poniedziałek, 04 lipiec 2011 15:07

Gospodarka na rozdrożach

Napisane przez

Masowe i długotrwałe protesty w Hiszpanii, trwające już od 15 maja 2011 r. większość polskojęzycznych mediów raczyła zauważyć z dużym opóźnieniem. Tylko do 20 maja odbyło się około 60 strajków, a tysiące młodych ludzi wyległy na centralny plac Madrytu Puerta del Sol, by protestować przeciwko drożyźnie, korupcji i wysokiemu bezrobociu, które w Hiszpanii dotyka już ponad 40% z nich. Dla porównania w Polsce według danych Eurostatu ok. 24% absolwentów wyższych uczelni do 25. roku życia pozostaje na bezrobociu. Polska tym się jednak różni od Hiszpanii, że u nas bezrobocie rozładowuje się masową emigracją, bez której byłoby znacznie większe, a poza tym wielu z tych, którzy teoretycznie mogliby już pracować, pozostaje jeszcze na studiach.

 

Dlaczego jednak protesty w Egipcie czy Tunezji, które relacjonowano z taką pieczołowitością, miałyby nas interesować bardziej niż problemy jednego z większych państw Unii Europejskiej, tak bardzo podobne do naszych? Te ostatnie pokazują, że tylko dobre zarządzanie państwem może być trwałym punktem wyjścia do dobrobytu gospodarczego, a jeśli tego zabraknie, nie pomoże ani Euro, ani Unia Europejska, która nie będzie wiecznie do żadnego z państw dopłacać. Co najwyżej międzynarodowe instytucje finansowe zaoferują Hiszpanii na wzór Grecji ?bratnią pomoc? w postaci kredytów, które z procentami będzie musiała spłacać.

W przypadku Grecji odbywa się to już pod rygorystycznym warunkiem przyspieszonej prywatyzacji majątku narodowego, z której Grecja może znacznie mniej uzyskać, niż mogłaby w normalnych warunkach, wobec braku takiej przymusowej sprzedaży. Nie mówiąc już o tym, że sprzedać można tylko raz, a pozbywając się udziałów w spółkach, państwo traci prawo do zysków z dywidendy za kolejne lata. Z kolei mniejsze wpływy z dywidend to mniej pieniędzy w budżecie, których nie można będzie bez końca uzupełniać wpływami z prywatyzacji. Przed podobnymi dylematami stoi dziś nie tylko Hiszpania czy Grecja, ale również Polska, w której planowane wpływy z prywatyzacji za kolejne lata uległy wyraźnemu przyhamowaniu, bynajmniej nie dlatego, że rząd czy minister skarbu zaczął bronić się przed nadmierną prywatyzacją, lecz z tego prozaicznego powodu, że sprzedawać specjalnie nie będzie już czego.

Teraz nawet to, co zostało i co powinno pozostać w rękach Skarbu Państwa, jako głównego inwestora, rząd chce sprzedać ? w Polsce sprzedano już nawet Giełdę Papierów Wartościowych! Tymczasem dobrze prosperujące państwowe koncerny energetyczne czy koncerny motoryzacyjne to żadna niespodzianka czy tym bardziej ?relikt socjalizmu? w rozwiniętych państwach Zachodu. A jaką ?prywatną? marką może pochwalić się Polska po 22 latach transformacji i prywatyzacji i którego Polaka było stać, aby przed dwudziestu laty kupić samemu za uczciwe pieniądze takie zakłady i jeszcze w nie inwestować?

Dlaczego więc nie prywatyzowano przede wszystkim na zasadzie akcjonariatu pracowniczego, kiedy to sami pracownicy stają się właścicielami (lub przynajmniej współwłaścicielami) swoich miejsc pracy? Taka forma prywatyzacji sprawdziła się np. za premiera Olszewskiego w przypadku Stoczni Szczecińskiej, która jako Porta Holding funkcjonowała z powodzeniem na tych zasadach aż do bezpodstawnej nacjonalizacji w 2002 roku. Tymczasem zamiast programu powszechnego uwłaszczenia stworzono Program Powszechnej Prywatyzacji w oparciu o Narodowe Fundusze Inwestycyjne, który okazał się niewypałem generującym straty dla budżetu, a uchwalona w 1996 r. ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych zagwarantowała jedynie 15% udziału akcjonariatu pracowniczego.

Za czasów premierostwa Jerzego Buzka prywatyzowano na całego, zwłaszcza banki. Prywatyzację rozumiano jednak w tak opaczny sposób, że 30% pakiet akcji Telekomunikacji Polskiej sprzedano państwowej firmie francuskiej, a 30% akcji PZU konsorcjum niespełniającemu nawet kryterium inwestora branżowego. Proces byłego ministra Emila Wąsacza w tych sprawach przed Trybunałem Stanu nie może ruszyć od 2007 r., bo nie można wybrać posła sprawozdawcy, a jego były przełożony jest obecnie szefem Parlamentu Europejskiego i jemu tym bardziej nic nie grozi. Autor Programu Powszechnej Prywatyzacji Janusz Lewandowski ? obecny komisarz ds. budżetu Unii Europejskiej ? również nie ma sobie nic do zarzucenia.

Wyświetlony 2001 razy
Więcej w tej kategorii: « Biała flaga Czarne dziury »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.