Wydrukuj tę stronę
niedziela, 01 maj 2011 22:25

Historia pewnej przebudowy, czyli o myśleniu empatycznym

Napisane przez

Zaczęło się niewinnie. Kilka lat temu. Na odcinku ulicy Senatorskiej między Miodową i Placem Zamkowym wymieniono asfalt na kostkę. Trochę dziwiła zamiana dobrego na gorsze. Asfaltu na hałasującą pod kołami pojazdów i mało przyczepną nawierzchnię. Ale nie warto było utyskiwać ? przecież to zaledwie 100-metrowy odcinek.

 

Jeszcze miejscowa społeczność nie wiedziała, że to tylko uwerturka. No i stało się. Po roku czy dwóch zaczęła się totalna demolka nawierzchni Krakowskiego Przedmieścia. Ciężki sprzęt, gigantyczne maszyny, w tym, rozbijająca asfalt cyklopowymi uderzeniami, wielotonowa stalowa kula. Sodoma, Gomora i Sąd Ostateczny, na żywca. Trzęsło się i dygotało wszystko, łącznie z budynkami i wraz z ich zaskoczonymi mieszkańcami. Nic dziwnego, że położony na mariensztackiej skarpie, Kościół Św. Anny zaczął się obsuwać i do dziś jest zagrożony. Co z tego, że można było to przewidzieć, bo już dużo wcześniej występowały poważne problemy ze stabilizacją, dźwigającej starożytną świątynię, skarpy? Plany Ratusza ważniejsze są od jakiegoś tam arcydzieła i perły baroku.

Po łatwej i szybkiej demolce (burzy się łatwo, buduje zaś w znoju) ulica zamknięta. Chyba przez rok przechodnie przemykają się, brnąc w błocie albo dławiąc się kurzem ? zależnie od pogody. Ruch pieszy i kołowy kompletnie zdezorganizowany. Autobusy kursują, przeciskając się w korkach przez wąziutką Senatorską i Jasną oraz wiecznie zatłoczoną Świętokrzyską. Żałośnie wąskie objazdy tworzą iluzję zadbania o pasażerów i kierowców.

Prace rekonstrukcyjne idą wolniutko. Groteskowo mała grupa robotników, na kolanach, układa kostkę i płyty chodnikowe. Tacy religijni, czy tak czczą swoją pracę? Technologia i rodzaj nawierzchni jakby już trochę przeżyte. Pracują na jedną zmianę i tylko w dni robocze. Czyżby zleceniodawcy nie słyszeli o pracy wielozmianowej i nowoczesnej technice? Przecież już w ubiegłym wieku ludzie byli na księżycu. I to nie raz. A przepraszam, jest analogia ? księżycowy krajobraz w sercu Warszawy. Jest też sukces! Udało się zasypać i zlikwidować przejście podziemne koło Uniwersytetu. A można było je wyremontować, zmodernizować zrobić sklepiki, usługi itp. Do tego studenci i przechodnie mieliby bezpieczne przejście. Ostatecznie jakiś ruch samochodowo-autobusowy na tej ulicy się odbywa. A co to kogo ...? Łatwiej zlikwidować.

Już widać błędy. Jezdnia Krakowskiego Przedmieścia jest za wąska, autobusy mijają się w niebezpiecznie małej odległości od siebie, muskając rowerzystów o skłonnościach samobójczych. Na kostce, którą zastąpiono asfalt, opony pojazdów hałasują dużo bardziej. Do tego przyczepność jest gorsza ? szczególnie na mokro. Zakazano ruchu samochodów, oprócz dostawczych, taksówek i tych, które mają pozwolenia, a mimo to ruch mniej więcej taki jak dawniej. Od lat Krakowskie Przedmieście nie było ulicą przelotową, bo zamknięty, dla samochodów osobowych Nowy Świat i tak blokował je prawie zupełnie z południowej strony. Płynął tędy głównie ruch autobusowy. Chodniki są zdecydowanie za szerokie, przez co zwykle pustawe i służą głównie niezliczonym ogródkom kawiarnianym i piwnym. Na dodatek, między Miodową i Placem Zamkowym powstała ponura kamienna pustynia.

(...)

Wyświetlony 2074 razy
Wacław Kruszewski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.