niedziela, 29 sierpień 2010 11:04

Wałęsa znów wspiera "lewą nogę"?

Napisane przez

Do Wałęsy czułem kiedyś wielką sympatię. Za pierwszej "Solidarności" i w stanie wojennym był dla mnie, bez wątpienia, bohaterem. W pierwszych wyborach prezydenckich, po "okrągłym stole", głosowałem na niego z pełnym przekonaniem.

W wyborach kolejnych, gdy w II turze miał za kontrkandydata towarzysza Kwaśniewskiego, zrobiłem to już z przymusu, na zasadzie głosu na "mniejsze zło". Czar Wałęsy należał już wówczas, przynajmniej dla mnie, do przeszłości.
Wałęsa, gdy kandydował po raz pierwszy, obiecywał puścić aferzystów i czerwonych w skarpetkach. Pamiętna siekierka w klipach telewizyjnych będących wizytówką kampanii wyborczej, symbolizować miała radykalizm jego programu. Jak pamiętamy, nie tylko nie pogonił aferzystów, ale nagle zaczął wspierać "lewą nogę".
Myślę, że na radykalizm Wałęsy nabrałem się nie tylko ja. Udział prezydenta w "koalicji strachu" przed lustracją w 1992 roku, a następnie odwołanie rządu Olszewskiego, ostatecznie przelały czarę goryczy.
Na niekorzyść Wałęsy przemawia to, że zaczął otaczać się bardzo dziwnymi osobnikami. Tajemniczy Wachowski, nieżyjący już Falandysz (figurujący na "liście Macierewicza"), nieżyjący Józef Milewski (też na liście) czy wreszcie mecenas Kwiatkowski, uznany niedawno przez sąd lustracyjny za współpracownika SB, to postacie bardzo dobrze znane, najbardziej charakterystyczne dla "dworu" Wałęsy. Generalnie ? bardzo mroczne towarzystwo.
Dziś Wałęsa wyrusza na wojnę z tymi wszystkimi, którzy starają się dociec, co wówczas, gdy był prezydentem, spowodowało, że odwrócił się plecami od swoich wyborców, i to do tego stopnia, że w ostatnich wyborach zagłosowało na niego chyba niecałe 2 procent ludzi. Sojuszników poszukuje dziś Wałęsa m.in. wśród "ludzi rozumnych", którzy w przeszłości niejednokrotnie naśmiewali się z jego proletariackich nawyków, oraz wśród dawnych komunistycznych dygnitarzy, Aleksandra Kwaśniewskiego, z którym "pojednał się" w Watykanie, i Wojciecha Jaruzelskiego, od którego oczekuje deklaracji, że nigdy nie był agentem bezpieki. Swoich przeciwników, często dawnych politycznych przyjaciół, obraża, wyzywa od psycholi i kłamców, odsyła do lekarza psychicznego. Dla siebie natomiast domaga się nietykalności. Jeśli przejdzie na polityczną emeryturę ? owszem. Ale teraz, gdy jest aktywny, niby dlaczego ma być "nietykalny"?
Wałęsa oburza się, gdy ktoś próbuje zastanawiać się nad jego "skokiem przez płot". To już nawet dywagować na ten temat nie wolno? Ja nie wiem, jak było naprawdę. Pamiętam natomiast artykuł z dziennika "Życie", sprzed kilku lat, w którym reporter tej gazety usiłował znaleźć miejsce słynnego skoku oraz dotrzeć do świadków tamtego zdarzenia. I wcale nie było to proste. Mimo usilnych dociekań nie udało się tego miejsca ustalić, natomiast domniemany świadek wydawał się zastraszony i nie chciał z dziennikarzem na ten temat rozmawiać. Dziwię się, że nikt nie próbuje dotrzeć dziś do tego tekstu, który gdzieś pewnie w archiwach jest (mnie nie udało się go, niestety, odnaleźć).

(?)

 

Paweł Sztąberek
Wyświetlony 4358 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.