niedziela, 01 maj 2011 21:39

Wschód obcy i swojski

Napisał

Nie jest prawdziwy często spotykany pogląd, że od czasów carycy Katarzyny, która sprowadziła osadników niemieckich, nikt się na stałe dobrowolnie w Rosji nie osiedlał. W wieku XIX arystokraci rosyjscy zatrudniali nauczycieli oraz guwernantki z Zachodniej Europy, głównie z Francji i Anglii, pomijając jednak nawet to specyficzne zjawisko, w różnych odmianach rozpowszechnione przecież pośród wyższych sfer wielu krajów, sprowadzono na Wschód niemało cudzoziemców parających się rozmaitymi profesjami. Przede wszystkim biegłych rzemieślników, co zresztą także ? na różną skalę ? nie było niczym wyjątkowym gdzie indziej, nie wyłączając Polski.

 

Lot ku świecy

Różnica polega na tym, że większość Rosjan woli nie pamiętać na przykład o istotnym udziale włoskich architektów przy wznoszeniu moskiewskiego Kremla. W wielu innych wypadkach cudzoziemskie pochodzenie bywa w miarę możliwości pomijane lub przynajmniej maskowane; wymowne jest umieszczenia podwójnych inicjałów przy zruszczonych nazwiskach polskich badaczy Syberii, co sugeruje istnienie typowego dla Rosjan patronimiku. Niechętnie wyjątek czyniony jest dla historii Sankt Petersburga, którego dziejów nie sposób opisać bez wzmiankowania zasług choćby inżynierów holenderskich czy niemieckich.

Obcokrajowcy dobrowolnie ? a niekiedy nawet skwapliwie ? osiedlali się nie tylko w Rosji, ale również w Związku Sowieckim. Przypadki choćby obywateli II Rzeczypospolitej, którzy omotani propagandą komunistyczną nielegalnie przekroczyli wschodnią granicę Polski, aby zaznać rozkoszy raju proletariackiego, wcale nie były jednostkowe. Na taki krok najczęściej zresztą decydowali się członkowie mniejszości ? tych wschodniosłowiańskich i tej kosmopolitycznej. Bolszewia jawiła się dla nich jako ziemia obiecana, ale wkrótce zmieniała się w nieludzką ziemię czy też wręcz inny świat, aby nawiązać do tytułów najbardziej znanych polskich książek o łagrach. Po wylewnych powitaniach władze sowieckie osiedlały uciekinierów z Zachodu nie w tych akurat rejonach ojczyzny robotników, które sobie zbiegowie wymarzyli, ale w zupełnie innych miejscach ? i to na wiele lat, także dożywotnio. Taki dramatyczny los był nie tylko udziałem szeregowych sympatyków komunizmu, z reguły obwinianych o szpiegostwo na rzecz imperialistów, ale także postaci wybitnych. Poetę Brunona Jasieńskiego fetowano, gdy zdecydował się osiąść w czerwonej Rosji; dopóki nie został aresztowany i rozstrzelany, znajdował się na bolszewickim Parnasie. Trwało to blisko dziewięć lat ? długo, inny bowiem poeta, Witold Wandurski, zaledwie po kilku miesiącach pobytu w Związku Sowieckim zmarł w czekistowskim więzieniu.

Można tylko zdumiewać się ludzką naiwnością, czytając u Sołżenicyna historię amerykańskiego aktywisty związków zawodowych, który spieniężył swoją nieruchomość w Pensylwanii i przekazał otrzymane dolary nowej ojczyźnie. Jej władze, pomimo ?wkupnego?, umożliwiły byłemu obywatelowi Stanów Zjednoczonych dłuższy pobyt w towarzystwie przyszłego laureata literackiej Nagrody Nobla oraz kilku tysięcy innych współwięźniów. Niekiedy zresztą bolszewicy wymieniali tych emigrantów ściągających do ?ojczyzny proletariatu? z państwami, których wcześniej byli oni obywatelami, na cenniejszych dla Moskwy komunistów.

Po śmierci Stalina los uchodźców w Związku Sowieckim przeważnie nie był już tak marny. Kim Philby żył sobie w Moskwie całkiem znośnie, choć naturalnie można zastanawiać się, czy jego przenosiny do Sowietów były akurat dobrowolne. W Omsku do dziś mieszka prawdziwy samuraj, były żołnierz Armii Kwantuńskiej. Po wojnie odsiedział parę lat w obozie jenieckim i, choć mógł wrócić do Japonii, wolał w Rosji założyć rodzinę.

Pionierzy i kolaboranci

Takich indywidualnych wypadków zapewne było więcej, należy jednak wspomnieć przede wszystkim o dobrowolnych (jeśli nie liczyć impulsu czy może nawet przymusu ekonomicznego) przesiedleńcach z ziem polskich, którzy odważyli się kolonizować Syberię na przełomie XIX i XX stulecia. Naturalnie proces ten następował w obrębie Imperium Rosyjskiego, nie zachodziła tu zmiana obywatelstwa, więc była to migracja wewnętrzna, choć związana przecież z porzuceniem ojczyzny (notabene można spotkać na Wschodzie znawców literatury, którzy za pierwszego rosyjskiego laureata medalu noblowskiego uważają Gienricha Josifowicza Sienkiewicza, bądź co bądź carskiego poddanego). Głód ziemi pchnął do odważnego pionierowania na Syberii niemało chłopów znad Zagłębia czy Grodzieńszczyzny. Niektórzy z nich stali się majętnymi farmerami; pozostali, skupieni we wsiach, imponowali sąsiadom kulturą w najszerszym tego słowa znaczeniu, a więc i także sposobem uprawy ziemi. Reliktem zachowanym z tamtych czasów jest słynna polska wioska Wierszyna w Kraju Irkuckim; inne skupiska Polaków na Syberii, jak na przykład osadę Białystok, w czasach bolszewickiego terroru spotkała zagłada.

(...)

Wyświetlony 2494 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.