niedziela, 19 grudzień 2010 11:45

Oddalający się kontynent (korespondencja z Ameryki Południowej - fragment)

Napisane przez

Z treści dokumentu końcowego opublikowanego z okazji zakończonego w drugiej połowie listopada ub.r. szczytu przywódców państw Ameryki Łacińskiej, Hiszpanii oraz Portugalii wynika, że poza koniecznością udzielenia pomocy lokalnym producentom kawy, a także walką z terroryzmem i narkotykami, region ten nie ma większych zmartwień.

Status quo

 

Tymczasem sytuacja w Ameryce Łacińskiej jest dramatyczna. Kryzys gospodarczy w najbogatszym kraju regionu, ósmej co do wielkości gospodarce świata, Brazylii, oraz towarzyszące mu napięcia społeczne doprowadziły kilka tygodni temu do wyboru na stanowisko prezydenta zdeklarowanego komunisty, który wprawdzie przyrzeka, że nie będzie proponował jakichś dramatycznych reform, znany jest jednak ze skłonności do kokietowania najbiedniej­szych przy użyciu reper­tua­ru rodem z marksizmu i le­ninizmu, które są elementa­mi jego agendy politycznej.
Nie mniej bogatą Wenezuelą rządzi od trzech lat radykalny pułkownik Hugo Chavez, dla którego Fidel Castro jest ?idącym na ustępstwa wobec wielkiego kapitału? oportunistą. Efektem rządów Chaveza są, trwające od ponad roku mar­sze głodowe, kompletne rozprężenie gospodarcze oraz ? podobnie, jak w Brazylii ? groźba wybuchu rewolucji socjalnej. Od połowy listopada ub.r., w Wenezueli, która jest piątym co do wielkości w świecie producentem ropy naftowej, brakuje? benzyny.
Równie napięta sytuacja panuje w Ekwadorze, gdzie w ostatnich dniach listopada zdesperowany latami kryzysów ?lud? wybrał na prezydenta quasi-komunis­tę, pułkownika Lucio Gutierreza, który także obiecuje kilka radykalnych pomysłów. Czytałem jego wywiad dla argentyńskiego ?Clarina?, w którym zapowiada m.in. upaństwowienie wszystkich firm zatrudniających powyżej 50 osób, chce także zaprowadzić powszechną sprawiedliwość oraz karać tych, którzy zarabiają zbyt wiele. Nb. Gutierrez jest współautorem przewrotu wojskowego, który w 2000 roku odsunął od władzy legalnie wybranego prezydenta Ekwadoru.
Wprawdzie w Argentynie udało się jak dotąd obronić demokrację, jednakże sytuacja ekonomiczna jest tam tak ponura, że grozi powtórzeniem wybuchu protestów, jak w grudniu 2001 roku. Na granicy kryzysu znajduje się sąsiedni Urugwaj. W tym tradycyjnie dostatnim kraju gospodarka utrzymywana jest za pomocą zastrzyków Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz pomocy ze strony Sanów Zjednoczonych, dla których kryzys ?u podbrzusza? jest dziś prawdziwym problemem.
W Kolumbii, która ? mimo nieustannego kryzysu politycznego ? opierała się przez lata kryzysom gospodarczym, panuje dziś głód. Kraj jest w stanie wojny (o wpływy z produkcji narkotyków) toczonej przez rząd na przemian z lewacką partyzantką lub z ugrupowaniami faszystowskimi. Panuje terror, na porządku dziennym są porwania; do polityków, włącznie z prezydentem kraju, do przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, a zwłaszcza do dziennikarzy, strzela się tam jak do kaczek.
W Peru, co prawda, dzięki zdecydowanej postawie poprzedniego prezydenta Alberto Fujimori udało się rozbić maoistowskich partyzantów spod znaku ?Świetlistego szlaku?, jednakże zniszczeniu uległy przy okazji instytucje demokratyczne, czego efektem była nie tylko ucieczka prezydenta, lecz także wybór mocno lewicowego następcy Alejandro Toledo. Odbiło się to, rzecz jasna, na stanie gospodarki, która za Fujimori zaczęła mieć sukcesy. Nie lepiej jest w Paragwaju, gdzie po kilku latach odwilży, jaką nadeszła po usunięciu w 1989 roku dyktatora Alfredo Streossnera, nastąpił powrót ?starego? ? rządy junty, skrajna korupcja, przemoc i in­ne wyniszczające kraj i gos­podarkę zjawiska.
Kolejne kryzysy nie oszczędziły tradycyjnego outsidera kontynentu, Boliwii. Prezydent tego kraju, Gonzalo Sanchez de Lozada, wyznał podczas szczytu, że miał trudności z udzieleniem odpowiedzi wnuczce, która go zapytała: ?Dziadku, a czemu właściwie służą te wasze szczyty??. Gospodarka boliwijska znajduje się w szambo, zaprzepaszczono resztki nieśmiałych reform u początku lat 1990.
Jedyne jasne punkty na mapie Ameryki Łacińskiej to Chile oraz Meksyk, ale o nich za chwilę.
 
Fiasko reform?
 
 Jak to się stało, że ten rejon energicznych, przedsiębiorczych, ambitnych, mądrych i twórczych ludzi, kraina zasobna w bogactwa, żyzną ziemię i wspaniały klimat jest od lat dawana za przykład ekonomicznej katastrofy? Co się stało z reformami, które miały postawić Amerykę Łacińską na nogi, dając ją za przykład światu; przecież jeszcze 10 lat temu mówiło się, że wiek XXI będzie ?wiekiem Ameryki Łacińskiej? 
Obszernej odpowiedzi na to pytanie udzielił w ?Tajemnicy kapitału? wybitny ekonomista latynoski, Peruwiańczyk Hernando de Soto, którego zdaniem reformy były zbyt powierzchowne i nie usunęły trzonu problemu, jakim jest brak poszanowania własności prywatnej, wciąż nadmierna ingerencja państwa w gospodarkę, a przede wszystkim słabość lub wręcz nieobecność systemu wymiaru sprawiedliwości. Podobnego zdania jest inny znakomity Peruwiańczyk, pisarz Mario Llosa Vargas: ?Dla peruwiańskiego czy ekwadorskiego chłopa demokracja, czyli możliwość wybierania przywódców politycznych, nie ma żadnego znaczenia tak długo, jak długo skorumpowany sąd mo­że go w każdej chwili pozbawić własności czy wtrącić do więzienia?.
Brazylijski peon nie rozumie, dlaczego zawiodły kolejne plany uzdrowienia gospodarki ? Estado Novo (lata 1930 i 1940), Plano de Metas i Plano Trienal (lata 1950.), Plano Cruzado (1980), Plano Color 1Color 2 (lata 1990) czy ostatnio Plano Cruzeiro ? widzi natomiast, że ? w przeciwieństwie do ich autorów ? z każdym nowym ?planem? jego rodzina staje się uboższa, a jej życie coraz trudniejsze.
Co z tego, że kraj, w którym żyje, chlubi się najbardziej wystawną stolicą świata, skoro koszty jej budowy spłaca do dzisiaj, a ?planiści? tego cudu architektury za pieniądze zarobione na tym, i podobnych projektach rozbijają się po Copocabana i Leme luksusowymi samochodami, tracą fortuny w kasynach gry, ciesząc się przywilejami (jeitinho) porównywanymi tylko do tych, jakie mieli członkowie sowieckiego establishmentu. Rząd wmawia mu, że to, co się wokół niego dzieje, to ?wolny rynek?, więc kiedy przyjdzie mu głosować, wybiera tych, którzy głoszą, że ?wolność gospodarcza się nie sprawdza?.
Nelson Tejeira, biznesmen, właściciel kilku pralni z Foz do Iguazu ( i okolicy) na południu Brazylii, nie ukrywa, że głosował na da Silva. Uważa bowiem, że ?trzeba wreszcie coś zmienić?, bo kapitalizm w Ame­ryce Łacińskiej się nie spraw­dza. Na razie jednak zmienia ludzi, bo system przywilejów pozostanie.
(?)
Jan M. Fijor
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 7330 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.