niedziela, 29 maj 2011 23:09

Powszechny spis ludności

Napisane przez

Rano 2 listopada ubiegłego roku, w miły, rześki, słoneczny dzień tandem pracowników Chińskiego Biura Statystycznego przybył do oficjalnej pekińskiej rezydencji rządowej Zhongnaihai. Ich zadaniem było spisanie danych przywódców Chin, zaplanowane jako dobry początek gigantycznej akcji szóstego ogólnokrajowego spisu ludności.

 

Przywódcy postanowili wziąć w nim udział jako zwykli obywatele. Dwójka pracowników wręczyła chińskim liderom formularze. Prezydent kraju, pierwszy sekretarz partii oraz szef komisji wojskowej, nr 1 chińskiego kierownictwa, Hu Jin Tao uważnie przeczytał wszystkie pytania, wypełnił puste miejsca i dokładnie sprawdził wszystkie informacje. Dwukrotnie podziękował pracownikom biura statystycznego za wytrwałą i ciężką pracę, zapytał o postępy w przeprowadzaniu spisu, by na sam koniec z ciepłym uśmiechem złożyć swój podpis. Zaraz potem Hu Jin Tao spojrzał w oczy ankieterom i przyjaźnie, ale z powagą, oświadczył: Pomyślna realizacja powszechnego spisu ludności, precyzyjne uchwycenie informacji na temat populacji są głównymi fundamentami dla partii i rządu w formułowaniu naukowej polityki i decyzji, mają fundamentalne znaczenie dla promowania szybszego i lepszego rozwoju społeczno-gospodarczego oraz dla zwiększania poszerzania sfery szczęścia w społeczeństwie.

Za Hu Jin Tao ankiety wypełnili i podpisali: Wu Bang Guo, Wen Jia Bao, Xi Jin Ping, Li Ke Qiang, He Guo Qiang. Trzech innych liderów, nieobecnych z powodu wykonywania ważnych obowiązków służbowych, wizyt krajowych i zagranicznych, Zeng Qi Lin, Lin Chang Chun, Zhou Yong Kang, powierzyło swym najbliższym obowiązek wypełnienia ankiet.

Tak oto wygląda dokładny, oficjalny ranking ważności chińskich przywódców.

Skala trudności

Sześć milionów ankieterów i ich szefów musiało stawić czoła licznym wyzwaniom. Po pierwsze, chodziło o dotarcie do możliwie jak największej liczby członków ogromnej, liczącej (na podstawie poprzedniego spisu przeprowadzonego 10 lat temu) ponad 1,3 miliarda ludzi populacji, rozproszonej na rozległym, obfitującym w niedostępne zakątki terytorium, liczącym 960 milionów kilometrów kwadratowych. Oto słowa solidnego ankietera z prowincji Yunnan: W celu odszukania wszystkich ludzi przychodziłem do każdego domostwa dwudziestokrotnie. Najlepszymi chwilami dnia były te momenty, gdy spotykałem i odnajdywałem ludzi. Po drugie, trzeba stawić czoła potężnej fali migracji ? podczas poprzedniego spisu aż 100 milionów ludzi zaliczało się do kategorii tzw. mobilnych, migrant workers (liudong renkou), często przemieszczając się, pracując w innym miejscu, niż sugerowałby adres figurujący na ich dokumentach. By rozwiązać problem ewentualnych braków danych, milionów migrantów ?uciekających? przed ?niezmordowanymi? ankieterami, tym razem zdecydowano się zapisywać wszystkich, nie tylko tych przebywających w danym miejscu przez czas dłuższy niż sześć miesięcy. Po trzecie, trzeba było zmierzyć się ze wzrostem poczucia prywatności. Chińczycy stają się coraz bardziej niechętni do ujawniania swoich danych osobowych, jak zawód, status małżeński czy adres. Ponadto znaczenie może mieć nie tyle poczucie prywatności, ile brak odwagi cywilnej, rezultat nauk odebranych w szkołach. Choć sądzę, że istotne jest tu nie poczucie prywatności, lecz raczej coś bardziej realnego ? strach przed ewentualnym ujawnieniem egzystencji członków rodziny, których przyjście na świat odbyło się ze złamaniem przepisów znanych jako Kontrola Urodzeń (planu urodzeń ? jihua shengyi. Rozległe terytorium, szczególnie w odległych zakątkach, oferuje fizyczną możliwość skutecznego ukrywania się przed ankieterami. Dzieci niezarejestrowane i niewpisane do rejestru domowego hukou, miejsca zamieszkania któregoś z rodziców czy innego członka rodziny, to dzieci formalnie nieistniejące. W grę wchodzą też zwyczajne obawy ludzi przed dość iluzoryczną, ale zawsze trochę realną groźbą wykrycia ich działań korupcyjnych polegających na przekupywaniu lokalnej administracji, która umożliwiła wpisanie dziecka do rodzicielskiego hukouben. W tym wypadku, tak jak w odniesieniu do migrantów, władze postanowiły policzyć wszystkich. Pomiędzy majem a końcem września 2010 wydano odpowiednie przepisy zachęcające wszystkich do rejestrowania każdego dotychczas niefigurującego w rządowych statystykach członka rodziny. Lokalne posterunki policji i administracja otrzymały wytyczne do szybkiego i płynnego rejestrowania i pozytywnego rozpatrywania wniosków zainteresowanych. Podsumowując: kluczową rolę miała odegrać łagodna polityka. Poza wydaniem regulacji mówiących, że rezultaty spisu powszechnego nie są podstawą do wydawania kar administracyjnych za posiadanie niedozwolonych dzieci, władze postanowiły, iż ?nadliczbowe? dzieci mogą, zgodnie z przepisami, zostać wpisane do rodzicielskich hukou.

Po raz pierwszy spis powszechny objął mieszkających na terenie Chin cudzoziemców. W listopadzie ochroniarze zatrudnieni przez osiedle, na którym mieszkam, zjawili się u moich drzwi. Przy czym, co ciekawe, nie byli to ankieterzy, lecz ochroniarze-strażnicy ? przypuszczam, że zlecono im robotę, którą winien przeprowadzić ktoś inny. Można podejrzewać, że w wielu innych miejscach mogły mieć miejsce podobne praktyki. Ochroniarze grzecznie poprosili mnie o wpisanie imienia, nazwiska, podanie numeru paszportu oraz imion i nazwisk ewentualnych współlokatorów. Tak więc wiem, że figuruję w chińskim spisie powszechnym.

(...)

Wyświetlony 2129 razy
Więcej w tej kategorii: « Ameryka w głębokim kryzysie Bolt »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.