młodzi ludzie wyrośli przyzwyczajeni do zachodnich pojęć wolności, równości i możliwości, chcą być częścią ruchu, który przynosi te uniwersalne wartości do Libii. Boję się jednak powiedzieć, że nie rozumieją, dlaczego świat nie pędzi, aby pomóc ich sprawie, na której klęsce skorzysta tylko pułkownik Kaddafi.

Utrata serc i umysłów może podważyć ich szacunek do dawnych sojuszników, którzy nie przyszli im z pomocą w chwili największej potrzeby. Mane, tekel, fares; w końcu ? czy to w tym roku, czy w przyszłym, a może w ciągu pięciu ? reżim Kaddafiego upadnie, a następne pokolenie weźmie górę. W interesie Ameryki jest sprowadzenie go do parteru i udział w konstruowaniu przyszłości Libii. Jeśli nie, pustkę wypełnią inne mocarstwa o mniej życzliwych intencjach.

Rada Bezpieczeństwa ONZ zagłosowała w sprawie strefy zakazu lotów i innego wsparcia dla sił przeciwnych Kaddafiemu. Jeśli zachodnie demokracje nie przyjdą wkrótce na pomoc libijskim wojownikom o wolność, to nie będzie już żadnej opozycji do wspomożenia. Opozycja jest dzielna i śmiała, ale materialna rzeczywistość jest taka, że nie będzie ona w stanie dłużej wytrzymać walki w samotności, zwłaszcza bez osłony lotniczej, kamizelek kuloodpornych, sprzętu noktowizyjnego, karabinów snajperskich, środków medycznych i innych potrzeb nowoczesnych działań wojennych.

(...)

Tłumaczenie: Tomasz Wiśniewski

Wyświetlony 1233 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.