Wydrukuj tę stronę
niedziela, 01 maj 2011 16:53

Do pracy, rodacy

Napisał

Pruski filozof Hegel, którego dzieła zdaniem niektórych są kopalnią wiedzy, zdaniem innych zaś wysypiskiem nonsensu, ujął ludzką kondycję jako dialektykę pana i niewolnika. Pan, korzystając z pracy niewolnika, zapewnia mu ochronę i zarazem gnuśnieje w bezczynności, podczas gdy niewolnik, zmagając się z oporem materii, rośnie w siłę, wspinając się na wyższy poziom świadomości. W rezultacie pan uzależnia się od niewolnika i jego pracy, niewolnik zaś, właśnie dzięki pracy, stopniowo się wyzwala.

 

Tak mniej więcej, wedle Hegla, toczy się nasz światek, w którym raz się jest na górze, innym razem na dole. Diagnoza ta nie jest specjalnie odkrywcza, a jej atrakcyjność wynika raczej z wyłożenia jej w języku pełnym zaklęć i patetycznych zwrotów, który współcześni uczeni w piśmie traktują jako konieczny element swojej liturgii. Uniwersalny charakter tej powiastki ? zbyt uniwersalny ? powinien budzić sceptyczną podejrzliwość, podobnie jak inne klucze pasujące do wszystkich zamków. Podejrzliwość jest jednak rzadką cnotą, więc pompatyczne dzieło pruskiego filozofa uzyskało przesadny kredyt zaufania, a w zawarte w nim przesłanie wczytywano się pilnie i z powagą, czego wyrazem jest choćby to, że wiek po śmierci Hegla jego rodacy postanowili perwersyjnie witać swoich niewolników żelaznym napisem Arbeit macht frei.

Fakt, że w ten właśnie sposób sparodiowano fragment Ewangelii św. Jana o wyzwalającej mocy prawdy, nie jest wszakże tylko lokalną aberracją, lecz raczej konsekwentnym wyrazem aktualnego Zeitgeist, czyli ? mówiąc słowami Hegla ? postaci, do której dotarł w toku swych mozolnych przepoczwarzeń duch obiektywny. Trzeba było pokonać szmat drogi, dokonując przy tym wielu przewartościowań i intelektualnych akrobacji, aby pracę, uchodzącą tradycyjnie za przykry obowiązek, przedstawić nie tylko jako siłę emancypacyjną, ale także jako przyjemność. Karol Marks, pilny czytelnik Hegla, pisał, że w społeczeństwie komunistycznym zniknie przeciwieństwo pomiędzy pracą fizyczną a umysłową, a praca stanie się nie tylko źródłem utrzymania, ale najważniejszą potrzebą życiową. Aby wypowiedzieć z poważną miną to kuriozalne zdanie trzeba w specyficzny sposób poprzekładać zwrotnice swojego myślenia; aby wysłuchać takich objawień z uwagą i uwierzyć w nie, potrzeba dogłębnej rewolucji duchowej, a przynajmniej likwidacji klasycznych przesądów związanych z przyczynami, wartością i celem pracy. Potem można już uczyć dzieci rymowanek w stylu Heleny Bechlerowej: Gdy dorosnę, jak ty będę pierwsza/w każdej pracy, przyrzekam to sobie/A dziś? Wiem już: nauczę się wiersza/i starannie zadanie odrobię, albo Czesława Janczarskiego Hutnik lubi swoją pracę/hutnik silne ma ręce/Umie normy wyrobić/dwieście procent i więcej/ Podjął apel górników/podjął apel włókniarzy/ i zdwojony wysiłek/chce krajowi dać w darze.

Nie powinien nas zmylić socrealistyczny rodowód tych wierszyków. Kult pracy, którego są wyrazem, dawno już wykroczył poza krąg zwolenników Marksa. Kiedy Engels pisał perełkę zatytułowaną Rola pracy w procesie uczłowieczania małpy, dość gładko przeprowadzając syntezę materializmu historycznego z ewolucjonizmem, przynajmniej częściowo traktował jeszcze pracę instrumentalnie, jako środek do celu. Pobrzmiewały w tym echa nieco naiwnego prometeizmu lorda Bacona, wedle którego człowiek powinien zdobywać władzę nad naturą dzięki fizycznemu jej przekształcaniu i ujarzmianiu. Ten utylitaryzm widoczny był u klasycznych leseferystów, ale dość szybko zaczął ciążyć w stronę wizji pracy jako autonomicznego dobra i celu samego w sobie. O forsowanie takiego poglądu oskarża się zazwyczaj Marksa, jednak trzeba pamiętać, że inspirował się on nie tylko Heglem, ale również Davidem Ricardo, ten zaś, przynajmniej w pewnej mierze, korzystał z rozwiązań Adama Smitha. Jeśli więc śmieszą nas bądź oburzają socjalistyczni stachanowcy i opętane współzawodnictwo pracy, zauważmy, że ? pomijając propagandowy sztafaż ? zjawiska te pod wieloma względami przypominają sekciarską obsesję na punkcie wydajności panującą w wielu korporacjach, którą trudno uznać za dziedzictwo marksistowskiej ideologii. Czerwoni i brunatni socjaliści niewątpliwie solidnie przyczynili się do promocji dwudziestowiecznego kultu pracy ? ostatecznie jedni i drudzy zaproponowali twórcze rozwinięcie marksizmu ? ale, aby być sprawiedliwym, nie można zapominać o istotnej roli białych kołnierzyków i wyznawców PKB.

(...)

Wyświetlony 2144 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.