poniedziałek, 04 lipiec 2011 14:34

O lojalności wobec nieistniejącego państwa

Napisał

Ruch Autonomii Śląska oraz inne krajowe formacje społeczno-polityczne dystansujące się od Polski i polskości są tematem gorących debat w środowiskach określających się jako patriotyczne. W ramach tych dyskusji nie rozważa się jednak kwestii, które należałoby uznać za kluczowe dla rozpoznania źródeł problemu.

 

Tendencje autonomiczne na Śląsku zaistniały w latach 90. XX wieku. Z perspektywy czasu można mówić o początku tamtej dekady jako o swoistym ?karnawale wolności?, kiedy wydawało się, że Polska będzie nie tylko niepodległa, lecz wkrótce stanie się państwem wolnych ludzi. Dziś oczywiście te nadzieje mogą zostać wyśmiane, jako wyraz politycznej naiwności, lecz nikt chyba nie podejrzewał, iż czas niepodległości będzie tylko kilkunastoletnim interludium między faktyczną podległością Sowietom a już najzupełniej formalnym włączeniem Polski do struktur nowego państwa, czyli Unii Europejskiej.

W latach dziewięćdziesiątych RAŚ, jak również inne ugrupowania mniejszościowe (w tym również mniejszości niemieckiej) nie cieszyły się taką popularnością, która pozwoliłaby im sięgnąć po władzę na szczeblu regionalnym czy tym bardziej ponadregionalnym. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy ośrodek faktycznej władzy nad Polską zaczął przesuwać się z Warszawy do stolic Unii Europejskiej. Proces utraty niepodległości miał charakter wyjątkowy, gdyż odbywał się stopniowo, bez użycia przemocy (co jednak jest pewnym ewenementem w dziejach świata) i z akceptacją znaczącej większości polskiej wspólnoty narodowej. Gdyby przyjąć jeszcze osiemnastowieczne kryteria myślenia o narodzie i państwie, charakterystyczne dla epoki rozbiorowej, należałoby uznać, że większość współcześnie żyjących Polaków dobrowolnie zrzekła się polskości, aktem wyborczym przekształcając się w polskojęzycznych Europejczyków. A zważywszy na charakter drastycznych zmian, jakie dokonały się w ciągu minionych siedmiu lat, analogie z dziejami Rzeczypospolitej w ostatnich dekadach XVIII w. są nieuniknione...

Dziś, w lipcu 2011 roku, trzeba stwierdzić jasno, że Polska jako państwo już nie istnieje. Kto twierdzi inaczej, kto w wystąpieniach na wiecach politycznych i przy innych okazjach opowiada, że będzie bronił niepodległości Polski, że stoi ?na straży? niepodległości, że powinniśmy cieszyć się ?odzyskaną wolnością?, żyje w matriksie. Polska została zamknięta w trumnie historii i mówienie o jej rzekomo wciąż trwającej niepodległości vel suwerenności jest przywoływaniem zombie. Życiową rolą prezydenta Lecha Kaczyńskiego okazała się zatem powtórka z króla Stanisława Augusta podpisującego traktat rozbiorowy. Tym razem nikt nawet nie próbował stawiać zbrojnego oporu ? historia rzeczywiście powtórzyła się jako farsa.

Nie można łudzić się, że niepodległa Polska cudownie zmartwychwstanie, gdy po kolejnych wyborach nastąpi zmiana na stołkach administratorów polskiej prowincji Unii Europejskiej. Zwolennicy niepodległości być może ? i będzie to samo w sobie wydarzenie epokowe ? przekroczą próg pięcioprocentowy, lecz bez względu na to, czy tak się stanie, czy tańczyć na grobie będzie ?banda czworga?, pozostaną nieliczącym się marginesem lokalnego życia politycznego. Dziś, w wa­riancie najbardziej optymistycznym, może im przypaść rola swoistego wentylu bez­pieczeństwa, który ma prawo delikatnie krytykować pewne realia Unii i stwarzać pozory wolności opinii.

Zważywszy że Polska nie istnieje jako państwo, a wspólnota narodowa w co­raz większym stopniu ulega wynarodo­wieniu, czy można dziwić się, iż rośnie grupa ludzi, którzy nie poczuwają się do lojalności wobec Polski? Owszem, o autonomistach śląskich jest głośno, ale przecież nie jest trudno dostrzec przejawy faktycznej, milczącej apostazji od polsko­ści w skali całego kraju. Polska utraciła siłę przyciągania, polskość przestała być war­tością. Żaden spośród składających uro­czyste przysięgi oficerów nie strzelił so­bie w skroń, by zaprotestować przeciwko anschlussowi. Słowa Baczyńskiego, że trzeba nam teraz umierać, / by Polska umiała znów żyć, trafiłyby w ontologiczną pustkę. Kiedyś mówiono o Polsce jako kraju bez Quislingów, dziś można stwier­dzić, że jest to również kraj bez Burianów.

(...)

Wyświetlony 2490 razy
Więcej w tej kategorii: « Feudalny Wrocław Strajk generalny »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.