Wydrukuj tę stronę
wtorek, 07 grudzień 2010 00:12

Historia z luźnego notatnika

Napisane przez

Nowy rodzaj rewizjonizmu pojawił się obecnie, nie mający nic wspólnego z dotychczasowym kwestionowaniem "Czy Holocaust miał w ogóle miejsce". Z wyjątkiem marginesu fanatyków i łatwowiernych studentów, znakomita większość ludzi współczesnych jest w pełni świadoma losu i tragedii Żydów podczas Holocaustu.

Mówię tu o historycznym rewizjonizmie, uprawianym przez dzisiejszych pisarzy, dziennikarzy i wykładowców głównego nurtu, którzy starają się zatrzeć granicę pomiędzy ofiarami i katami II wojny światowej ? w imię własnych uprzedzeń i określonych, politycznych agend.
Głównym celem tych rewizjonistów stała się Polska. Traktują oni historię jako luźny notatnik, z którego można wyjmować strony, które komuś nie pasują ? i wstawiać nowe, które służą ilustrowaniu własnej wizji, i określonym interesom. W ten sposób historia zamienia się w propagandę.
Jest nie tylko dopuszczalne, ale wręcz w "dobrym stylu" wiązać dziś Polaków z Niemcami, jako katów narodu żydowskiego, albo odsyłać ich na najmniej znaczące miejsce wśród narodów, które cierpiały podczas minionej wojny. Ujawniło się to w sposób dramatyczny w sprawozdaniach z otwarcia w kwietniu 1993 roku Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, jakie pojawiły się zarówno w gazetach, jak i sprawozdaniach telewizyjnych. Wbrew oczekiwaniom, że Polacy zostaną przy tej sposobności wspomniani, jako naród, który stał się jedną z pierwszych i głównych ofiar hitleryzmu, większość amerykańskich dzienników i czasopism zdegradowała Polaków na ostatnie miejsce, plasując w zbiorowym określeniu ? "oraz inni". Sieć PBS (Public Broadcast Service ? amer. TV publiczna) przygotowała obszerną relację z uroczystości otwarcia muzeum, wspominając tylko raz, że trzy miliony polskich chrześcijan straciło życie z rąk Niemców.
Samo Muzeum Holocaustu otwarcie demonstruje, że nie ma intencji w poważniejszy i zgodny z prawdą sposób zobrazowaniu ofiar, które ponieśli podczas wojny Polacy. Z wyjątkiem plansz poświęconych niemieckiej inwazji na Polskę w 1939 roku, Muzeum nie informuje odwiedzających o masowej skali, w jakiej ginęli Polacy. Muzeum praktycznie koncentruje się wyłącznie na losie Żydów. Kiedy trzeba wspomnieć Polaków, informacja staje się zdawkowa i najczęściej przekręcona. W materiałach informacyjnych Muzeum, rozdawanych wizytującym osobom, nie wspomina się wcale o trzech milionach polskich ofiar. Oczywistą konkluzją staje się wniosek, że władze muzeum nie są przekonane o tym, by miały obowiązek informować o ofiarach, które nie były Żydami. Jak trafnie ujął to jeden ze zwiedzających: "Niedoinformowana publiczność pozostanie dalej niepoinformowana".
Przykładem jednego z najbardziej wprowadzających w błąd eksponatów jest plansza poświęcona kieleckiej napaści na Żydów, w roku 1946. Władze muzeum zdecydowały się włączyć ten epizod, nie wyjaśniając wcale skomplikowanych realiów powojennej Polski, które prowadziły do tego tragicznego incydentu. Odwołanie się do sprawy kieleckiej nie tylko wychodzi poza czasowe ramy, jakie ustalił dla działalności Muzeum Kongres Stanów Zjednoczonych ? i jakie wyznaczyło sobie samo Muzeum. Epizod ten stanowi, w tym kontekście, istną wodę na młyn wszystkich, którzy utrzymują, że Polacy byli pomocnikami hitlerowców w ich dziele prześladowania i mordowania Żydów. Mój wniosek o usunięcie tej części ekspozycji, jako nie mającej związku z głównym tematem, wywołał wręcz histeryczną polemikę ze strony dyrektora ośrodka badawczego i odrzucenie jakiejkolwiek idei zmian ze strony dyrekcji Muzeum.
Moje doświadczenia z kontaktów z Radą i władzami Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie zdają się wskazywać na to, że nie są oni zupełnie zainteresowani w żadnych sugestiach pod ich adresem, a zwłaszcza konstruktywną krytyką ze strony kompetentnych osób, zajmujących się dziejami II wojny światowej. Aroganckie lekceważenie uwag zmierzających do zrównoważenia obrazu i obiektywnego przedstawienia polskiej historii nie powinno być ? i nie może być ? tolerowane.
Celowy i świadomy wysiłek wydobywania dwuznaczności "ofiar i katów" II wojny światowej ujawnił się w dramatycznym trybie w 1993 roku, kiedy to tygodnik time ogłosił, że "wielu Polaków" służyło w oddziałach hitlerowskiego SS. Znakomita większość znawców przedmiotu nie plasowała nigdy Polaków w szeregach SS. Nie są oni wyliczani też w podstawowym studium dr. Georga Steina i dr. Geralda Reitlingera. Nie znam osobiście ani jednego profesjonalnego historyka, który badał dzieje SS ? i gotów byłby zgodzić się z rewelacjami magazynu TIME. Po 50 latach, które minęły od zakończenia wojny, powinien się ujawnić bodaj jeden ekspert, który gotów byłby potwierdzić spekulacje redaktorów tygodnika TIME. Ale nikt się do tej pory nie zgłosił.
Tak więc TIME przekręca fakty historyczne, które w tym przypadku są absolutnie jasne. Etniczni Niemcy, którzy mieszkali na terytorium Polski, istotnie służyli w SS, ale byli to Niemcy ? a nie Polacy! TIME ignoruje jednak zupełnie to oczywiste i bardzo istotne rozróżnienie.
Wbrew głosom protestu osób indywidualnych oraz organizacji (szczególnie wytrwały i konsekwentny w sprzeciwianiu się tym pomówieniom okazał się Kongres Polsko-Kanadyjski) magazyn TIME uparcie odmawia wydrukowania sprostowania, upierając się przy swoim kretyńskim twierdzeniu, które zezwala z kolei na wszelkie dobrowolne historyczne interpretacje.
Osławiony film "Lista Schindlera" jest kolejnym przykładem aktualnej tendencji zamazywania linii granicznej pomiędzy ofiarami i sprawcami cierpień, Kiedy wprowadza się Polaków w filmie Spielberga, pokazywani są oni zawsze w negatywnym świetle. Raz jako antysemicki tłum cieszący się na widok Żydów prowadzonych do getta, to znów, zgodnie z nieśmiertelnym stereotypem, niemoralnie prowadzące się Polki, które pocieszają niemieckich oficerów, czy nadzorcy obozu, którzy mają być Polakami. Wszystkie tej przekręcenia rzeczywistych faktów składają się na ciągłą tendencję do przedstawiania Polaków w sposób stereotypowy. Tendencja ta osiągnęła w USA wręcz nagminny charakter.
Nie powinno nas właściwie wcale dziwić, że Spielberg portretuje Polaków w taki właśnie, negatywny sposób, gdyż czerpie on po prostu ze strumienia antypolskich przedstawień jakie powszechne są nie tylko w amerykańskim piśmiennictwie na temat Holocaustu, ale w równym stopniu w amerykańskiej literaturze popularnej. Polacy są tam tradycyjnie wrodzy, chamscy, prymitywni i oczywiście, antysemiccy! Takimi pokazywały ich przez lata książki Leona Urisa, Saula Bellowa, Philipa Rotha, Issaca Bashevicha Singera, podobnie jak Jerzego Kosińskiego. Dla niektórych z tych pisarzy (szczególnie w jadowicie antypolskich powieściach Urisa) Polacy byli odpowiedzialni w istocie za Holocaust, dla innych służyli jako wygodna odskocznia do manifestowania własnych etnocentrycznych obsesji.
W takim układzie nie powinno nas dziwić, że sami Żydzi często gubią się dziś w rozróżnianiu, kto był ofiarą, a kto sprawcą II wojny światowej. Ostatnio Abraham Foxman, krajowy dyrektor Ligi Antydefamacyjnej, sławił wysiłki Duńczyków w ratowaniu Żydów, po czym stwierdził, że "tam, gdzie się sam urodziłem, czyli w Polsce, nie mieliśmy tyle szczęścia. Pięćdziesiąt lat temu rząd polski nie potrafił powstrzymać metodycznej likwidacji własnej ludności żydowskiej". Czyż nie jest to wręcz zdumiewające, jak mało wie o historii Polaków podczas wojny prominentny lider wielkiej organizacji żydowskiej? Gdyby Abraham Foxman zadał sobie nieco trudu na zapoznanie się choćby w największym skrócie z historią II wojny światowej, dowiedziałby się może, że Niemcy po pokonaniu Polski zajęli cały kraj i ustanowili w nim własne, bezwzględne rządy, jako okupanci.
Rząd polski, zmuszony do ucieczki, znalazł przystań w Anglii. Rząd ten, podobnie jak jego polscy czy żydowscy obywatele, został pozbawiony jakiegokolwiek wpływu, a tym bardziej środków, aby móc zapobiec fali deportacji, egzekucji i terroru, która determinowała życie zarówno Polaków, jak i Żydów, w okupowanej przez Niemców Polsce. Podobnie szacowny członek Międzynarodowej Rady Muzeum Oświęcimskiego wyznania żydowskiego ujawnił mimochodem problem braku umiejętności, a może także i braku dobrej woli, w rozróżnianiu pomiędzy katami a ofiarami, kiedy zdecydował się zwrócić do wycieczek żydowskich, przybywających na zwiedzanie hitlerowskich obozów koncentracyjnych w Polsce z apelem, aby "zapoznały się wcześniej z polskimi źródłami, w celu odróżnienia hitlerowskich zabójców od polskich ofiar".
Czyż jednak ktokolwiek mógłby, oczekiwać, ze przewodniczący międzynarodowej imprezy "Marsz żywych" (do obozów śmierci w Polsce) zwróci się do młodych jego uczestników, Żydów, z takim oto apelem: "Wszędzie będziemy otoczeni przez miejscowych Polaków... Będziemy ich nienawidzić za ich rolę w tych okrucieństwach".
Niestety, nie udało mi się usłyszeć choćby jednego głosu ze strony liderów żydowskich, potępiającego publicznie te jawne antypolskie oszczerstwa. Jesteśmy nieustannie strofowani i pouczani na temat "zła antysemityzmu", ale żydowscy przywódcy pozostają milczący i niemi w obliczu fali rozpasanego antypolonizmu we własnej społeczności. Gdzie są zasady moralne takiego przywództwa?
Jednym z najczęstszych dobrowolnych policzków, wymierzanych Polakom, jest twierdzenie, że "nie pomagali"oni w przeszłości Żydom lub "nie pomagali dosyć" podczas Holocaustu. Podobne, brudne oskarżenia nie mogłyby mieć miejsca, gdyby istniała powszechniejsza znajomość charakteru i rozmiaru niemieckiej polityki ludobójstwa, wymierzonej przeciwko Polakom.
Niemcy zmierzali otwarcie do redukcji ludności polskiej, i to tak znacznej, aby jej niedobitki musiały służyć Niemcom jako niewolnicy, albo zniknąć, tak jak Żydzi. Aby osiągnąć ten cel, Niemcy głodzili społeczeństwo, mordowali Polaków, prowadzili politykę germanizacji polskich dzieci (aby zmniejszyć możliwość reprodukcji narodu), a także aby sprowadzić ich do roli podludzi. Jeśli cokolwiek jest w stanie zademonstrować w sposób dramatyczny wspólnotę losu oraz ofiar Polaków i Żydów podczas II wojny światowej, to jest to historia dzieci polskich i żydowskich. Polacy utracili taką samą ilość dzieci podczas wojny, jak Żydzi. Jest to przedmiotem mojej książki "Czy dzieci płakały?" (Did the Chiidren Cry?), wydanej przez oficynę HiDpocrene w Nowym Jorku.
Polacy w obliczu własnej tragedii i kary śmierci za samą próbę pomocy Żydom (byli jedynymi w Europie, którzy ryzykowali tę pomoc: natychmiastową egzekucja). Polacy byli ostatnimi, którzy mogli nieść skuteczną pomoc prześladowanym Żydom. I Żydzi, którzy byli w Polsce i żyli w gettach, rozumieli to doskonale.
A przecież, na przekór tym ogromnym przeciwnościom, konto Polaków w pomocy i ratowaniu Żydów w Europie jest jednym z najlepszych. W rzeczywistości 40 proc. wszystkich chrześcijan, uznanych w Yad Vashem, za sprawiedliwych przez izraelską organizację, która weryfikuje i stwierdza pomoc dawaną Żydom podczas Holocaustu, to Polacy. Myślę, że liczba ta mówi sama za siebie. Setki tysięcy, a prawdopodobnie miliony Polaków były bezpośrednio i pośrednio zaangażowane w różnego rodzaju pomoc, której udzielano Żydom. Czasem była to żywność, często schronienie, lekarstwa albo fałszywe dokumenty, pozwalające przetrwać.
Z liczby 100 tysięcy czy 120 tysięcy Żydów, którzy przeżyli na terytorium polskim hitlerowski Holocaust, zapewne polowa korzystała w jakimś trybie z działań podziemnej organizacji ŻEGOTA, pod którym to kryptonimem kryła się Rada Pomocy Żydom, organizacji prowadzającej działalność zarówno w Warszawie, jak i wielu innych miastach, dzięki poparciu i finansowej pomocy płynącej na ten cel od Polskiego Rządu na Uchodźstwie. ŻEGOTA doczekała się jedynie symbolicznego uznania w Muzeum Holocaustu i jest jednym z "najlepiej utrzymanych sekretów II wojny światowej". Nowi rewizjoniści, o których mówimy, chętnie widzieliby nadal ten epizod jako sekret.
Istniało tak wielu bohaterów tamtych lat, Polaków, którzy działali na własną rękę (i w ramach Żegoty), że ich losy zasługiwałyby na odrębny film. W przeciwieństwie do Oskara Schindlera czy Raula Wallenberga, wspomniani Polacy nie dysponowali ani podobnymi źródłami finansowymi, ani politycznymi wpływami, nie mówiąc o osobistym ryzyku, na jakie nieustannie się narażali. Dlatego wspomnijmy tu bodaj kilku.
? Stasiek Jackowski ? ubogi stolarz spod Stanisławowa, u którego przechowywało się w domu 32 Żydów, a dom ten znajdował się zaledwie kilkaset metrów od miejscowej siedziby gestapo;
? Niezwykła Irena Sandler i jej współpracowniczka, Irena Schultz, które niosły pomoc mieszkańcom getta warszawskiego. Blisko 300 osób skorzystało bezpośrednio z pomocy udzielanej przez te kobiety;
? Władysława Choms ? "Anioł ze Lwowa", osobiście karmiła i ukrywała 60 dzieci żydowskich, a nie szczędziła pomocy także innym.
? Brat Sylwester Paluch, odpowiedzialny za zorganizowanie fałszywych dokumentów dla blisko 500 Żydów, którzy mogli przeżyć wojnę udając polskich obywateli; ? Świątobliwa Matka Matylda Getter, przełożona sióstr franciszkanek w Warszawie, przyjmowała bez pytania wszystkie żydowskie dzieci, które szukały schronienia, po ucieczce z getta. Co najmniej 500 dzieci i 250 osób dorosłych zostało ocalonych dzięki pomocy tego klasztoru.
? Ksiądz z Kampinosu, którego imię stracone zostało dla historii, objeżdżał cale wsie, rozwożąc żywność dla setek głodujących ludzi, zatrudnionych w niemieckich obozach pracy.

(?)
Richard Lukas



 
Richard C. Lukas jest emerytowanym profesorem historii, obecnie mieszka na Florydzie. Jest autorem sześciu książek o II wojnie światowej, stosunkach polsko-amerykańskich i sprawach Holocaustu oraz dziesiątków artykułów na te tamaty. Doktorat otrzymał w 1987 r. w Alliance College w Pennsylvanii. Rok później otrzymał Polonia Restituta od rządu RP (w Londynie).
Wyświetlony 3242 razy
Richard Lukas

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.