czwartek, 29 wrzesień 2011 01:44

Ciemna strona niemieckiej partiokracji

Napisał

Numerem jeden wśród krytyków niemieckiego państwa partyjnego jest prof. Hans Herbert von Arnim (ur. 1939), przez wiele lat wykładający w Wyższej Szkole Nauk Administracyjnych w Speyer, autor wielu książek, żeby wymienić choćby takie pozycje, jak Korupcja. Sitwy w polityce, administracji i gospodarce; Partie ludowe bez ludu; Z pełnym brzuchem trudniej się rządzi; Państwo jako łup; Państwo bez sług, czyli co obchodzi polityków dobro narodu; System ? machinacje władzy.

 

Polskiemu czytelnikowi znany jest z wydanej przez Wektory książki Europejska zmowa. Jak urzędnicy UE sprzedają naszą demokrację. W tegorocznym majowym numerze renomowanego specjalistycznego dwutygodnika ?Die Öffentliche Verwaltung? (wychodzi od 1947 roku) opublikował artykuł ?Współpracownicy posłów: armia rezerwowa partii??, w którym pokazał, jak rozrasta się i funkcjonuje grupa osobistych współpracowników (asystentów itp.) niemieckich posłów do Bundestagu i do parlamentów krajowych. Od 1969 roku do dziś ich liczebność wzrosła kilkunastokrotnie; obecnie każdy poseł do parlamentu ma 10 współpracowników (kilku pracuje na cały etat, reszta na pół i ćwierć etatu), a poseł do landtagu ? dwóch. W sumie posłom na szczeblu federalnym i krajowym pomaga ponad 10 000 osobistych współpracowników, których pomoc kosztuje rocznie podatnika 224 miliony euro ? od 1969 roku koszty wzrosły dwudziestokrotnie.

Ten dynamiczny rozwój liczebny sprawił, że każdy poseł do Bundestagu ma dziś do dyspozycji cztery pomieszczenia; do listopada 2010 roku w budynkach parlamentu dobudowano 300 nowych pomieszczeń wydając na to w sumie 250 milionów euro. Są to dodatkowe pieniądze, poza ryczałtowymi sumami otrzymywanymi przez posłów na działalność poselską.

Mimo że ich zadaniem ma być ? według ustawy ? pomaganie posłom w wypełnianiu poselskich obowiązków, to w rzeczywistości są to opłacani z budżetu państwa działacze partii zasiadających w parlamencie. Jak dowodzi prof. von Arnim, armia asystentów i współpracowników posłów jest w rzeczywistości armią pomocniczą partii; stanowią oni jej kręgosłup, pracują w okręgach wyborczych swoich posłów, w lokalnych organizacjach partyjnych, przy kampaniach wyborczych. Poświęcają działalności partyjnej 80-90% czasu. Jeśli przestają pracować dla posłów, ci załatwiają im pracę w administracji państwowej, we władzach samorządowych, w organizacjach gospodarczych. Nierzadko idą drogą swoich partyjnych pracodawców, np. poseł SPD Rudolf Scharping pracował najpierw w biurze posła SPD Wilhelma Droeschera, w jego biurze zaś pracował Jörn Thießen, który potem też został posłem.

Do opinii publicznej trafiają tylko najbardziej jaskrawe przypadki nadużyć związanych ze współpracownikami posłów: a to jeden poseł zatrudnił swoją przyjaciółkę, której poza tym załatwił pracę w urzędzie gminy, inny zatrudnił piłkarza ze swojego lokalnego klubu, jeszcze inny wysyłał asystentów do pracy w swojej prywatnej stadninie etc., etc. Ale, zdaniem prof. von Arnima, jest to jedynie czubek góry lodowej ?całkiem normalnych nadużyć?. Jego ostateczna ocena brzmi: mamy do czynienia ze zjawiskiem poza demokratyczną kontrolą, będącym w istocie niekonstytucyjnym i nielegalnym finansowaniem partii politycznych, mającym w wielu przypadkach charakter malwersacji.

O ile prof. von Arnim chce poprawiać i reformować system partyjnej demokracji od wewnątrz, o tyle publicysta i bloger, Roland Woldag (ur.1961), określający się jako chrześcijańsko-(ewangelicko)-pruski libertarianin, uważa to za stratę czasu. W artykule ?Partie ? jemioła na drzewie ładu społecznego? opublikowanym na łamach ?eigentümlich frei? Woldag pisze, że partyjni demokraci stale narzekają, iż ludzie się nie interesują polityką, nie pojawiają się w lokalach wyborczych, nie uczestniczą w ?demokratycznych procesach kształtowania społeczeństwa?, nie włączają się dostatecznie mocno w ?system demokratyczny?. On sam naiwnie sądził kiedyś, że należy się włączyć w system, był nawet członkiem zarządu, na szczeblu landu, jednej z małych partii. Jednak szybko zrozumiał, że funkcjonariuszom małych partii nie chodzi wcale o zwalczanie populistyczno-przestępczych machinacji wielkich partii, ale wyłącznie o to, żeby mieć taką samą władzę i apanaże, jakie mają funkcjonariusze tychże partii. Zarządy małych partii symulują nawet język, gesty i rytuały zarządów wielkich partii, co zamienia ich partyjne zjazdy w groteskowe imprezy.

Wszędzie tam ? wywodzi Woldag ? gdzie opłacani z podatków partyjni demokraci ?wyruszają na ludzi?, zaczyna się droga do niewolnictwa (Hayek); z każdą kolejną demokratyczną partią, kolejne dawki keynesizmu spadają na tworzącą wartości gospodarkę, podcinając jej cywilizacyjne fundamenty; zamiast ?państwa prawa? (Rechtsstaat) mamy ?państwo lewa? (Linksstaat), które nie pozwala na istnienie decydującego o sobie społeczeństwa obywatelskiego.

Każdy, kto ?wybiera? jakąś partię, automatycznie wybiera lewicę, ponieważ wybiera manipulacje rynkiem, pieniężny socjalizm i grabienie tych, którzy tworzą realne wartości ekonomiczne, z czego odnoszą korzyść ?demokratycznie legitymizowane? grupy interesu. Wszystkie partie są ?lewicowe?, ponieważ wszystkie chcą ?demokratycznie kształtować społeczeństwo? i ?wychowywać naród?, a to właśnie jest istota lewicowości.

?Wewnętrzne organy? niemieckiego państwa partyjnego ujawniają dziś swój autoagresywny charakter i swoje perwersyjne funkcje: ministerstwo rodziny kieruje demograficzny i materialny potencjał rodziny na rzecz bezdzietnych, gejowsko-lewicowych ?alternatywnych projektów życiowych? i niszczy tożsamość płci, ministerstwo gospodarki odbiera wolność gospodarczą klasie średniej na korzyść struktur państwowo-monopolistycznych, ministerstwo spraw wewnętrznych ogranicza wolność jednostki na korzyść władzy politycznej, ministerstwo finansów optymalizuje wyzysk zanikającej warstwy tych, co wypracowują dochód narodowy, na rzecz politycznych ?elit?, ministerstwo rozwoju niszczy wolność gospodarczą ?Trzeciego Świata? na korzyść wielkiej finansjery, ministerstwo edukacji dewastuje szkolnictwo, ministerstwo obrony czyni kraj niezdolnym do obrony, ministerstwo zdrowia degraduje system zdrowotny, ministerstwo spraw socjalnych hoduje coraz liczniejszą rzeszę ludzi zależnych od opieki socjalnej, narodowy parlament zdradza naród, państwo partyjne odwraca naturalny ład w jego przeciwieństwo, rujnując niemiecką i europejską cywilizację.

(...)

Wyświetlony 1950 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.