poniedziałek, 31 październik 2011 22:05

Ojciec kocha dziecko

Napisała

Z Ireneuszem Dzierżęgą, prezesem Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca rozmawia Natalia Dueholm

Są na świecie kraje, gdzie rozwody są zakazane. A w Polsce jak właściwie jest? Łatwo się rozejść?

Niestety coraz łatwiej. Rozwody są popularyzowane, wręcz narzucane przez media internetowe, papierowe, telewizję. Lansowane są trendy z Europy Zachodniej, a młodzież i starsze dzieci, a nawet obecni małżonkowie je przyjmują. To są antyrodzinne i antymałżeńskie trendy, w których faworyzowane jest życie osobno, życie singla, bez większej odpowiedzialności za innych, bez dodatkowych obowiązków, które wynikają przecież z bycia w rodzinie, jeśli nie jej ?głową?, to ?szyją?. W ten sposób człowiek ma się spełniać, wyzwolić z rzekomych więzów. Tak naprawdę są to trendy feministyczne z lat siedemdziesiątych, a wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych, gdzie powstała nawet swoista konstytucja feministyczna, a jej idee obecnie są lansowane przez organizacje, które pod przykrywką walki o prawa kobiet i dzieci, faktycznie walczą z rodziną i jej podstawą, czyli małżeństwem. Niestety, często ze sporym wsparciem finansowym państwowych dotacji.

 

A podobno środowiska te chcą budować nowoczesną Polskę? Jak nowoczesność ma się do lat siedemdziesiątych?

Ta swoista nagonka na rodzinę i małżeństwa powoduje, że cofamy się o jakieś trzydzieści lat w rozwoju społecznym (według obserwatorów z USA). Przecież to związki monogamiczne są podstawą narodów i państw. Mamy się zatem tylko bawić w rodzinę? Małżeństwo to nie tylko wzajemne uczucie, ale przede wszystkim odpowiedzialność za drugiego, jednak niektórym ludziom wyzbycie się tej odpowiedzialności odpowiada. Wielu pasuje życie na luzie, bez nakazów moralnych. Nie trzeba dbać o najbliższych, więzi rodzinne, tradycję rodzinną, korzenie, z których się wyrosło, dbać o lokalną, a w konsekwencji narodową społeczność. Od rodziny wszystko się zaczyna, a kończy na odpowiedzialności za państwo, w którym się urodziło i żyje. Ci ludzie myślą, że państwo im jednak tylko będzie pomagać, bo od tego jest. Niestety, ale ?państwo? samo w sobie zamiast myśleć perspektywicznie i inwestować w rodzinę, propagując i tworząc prawo ułatwiające rozwody, podcina gałąź, na której mają mieć oparcie przyszłe pokolenia Polaków. Ponadto państwo jeszcze zarabia jeszcze na tym.

Dzisiaj już walczymy ze skutkami tej niefortunnej polityki, braku dbałości czy może nawet pospolitego lenistwa w sprawach społecznych. Zaniedbania w polityce społecznej doprowadziły do tego, że dzisiaj już nie tylko narzekamy na brak męskiego, ojcowskiego wzorca u naszych dzieci, ale widzimy dalsze konsekwencje z tego wynikające, a one przytłaczają nas coraz bardziej. Temat nadal jeszcze skrywany, ale o biedzie polskich dzieci już nieraz słyszeliśmy, często biedni, pracujący ojcowie obarczani są zbyt dużymi alimentami, nie mogą sprostać wymogom zapewnienia swoim dzieciom godnych warunków bytowych, a sądy rodzinne chętne są do odbierania wówczas tych dzieci rodzinom i przekazywania do specjalnych ośrodków. Ileż takich rodzinnych koszmarów przerabialiśmy tylko w naszej organizacji? Wskazujemy ponadto na fakt, że zbyt wielu żyje z rozwodów, które im się ? po prostu ? opłacają i nie chodzi tylko o ok. dwa miliony matek żyjących z alimentów, ale o rzesze prawników, a przede wszystkim komorników, którzy żyją z odbierania ostatniego grosza zadłużonym ojcom. A przecież krajem mlekiem i miodem płynącym absolutnie nie jesteśmy. Wręcz przeciwnie, choć niejednokrotnie biedy się nie widzi.

Rozwody wykańczają również moralnie i psychicznie członków rodzin, szczególnie tych, którzy po kilkuletnim takim procesie, tracą dorobek życia, kontakt z dziećmi i realny wpływ na ich wychowanie, a tym samym na ich przyszłość. Dzieci zaś nie potrafią tego zrozumieć, dlaczego nagle taty nie ma albo jest tylko na kilka godzin co dwa tygodnie.

W Polsce panuje na ogół przeświadczenie, że winę za rozwód ponosi mężczyzna. Nie podziela pan chyba tej opinii?

To fałszywe przeświadczenie. Staramy się w mozolnym trudzie przekonać, również zmanipulowaną przez dziesięciolecia opinię społeczną, że fałszywy jest obraz stereotypowego, złego, polskiego ojca, który tylko pije, bije, a jak nie wystarczy odebrać mu dzieci, to dokłada się i zarzut o ich molestowanie. I to wszystko bezkarnie. Nawet nie tak dawno Sąd Najwyższy orzekł, że kłamstwa i fałszywe pomówienia w czasie sprawy rodzinnej są akceptowane i nie podlegają karze, jeśli sędzia uzna, że osoba pomawiająca robiła to w dobrej wierze. Gdzie zatem czynnik moralny, o który też pytamy? Gdzie miejsce dla prawdy, niekłamanej miłości i odpowiedzialności za dziecko? Kiedy te wartości będą w końcu uznane i docenione? Na pewno nie w naszych obecnych rodzimych sądach.

W jaki sposób udaje się wam pokazać, że ojcowie to nie są zawsze ci zli?

Pokazujemy, że lansowany stereotyp mężczyzny-ojca nie jest prawdziwy. To olbrzymia przesada. Pokazujemy również siebie jako wzór, nawet jeżeli w naszym gronie są tzw. rozwodnicy, to przecież nie zawsze z własnej woli czy winy staliśmy się nimi. W mojej organizacji staramy się gromadzić ludzi wartościowych, wiarygodnych, uczciwych, prawdziwych. Są wśród nich oczywiście rozwiedzeni, ale również osoby żyjące w szczęśliwych, trwałych związkach małżeńskich, babcie, dziadkowie, panny i kawalerowie, ludzie różnych zawodów, a nawet światopoglądów. Taki mały przekrój społeczny, gdyż problem rozwodu dotyka całe nasze społeczeństwo. Należy pamiętać, że uderzanie w ojca, to uderzanie w serce powołania rodziny i odpowiedzialności za nią, a to uderza bezpośrednio również w dzieci. Staramy się też zwalczać kampanie o rzekomej powszechnej przemocy wobec kobiet i dzieci. Mówienie, że co drugi mężczyzna jest sprawcą przemocy, a co trzecia mężatka jest gwałcona przez męża, jest po prostu chore. Chore, bo fałszywe. To niszczy rodzinę.

Czy sądy rodzinne rzeczywiście faworyzują kobiety? 

Od trzydziestu lat polski ojciec jest w sądach rodzinnych odseparowywany od dziecka. Sądy rodzinne to prawdziwa zmora społeczna, praktycznie całkowicie sfeminizowana, a pracujących tam mężczyzn można policzyć na palcach. Staram się zwrócić uwagę na fakt, że w sądach tych brakuje również poczucia moralności, chęci kierowania się dobrem rodziny, prawdziwym dobrem dziecka. Nie można bowiem mówić o dobru dziecka, jeśli nie pozwala się spotkać mu z ojcem na Boże Narodzenie czy I Komunię Świętą, uzasadniając to brakiem wykazania przez ojca szczególnych potrzeb dziecka w tym okresie, bo przecież zapleść córce warkocz przed I Komunią może matka, więc ojciec nie jest do niczego potrzebny w tym dniu. Brakuje również często minimum ludzkiej przyzwoitości czy serdeczności. Dla rodziców to sprawa życiowa, a dla sędziego odhaczenie kolejnej wokandy. Sądom nie zależy na tym, aby dziecko było szczęśliwe, miało nadal mamę i tatę przy sobie, nawet jeśli mieszkają już osobno. Liczy się niestety przeważnie interes matki. Ojcowie, którzy w sądach mówią wprost, że dziecko kochają i chcą je wychowywać, przejąć nad nim pieczę, traktowani są wyjątkowo podle. Ojciec ugodowy jeszcze może coś uzyskać, ojciec chcący być nadal prawdziwym ojcem, jest zwalczany.

Kolejną wrogą instytucją są Rodzinne Ośrodki Diagnostyczno-Konsultacyjne, działające na zlecenie sądów rodzinnych i zajmujące się przeprowadzaniem badań z członkami rodziny. Pracują tam głównie psycholodzy i pedagodzy. Często bez życiowego doświadczenia, a kierowanie się stereotypową oceną członków rodziny jest zjawiskiem powszechnym. Były minister sprawiedliwości Andrzej Czuma słusznie powiedział na spotkaniu z nami w 2009 r., że zostały one stworzone za czasów PRL-u do inwigilacji i rozbijania rodzin. Był gotów rozwiązać je i w miarę szybko stworzyć nową służbę psychologiczną. Mamy też tę świadomość, że to właśnie we wspomnianych RODK-ach właściwie zapadają wyroki w sprawach rodzinnych i rozwodowych. Jako jedyni od 30 lat ich istnienia zbadaliśmy te ośrodki, działające pomiędzy Ministerstwem Sprawiedliwości i Ministerstwem Edukacji, dzięki czemu ich pracownicy (około tysiąca osób), często ?biegli? z przypadku, otrzymują ?podwójne? pensje i nie podlegają praktycznie kontroli ani jednego, ani drugiego ministra. To niezwykle ?ciepłe? posady i nie dziwmy się, że broni się ich jak niepodległości. Niestety, wygląda na to, że władza nie jest specjalnie zainteresowana likwidacją tej patologii, a po ostatnich doniesieniach z terenu jestem przekonany o tym, by działalność niektórych określić tym mianem.

Raport z 2009 r. o działalności tych ośrodków można przeczytać tutaj: http://prawaojca.org.pl/images/materialy/Raport_RODK.pdf

(...)

Wyświetlony 2619 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.