sobota, 02 lipiec 2011 23:02

USA a Europa wczoraj i dziś

Napisane przez

Kiedy USA powstawały w 1776 r., sytuacja na arenie międzynarodowej była oczywiście diametralnie różna od obecnej. Dzisiejsze supermocarstwo było raczkującym dopiero i słabiutkim kraikiem na peryferiach świata, świeżo wyswobodzonym spod kolonialnej kurateli Londynu. Obecny największy sojusznik USA ? Wielka Brytania ? był wówczas dla Amerykanów wrogiem nr 1. Sojusznikiem Waszyngtonu była przede wszystkim Francja (tradycyjna rywalka Albionu), a Rosja carycy Katarzyny II zachowywała raczej życzliwą neutralność. Tak pozostało też przez cały wiek XIX. W 1823 r. USA okrzepły na tyle, że ogłosiły Europie tzw. doktrynę Monroe?go.

 

Prezydent James Monroe oświadczył mianowicie wszem i wobec, że Waszyngton nie będzie tolerował ingerencji mocarstw europejskich w sprawy obu kontynentów amerykańskich (?Ameryka dla Amerykanów?). Ipso facto oznaczało to rozciągnięcie politycznej kurateli USA nad zachodnią półkulą. M.in. w imię tej doktryny Amerykanie stanowczo sprzeciwili się francusko-austriackiej interwencji w Meksyku w latach 1865-67, kiedy to Wiedeń i Paryż usiłowały osadzić na tronie tego kraju Maksymiliana von Habsburga, brata cesarza Franza Josefa I. Nieszczęśnik przypłacił to życiem. Po domowej ?wojnie secesyjnej? Stany Zjednoczone przeżywały pod koniec XIX w. okres niebywałej prosperity ekonomicznej.

Początek XX wieku to już wejście USA na arenę wielkomocarstwowej polityki światowej. Kraj coraz bardziej ludny (imigracja z Europy ?za chlebem?) doganiać też począł najbogatsze wówczas państwa globu, jak wiktoriańska Anglia i kajzerowskie Niemcy. Rosła również jego siła militarna. Amerykanie nie mieli żadnego przeciwnika lądowego, a Kanada i Meksyk były zdecydowanie słabsze. W 1868 r. car Aleksander II sprzedał USA za sporą sumę dolarów Alaskę, należącą dotąd do Rosji. Nie musimy dodawać, jak bardzo się to Amerykanom później opłaciło! Wtedy stosunki amerykańsko-rosyjskie były zresztą dobre, a nawet przyjazne, ponieważ brakowało czynników konfliktogennych.

Za czasów prezydentury Theodora Roosevelta (wuja Franklina Delano) USA pośredniczyły w zażegnaniu wojny rosyjsko-japońskiej, w charakterze jednego z wielkich mocarstw (1907). Po wybuchu Wielkiej Wojny w Europie w sierpniu 1914 r., prezydent Thomas W. Wilson optował za neutralnością. Gros społeczeństwa solidaryzowało się z Ententą, lecz silne też było lobby proniemieckie (Amerykanie niemieckiego pochodzenia). Kiedy jednak wyszły na jaw tajne plany Rzeszy (ujawnione przez Anglików, którzy rozszyfrowali sławetny ?telegram Zimmermanna?), zakładające niemieckie wsparcie dla Meksyku w wypadku ewentualnej wojny tego kraju z USA, w kwietniu 1917 r. wypowiedziano Niemcom wojnę.

Solidarność anglosaska Waszyngtonu i Londynu była już wówczas znaczna. Zbliżały język, literatura i kultura. Oddalała jedynie rywalizacja morska i kolonialna. Obawiając się całkowitego zwycięstwa Niemiec w Europie nad Anglią i Francją (Rosja w wyniku dwóch rewolucji wypadła z gry), Stany Zjednoczone zdecydowały się interweniować militarnie na Starym Kontynencie, po czym jesienią 1918 r. poskromiły na froncie francuskim pruską hydrę militaryzmu. Jak widać, zagrała tu typowa ?polityka równowagi?, gdyż nie było w USA jakichś szczególnie antyniemieckich nastrojów. Po wojnie Stany udzieliły zresztą Berlinowi daleko idącej pomocy finansowej.

W okresie międzywojennym polityka zagraniczna Waszyngtonu wobec Europy straciła swą intensywność. Armie i dyplomatów wycofano, pozostawiając ideę Ligi Narodów. Miała ona pełnić rolę obecnej ONZ, ale bez USA. Izolacjonizm stał się wytyczną na ponad 20 lat. Ogólnie i deklaratywnie ?popierano? nowe państwa Europy środkowowschodniej, zwłaszcza Czechosłowację i odrodzoną po 123 latach Polskę; dbano też o dobre kontakty z Anglią i Francją. Stosunki ze Związkiem Sowieckim cechował ideologiczno-ustrojowy dystans, ale nie było wrogości. Usiłowano tu robić wzajemne tzw. dobre interesy, zwłaszcza podczas prezydentury Franklina D. Roosevelta, który w 1933 r. nawiązał stosunki oficjalne z ZSRS.

Dojście do władzy Adolfa Hitlera i nazistów w Niemczech (1933 r.) wywołało jedynie częściowe i przejściowe pogorszenie stosunków na linii Waszyngton-Berlin. Antysemityzm nazistów raził oczywiście silne zawsze w USA prożydowskie lobby. Także amerykański ambasador nad Szprewą, dyplomata starej szkoły i protestancki konserwatysta H.E. Dood zachował daleko idący dystans wobec brunatnej dyktatury. Generalnie jednakże administracja Roosevelta w okresie 1933-40 przychylała się do opcji neutralnej i nie prezentowała nastawienia antyniemieckiego. Sam Hitler i jego paladyni natomiast nie ukrywali swej daleko idącej niechęci i pogardy do USA, jako kraju tolerancyjnego dla mniejszości, wielonarodowego i wielokulturowego.

Zauważyć warto, że w obliczu ekspansjonistycznej polityki III Rzeszy w Europie środkowej i wschodniej (Austria, Czechosłowacja i Polska, 1938-39), ambasador amerykański w Londynie John Kennedy (senior, ojciec przyszłego prezydenta) w pełni popierał asekurancką politykę premiera rządu JKM Neville`a Chamberlaina, zwaną polityką ?uspokajania? (appeasementu) Hitlera i Mussoliniego. Jak widać, Amerykanie byli przeciwni wojnie w Europie oraz na morzach i oceanach. Dopiero bezpośredni atak sojusznika Hiltera i Duce ? Japonii (w Pearl Harbor na Pacyfiku) w grudniu 1941 r. skłonił Waszyngton ku wojnie po stronie koalicji angielsko-sowieckiej. To Niemcy zresztą jako pierwsze wypowiedziały Stanom wojnę... Powstała wówczas tzw. Wielka Koalicja antyhitlerowska.

(...)

Wyświetlony 2328 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.